Portret duchowy

"Bóg jej wystarczał. Wpatrzona w ducha Karmelu, w ducha kontemplacji, jednocześnie żyła aktywnym działaniem na rzecz Boga. Właśnie dlatego tak krzątała się przy biednych dzieciach, przy ludzkich sprawach, przy robotnikach i ludziach Zagłębia." - Ks. Abp Stanisław Nowak, Metropolita Częstochowski

Z duchowych pism

"Każda trudność jest możliwa do rozwiązania, gdy jest się z Bogiem." - Matka Teresa od św. Józefa

Modlitwy za przyczyną Sługi Bożej

"Uczmy się tej wrażliwości na człowieka i na jego sprawy, wpatrując się w życie i posługę patrona waszej diecezji, świętego Brata Alberta Chmielowskiego i Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, zwanej Matką Zagłębia." - św. Jan Paweł II

Proces beatyfikacyjny

"Tak jak Hiszpanie chlubią się la Santa Teresa, a Francuzi Małą Teresą klauzurową, tak my możemy się chlubić naszą Matką Teresą" - O. Otto Filek OCD

Wypowiedzi o Matce Teresie

"Choć czyny jej i poświęcenie nie rzucały się w oczy za życia, bo umiała się jakoś dziwnie ukryć w gronie swoich Sióstr zakonnych - niemniej jednak wyryły się głęboko w sercach i pamięci ludzkiej". - O. Bernard Smyrak OCD

Translate

5 marca 2014

Modlitwa o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej

12 marca w Domu Macierzystym w Sosnowcu odprawiona zostanie Msza święta, podczas której wierni będą się modlić o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej Teresy Kierocińskiej.

Eucharystia rozpocznie się o godzinie 18:00.

Po Mszy św. odczytane zostaną prośby i podziękowania, które wierni zostawiają na sarkofagu Matki Teresy Kierocińskiej lub przysyłają przez internet.

Intencje modlitewne można nadsyłać na adres:

karmelitanki@karmelitanki.pl

1 marca 2014

Fragmenty homilii ks. abpa Stanisława Nowaka Metropolity Częstochowskiego

Sosnowiec, 12 lipca 2006 r.
(tekst nieautoryzowany, przepisany z taśmy magnetofonowej)
Drodzy Bracia w kapłaństwie, kochane Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus na czele z Matką Generalną, Drodzy Przyjaciele i Bliscy Matki śp. Matki Teresy Janiny Kierocińskiej.
Na pewno zgromadziła nas tutaj miłość do Boga, na pewno jednoczy nas Chrystus. Tu trzeba by powiedzieć za Biblią, że to co nas zjednoczyło to miłość do Chrystusa, ale też i miłość do tej drogiej Matki, Założycielki Zgromadzenia, dla nas tutaj i dla tej ziemi częstochowskiej, zagłębiowskiej. To wielki skarb, wielka radość. Na pewno cieszymy się, że ten proces postępuje. Na pewno chcielibyśmy żeby kiedyś ten tydzień polskich świętych był wzbogacony jeszcze o imię Matki Teresy, bo ten tydzień to jest tydzień polskich świętych, jutro mamy świętych pustelników polskich Andrzeja i Benedykta. Dzisiaj mamy św. Brunona z Kwerfurtu, apostoła w Polsce i innych jeszcze świętych. Tak się składa, że odejście Matki z tego świata było w tym polskim tygodniu, polskim tygodniu świętych. Czekamy z wielką nadzieją na ten dzień.
A teraz pochylamy się nad jej życiem. To przecież, chociaż jeszcze nie ma dekretu Kościoła, to już możemy radować się z życia Sł. Bożej Teresy – już jest nam dana do oglądania, już możemy na nią patrzeć – i patrzymy. Nigdy się tego tytułu Służebnicy Bożej, choćby się proces bardzo oddalał a nawet został kiedyś umorzony – bo i tak mogłoby być, chociaż to się rzadko zdarza – to zawsze będzie już Służebnicą Bożą. Patrzymy więc na życie tej Sł. Bożej. Przyglądamy się temu życiu, czekamy, aż odpowiednie czynniki w Kościele, Kongregacja do spraw świętych i tę sprawę podniesie, objawi.
(...) Chcę powiedzieć, że miałem tę radość w tym roku, kiedy byliśmy ad limina Apostolorum, przedstawiać sprawę polskich świętych i tej części biskupów, którzy przynależą do Krakowa – powiedziałem tam w tym moim przedłożeniu, że oczywiście czekamy przede wszystkim na beatyfikację Jana Pawła II – to jest priorytetowe oczekiwanie – ale wspomniałem, że tej naszej ziemi, by się przydał się taki kwiat beatyfikacji jakim mogłaby być M. Teresa. Oczywiście wszystko musi być zmierzone, zbadane, wszystko musi mieć swój czas. Na pewno w stosukowo niedalekiej kolejności do badania jest już w tej długiej, długiej liście jest postać M. Teresy. Tak wygląda to wszystko od strony zewnętrznej.
(...) Dla wyniesienia na ołtarze potrzebny jest ten pierwszy dekret odnośnie cudu zdziałanego, który się wydarzy i który musi być zbadany wszechstronnie: i przez lekarzy i przez teologów, i przez polskich lekarzy jak ktoś był w Polsce i przez lekarzy z ramienia kongregacji wyznaczonych. Na pewno trzeba, by te fakty były klarowne, by nie było wątpliwości, że interwencja kandydatki na ołtarze się wydarzyła. U Boga wszystko jest możliwe. Pan Jezus kazał Apostołom czynić cuda, kazał i nam czynić cuda. My czynimy cuda modlitwą, błaganiem, prośbą o łaskę. Na pewno to jest potrzebne: ożywienie wiary, przekonania do świętości jakiejś osoby – a na pewno M. Teresa jest osobą godną zaufania z naszej strony dla naszych wielkich, serdecznych, gorących próśb.
(...) Zanim otrzymamy te dekrety, jeden, drugi, radość z beatyfikacji a w przyszłości kiedyś kanonizacji – to trzeba byśmy nie tylko modlili się za wstawiennictwem M. Teresy, ale żebyśmy już na nią patrzyli – a ściśle mówiąc – żebyśmy patrzyli na Chrystusa, który kroczy w tajemnicy Kościoła przez czas do wieczności, przeobraża nas ku pełni. A takimi wielkimi śladami Jego kroków są święci, również święci założyciele zgromadzeń zakonnych. Ten wielki ślad: życie M. Teresy – bo każdy z nas jest powołany do świętości i każdy jakoś ten ślad zostawia. Wszystkie siostry są po to, wszyscy świeccy żyją w tym duchu, kapłani poświęcając się, wszyscy zostawiają te cudowne ślady. Nie mniej jednak Kościół uznaje, lud Boży uznaje, że pewne osoby te ślady zostawiły wyraźniejsze, zostały bardziej odbite na tej ziemi te ślady.
I tak w przypadku M. Teresy widzimy, że te ślady są mocne. Oczywiście te ślady były już tam w Wieluniu, kiedy tak bardzo tęskniła za życiem zakonnym, później poszła do Krakowa, a większość życia spędziła tutaj w Zagłębiu Śląsko-Dąbrowskim i tutaj najmocniejszy ślad odbiła. Tu w czasach niezwykle trudnych, w czasach okupacji, w tym jakimś piekle nienawiści ludzkiej – tak się teraz mówi o hitleryzmie, o czasach hitlerowskich, podobnie zresztą o stalinowskich – ona w tych czasach, gdzie było tyle nienawiści, tyle wzgardy Boga, który jest Miłością, w tych czasach zostawiła ślad miłości.
Encyklika Ojca Świętego, Benedykta XVI o Miłości; w tej encyklice powołuje się na inne znaki, a gdy był w Oświęcimiu, powoływał się na ten ślad Edyty Stein, czy św. Maksymiliana, czy innych osób żyjących konsekracją. (...) Teraz, i ten ślad tutaj, tak niedaleko Oświęcimia pozostawiony, jest pięknym znakiem, można by powiedzieć, że to ona uczyniła, na pewno ona, ale bardziej przez nią czynił ten ślad Chrystus, bo On jest przedziwny w świętych swoich. Chrystus, ale święci to są ludzie, którzy tego Chrystusa jak gdyby prześwietlają. Pytali jednego chłopca małego: kto to są święci i on taką definicję ukuł: święci to są słońca, które pokazują jak piękny jest Pan Bóg. Przez nich świeci Pan Bóg. A do takiej definicji chłopiec doszedł, bardzo mały, ale mający takie odczucie, był w kościele i patrzył na witraże, świeciło słońce, patrzył na witraż św. Kazimierza i tak powiedział, że święci to są ci, przez które świeci słońce – Bóg.
I tak możemy powiedzieć o Naszej Matce, że przez nią świeciło to słońce – Bóg; Bóg, który jest Miłością; Bóg, który naprawdę istnieje Miłością, bo dla Boga istnieć to znaczy miłować. Nie tylko Bóg kocha, Bóg jest Miłością. Dlatego istnieć dla Boga to też i miłować (...). On prześwieca przez niektórych ludzi szczególnie w tej głównej tajemnicy i na pewno Sł. Boża M. Teresa była tą osobą, przez którą ten Bóg-Miłość przeświecał. Oczywiście jest miłość Boga nade wszystko, bo święci czerpią miłość bliźniego z miłości Boga i to na różne sposoby. Znana jest obecnie, bardzo znana jedna z najsławniejszych świętych współczesnych – Matka Teresa z Kalkuty. Usiłowali z niej zrobić wielką społecznicę, taką, która po prostu kocha, wyczerpując własne źródła, jest nadzwyczajnym człowiekiem, który ma taką wrażliwość na biedę ludzką i potrafi się tak dalece poświęcać, jak to było w jej przypadku. Ona zawsze mówiła: "Jezus w tabernakulum – to jest źródło mojej miłości, On, który tam jest". I dlatego sama mówiła, że jak zakłada jakiś dom, to po pierwsze szuka jakiegoś choćby skromnego miejsca, żeby było tabernakulum, żeby był ołtarz, bo nie widzi sensu gromadzenia sióstr całkowicie oddanych nędzy i biedzie bez źródła; źródło musi być. Nie ma źródła, nie ma później i potoku, nie ma wody. Gdy chodzi o M. Teresę to można powiedzieć, że dla niej takim źródłem to było Dzieciątko Boże.
Odprawiamy Mszę św. ku czci Dzieciątka Jezus, misterium Wcielenia. Oczywiście święci nigdy nie oddzielają tajemnicy wcielenia od tajemnicy odkupienia, od męki, od śmierci, od krzyża. Tam było to jedno: Słowo wcielone, ukrzyżowane, ale jakoś najbardziej, ponieważ miała wielki kult do św. Teresy od Dzieciątka Jezus i bardzo, bardzo była wpatrzona w to Dzieciątko Jezus, to Słowo Wcielone, aż do granic stania się Dzieckiem. Już to był wielki cud, bo Izrael czekał na mesjasza dorosłego, na mężczyznę, który będzie w obłokach zstępował na ziemię. A Jezus stał się Dzieckiem bezbronnym, płaczącym, małym, urodził się w stajni, w ubóstwie. I już tam się objawiło to, co jest miłością do końca, już tam się Jezus wyniszczył. Ponieważ miał objawić jeszcze wolę Ojca i wezwać świat do nawrócenia, dlatego była też i męka, była krew, było ukrzyżowanie, trzeba było też, by Syn Boży zmartwychwstał i stworzył nowy świat, nowy eos życia. Ale wszystko się zaczęło w tym Dzieciątku: ta miłość do końca, ta miłość wyczerpująca się jak gdyby po to, że Bóg stał się człowiekiem i tak bardzo się wyniszczył, że stał się też Dzieckiem jest tajemnicą wyniszczenia czyli tej miłości bez granic.
Wpatrzona w te tajemnice, szła służyć swoim siostrom kochanym, szła służyć biednym Zagłębia, ludziom, którzy w warunkach okupacji przeżywali wielkie ograniczenia. Starsi pamiętają – tak jak my – trzeba tu powiedzieć, że okupacja to był czas biedy, biedy materialnej, strasznie ciężkiego chleba jak się go zdobyło – to był czas głodu. Tu w południowej Polsce to cierpieliśmy głód. W tych ciężkich czasach właśnie ona tutaj była znakiem miłości miłosiernej. Zostawiła więc ślad tego dobrego Dzieciątka, miłosiernego, i w ogóle Jezusa ukrzyżowanego, zmartwychwstałego. Przenika więc przez nią, prześwietla przez nią Chrystus, Słońce Miłości wyniszczającej się, idącej do ludzkiej biedy, ludzkiej nędzy.
Chcemy dzisiaj uczcić to źródło, powiedzmy sobie: źródełko, dziecięctwo Jezusowe. Msza św. jest Mszą św. o Dzieciątku Jezus, tak siostry postanowiły i rzeczywiście słusznie. Wydaje się, że M. Teresę, pod jej imieniem czcić będziemy, to ją godnie uczcimy czcząc Źródło, z którego czerpała. Oczywiście, ona sama nie była wielkim teologiem ale taką bogomyślczynią ale czerpała z mądrości karmelitańskiej i wielkich świętych Karmelu a konkretnie też i Ojca Anzelma, który był teologiem wielkim i inspiratorem tego Zgromadzenia. Niech to Źródło jakim jest Jezus Chrystus w tajemnicy tego dziecięctwa, niech ono bije mocno w waszym Zgromadzeniu drogie Siostry, bo na pewno to jest najważniejsze i dla założycieli charyzmatu, najważniejsze jest to, żeby charyzmat się rozwijał i owocował świętością, dziełami miłosierdzia, dziełami wiary, nadziei, miłości. Bardzo się modlimy, żeby to Źródło tutaj biło nadal w tym Zgromadzeniu, żeby ten chrystocentryzm radykalny, radykalny – nie bać się tego słowa: radykalny, żeby on tutaj owocował w życiu poszczególnych sióstr. W dzisiejszych czasach, zapomina się o Bogu, jak to bywa teraz w Ameryce – wynosi się z sal sądowych tablice z przykazaniami boskimi, bo się chce tworzyć nową moralność, nową etykę niby w imię globalnej miłości.
(...) To są nasze czasy. I dlatego w takich czasach charyzmaty zakonne muszą być radykalne, mocne, chrystocentryczne, bo Chrystus ratuje religię. Religia mglista jeszcze nas nie satysfakcjonuje. Chrystus – Bóg Wcielony, Miłość Wcielona, to jest zapewnienie nadziei zbawienia i bezpiecznego rozwoju człowieka, bo jak Bóg Wcielony umiera, to człowiek ciało, człowiek cielesny musi umrzeć, musi zginąć, nie może się rozwijać. Jak przekreślimy Jezusa ukrzyżowanego, moralność, którą On nam przyniósł w sobie i słowem, i dekalogiem, który potwierdził – to będzie jakiś człowiek z probówki. Teraz chce się absolutnie zaprzeczyć życiu rodzinnemu. Tylko Chrystus, a ludzie, którzy prześwietlają Chrystusa, charyzmaty zakonne, gorliwe, mocne, to jest znak nadziei dla dzisiejszego świata.
Bardzo więc życzę kochanym siostrom Dzieciątka Jezus, by nie tylko trwały mocno w tym charyzmacie chrystocentrycznym, ale by pod przewodem M. Założycielki szły prostą drogą właśnie, głosząc Chrystusa. Amen.

Fragmenty homilii o. Alberta Wacha OCD Prowincjała Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych

Homilia wygłoszona w Krakowie 3 czerwca 2006 r. na Mszy świętej rozpoczynającej Sympozjum poświęcone Słudze Bożej Matce Teresie Kierocińskiej.
(...) W dniu, w którym wspominamy Matkę Teresę Kierocińską, Założycielkę waszego Zgromadzenia, osobę przez nas podziwianą i cenioną za jej wielką miłość, za jej pójście za Panem. Nie jest rzeczą łatwą wpatrywać się w Pana i mieć Go ciągle przed oczyma. Trzeba wielkiej wiary i trzeba prostoty serca, aby pójść za Panem drogami, które On każdemu człowiekowi wyznaczył. Tak łatwo przychodzi nam zatrzymywać się w drodze, zbaczać z tej drogi, oglądać się na bok, myśleć po ludzku, kategoriami tego świata. A tak trudno mieć wzrok utkwiony w Panu. I trzeba powiedzieć, ilekroć człowiek ogląda się na bok, ilekroć człowiek myśli po ludzku, napełnia go strach i lęk i przerażenie, bo człowiek sam nie czuje się bezpieczny, bo człowiek ma świadomość i poczucie, że sam sobie poradzić nie może, pomimo, że próbuje to czynić. I trzeba jakiegoś nadzwyczajnego światła, jakiejś nadzwyczajnej mocy, boskiej mocy, światła i mocy Ducha Świętego, żeby człowiek mógł pójść za Jezusem, który przez swoje ziemskie życie szedł kierowany mocą Ducha Świętego.

Pięknie się składa, że gromadzimy się dzisiaj w wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Z całym Kościołem przywołujemy dzisiaj tego światła i tej mocy, my ludzie zalęknieni, zastraszeni, przerażeni groźbą śmierci, utraty wszystkiego, wołamy o Ducha Świętego, o Dar z nieba. Tylko On, Duch Święty, dany nam przez Chrystusa na krzyżu, tylko On może nas poprowadzić drogami Jezusa Chrystusa i dać nam siły aby iść za Nim do końca.

Ludzie rzeczywiście żyją w strachu, lękają się, boją się o siebie i dlatego czynią różne złe rzeczy, dopuszczają się niegodziwości, nieprawości z lęku i obawy o siebie, dlatego porywają, kradną cudze rzeczy. Ale gdy zaczyna nimi od wewnątrz rządzić Duch Miłości, Duch Boży, Duch Jezusa Chrystusa - rozdają własne rzeczy. I to jest rzecz zdumiewająca czego potrafi dokonać w nas Duch Miłości, Boży Duch, Duch Jezusa.

Matka Teresa Kierocińska właśnie zakorzeniona w miłości Bożej, potrafi pochylić się nad każdym człowiekiem potrzebującym i oddać temu człowiekowi nie tylko jakieś rzeczy, ale siebie samą. W duchu pierwszych uczniów Chrystusa, w duchu pierwszej wspólnoty Kościoła, o której jest powiedziane, że ci wszyscy, którzy uwierzyli, ci, którzy otrzymali dar Ducha Świętego z wysoka przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki, dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeb. To nie byli ludzie zalęknieni, to byli ludzie, którzy mieli w sobie Ducha Świętego, Ducha Miłości. A trzeba powiedzieć, że Matka Teresa żyła w czasach, gdy – jak mówi Benedykt XVI w swojej encyklice "Deus Caritas est" żyła w czasach, gdy wysuwane były zastrzeżenia przeciw działalności charytatywnej Kościoła, dobroczynności Kościoła, zastrzeżenia rozwijane ideologicznie i z naciskiem przez myśl marksistowską. Mówiono, że ubodzy nie potrzebują dzieł charytatywnych, nie potrzebują miłości, że trzeba tylko sprawiedliwych struktur i organizacji.

Dziękujemy Bogu za papieża Benedykta i za jego encyklikę "Deus Caritas est", szczególnie w jej drugiej części, która powinna być odczytana przez was drogie siostry karmelitanki, które idziecie w ślady swojej Matki Założycielki, Matki Teresy Kierocińskiej. Ona swoim życiem oddanym bez reszty Bogu niejako uprzedziła to, co Benedykt XVI w tej drugiej części swojej encykliki napisał nt. charytatywnej działalności Kościoła. Na temat bardzo konkretnej miłości bliźniego, papież pisze: "Miłość – caritas – zawsze będzie konieczna, również w najbardziej sprawiedliwej społeczności. Nie ma takiego sprawiedliwego porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna. Kto usiłuje uwolnić się od miłości, będzie gotowy uwolnić się od człowieka jako człowieka. Zawsze będzie istniało cierpienie, które potrzebuje pocieszenia i pomocy. Zawsze będzie samotność. Zawsze będą sytuacje materialnej potrzeby, w których konieczna jest pomoc w duchu konkretnej miłości bliźniego".

A wiemy, że Matka Teresa Kierocińska miała szczególne upodobanie do pracy i poświęcenia siebie w miejscach, które - patrząc po ludzku oczyma świata – nie było już żadnej nadziei, albo też wysiłek wydawał się nieopłacalny. Pomyślmy tutaj o jej pochyleniu się nad najuboższymi. Matka nie pytała, czy taki wysiłek ma sens i czy jest opłacalny, zawsze podejmowała go jako wyzwanie rzucone ziemskiej bezsensowności, ze świadomością, że przez ten wysiłek ukaże ona chrześcijański sens nadziei. To dzisiaj Kościół w Polsce podejmuje ten trud i wysiłek przywracania nadziei ludziom ubogim. I wydaje się, że to jest szczególnie wasze zadanie drogie siostry: Razem z Kościołem przywracać nadzieję ludziom ubogim.

W Dziejach Apostolskich opisana jest sytuacja Pawła w więzieniu w Rzymie. Paweł znajduje się w bardzo trudnym położeniu, powiada: "Dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany". Dla nadziei ludzi ubogich, anawim , dla ubogich Pana, dźwiga każdy chrześcijanin, te kajdany, żeby przywracać tę nadzieję.

Niech to nasze spotkanie, niech to nasze wpatrzenie się w życie i działalność Matki Teresy, otworzy jeszcze bardziej nasze oczy, a przede wszystkim serca, niech stworzy niejako w nas tę wyobraźnię miłosierdzia, do której wzywał nas Jan Paweł II. Obyśmy z całym Kościołem drogie siostry mogli czynić to, do czego wzywa nas Pan.

"Pójdź za Mną " powiedział dzisiaj do Piotra – nie oglądaj się na boki, pójdź na Mną, patrz na Mnie i przywracaj nadzieję ubogim. Oto zadanie, które jest zadaniem każdego z nas, a szczególnie waszym – i tego wam życzę drogie siostry. Amen.

Fragmenty homilii O. Alberta Wacha

Czcigodni Kapłani, Współbracia w zakonie, Drogie Siostry karmelitanki,
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia.
"Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa". Tymi słowami św. Paweł zwraca się do Koryntian i również do nas kieruje te słowa: "Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa". Dzisiaj słowo "łaska" jest słowem niezrozumiałym i to stwierdzenie św. Pawła dla niego oczywiste, (...) dla nas przestało takim być. Nie znamy łaski Pana, nie wiemy tak naprawdę na czym polega łaska naszego Pana. Św. Paweł spodziewa się, że i dla Koryntianie mogą nie znać łaski Pana. Dla nich łaska nie będzie czymś oczywistym tak jak dla niego. Od razu tłumaczy na czym ona polega i trzeba powiedzieć, że słowa, w których tłumaczy nam tę łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa są zdumiewające. "Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić."

Siostry i Bracia, krótko: tę wielką łaskę naszego Pana Jezusa Chrystusa, którą powinniśmy znać, do której powinniśmy się zbliżyć, do której powinniśmy nabrać zaufania, jest ubóstwo. On ubóstwem swoim nas ubogacił. Nie czym innym, ale ubóstwem. Nie dobrami materialnymi, nie zaletami ludzkiego ducha i umysłu, nie pieniędzmi, ale ubóstwem swoim nas ubogacił (...).

My dzisiaj nie rozumiejąc łaski Jezusa Chrystusa, nie dostrzegamy wartości jaką jest ubóstwo z wyboru, ubóstwo przyjęte dobrowolnie, ubóstwo, które byłoby naśladowaniem Jezusa Chrystusa i Jego świętych. Matka Teresa Kierocińska zrozumiała tę łaskę i dlatego całe swoje życie oddała służbie najuboższym, małym dzieciom i młodzieży przede wszystkim (...). Ale M. Teresa nie pokładała ufności w środkach bogatych, lecz odwoływała się nieustannie do Chrystusowego ubóstwa. Nieustannie czerpała z tego źródła, niewyczerpanego źródła Chrystusowego ubóstwa, z którego to, On sam nieustannie nas ubogaca, karmiąc nas nie jakimiś rzeczami zewnętrznymi, ale Sobą samym, swoją miłością.

Ludzie światowi i my razem z nimi bardzo łatwo przewartościowujemy to co mamy, to co zostało nam dane, rzeczy materialne, różne dobra tego świata. Zatrzymujemy się na nich i sądzimy, że jedynie mając różne rzeczy możemy być szczęśliwi i mając różne rzeczy, możemy uszczęśliwiać innych.

Nie tak rozumiała szczęście Teresa Kierocińska. Myślę, że trzeba nam nieustannie wracać do tych początków, ubogich początków. Trzeba nam nieustannie wracać do Boga, bo w Nim wszystko ma swój początek u Boga i w konkretnym doświadczeniu ubóstwa, ubóstwa z wyboru, świadomego.

Kiedy czytamy Ewangelię zdumiewamy się, że Chrystus chcąc przyjść człowiekowi z pomocą, chcąc uczynić go szczęśliwym, chcąc służyć człowiekowi, zawsze stawiał na ubóstwo, na bycie u Boga, na bycie u samych źródeł. Do bogatego młodzieńca Chrystus nie powiedział chcąc go powołać na swoją drogę: słuchaj człowieku, masz wiele majętności, możemy razem wiele dobra zrobić dla ludzi. Pobudujemy szpitale, ochronki, przytuliska dla ludzi biednych, I nie powiedział mu: jeśli chcesz iść za Mną czyń cuda, wskrzeszaj umarłych, uzdrawiaj trędowatych... Chrystus takich słów nie powiedział do bogatego młodzieńca, ale powiedział mu: idź sprzedaj wszystko, stań się ubogim. Idź sprzedaj wszystko! To jest warunek kroczenia za Chrystusem, to jest warunek naśladowania Chrystusa, to jest warunek służenia tak jak Chrystus - to, jest warunek przynoszenia szczęścia drugiemu człowiekowi.

Tutaj w Zagłębiu, gdy obserwujemy życie ludzi, tak jak M. Teresa Kierocińska wiele, wiele lat wcześniej - my dzisiaj dostrzegamy podobne potrzeby, ale żeby temu wszystkiemu zaradzić, trzeba mieć podobnego ducha do M. Teresy. Trzeba tak jak ona wrócić do źródeł, wrócić do początku, do postawy ubogiej, do postawy, która jest u samego Boga. Jedynie wtedy, napełnieni Bogiem i Jego miłością możemy rzeczywiście dać człowiekowi to, co powinniśmy mu dać.

Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa. Siostry i Bracia, Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus, znacie łaskę Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Uwierzcie w tę fundamentalną postawę, której żąda od swoich uczniów Jezus Chrystus. Uwierzcie w tę postawę, którą przyjęła wasza Założycielka Teresa. Uwierzcie w postawę ubóstwa, bycie u Boga. Tylko człowiek, który potrafi dawać z serca, nie tylko z ręki, ale z serca, z głębi serca, z miłości, tylko taki człowiek czyni drugiego szczęśliwym.

Źródło, jeżeli nie wydaje wody, szybko stęchnie. Podobnie człowiek bogaty, mający wiele majętności, jeśli będzie je zatrzymywał dla siebie, będzie dla drugiego człowieka kimś nieprzyjemnym a raczej zawadą aniżeli pomocą, choćby miał wiele dóbr i majętności.

Niech to nasze dzisiejsze spotkanie w rocznicę urodzin wielkiej Teresy Kierocińskiej, Matki ubogich Zagłębia, obudzi w nas potrzebę wracania do samego Boga, bycia u Boga, bycia ubogim, bycia u samego źródła. Niech to spotkanie nasze dzisiejsze będzie okazją do zakwestionowania tych naszych niepohamowanych pragnień, żeby posiadać coś, mieć w ręku jakieś środki do dyspozycji, wtedy dopiero będziemy mogli służyć. Niech to spotkanie będzie dla nas okazją do tego, żeby odkryć wartość samej miłości. Niech Święci Pana, którzy żyli w wielkim zaparciu się siebie i wyrzeczeniu, niech oni zachwycą nas światłem swojego życia i poprowadzą nas na drogę miłości i miłosierdzia. Amen.

Fragmenty przemówienia Ks. Bpa Adama Śmigielskiego

Przemówienie wygłoszone w kościele pw. Najświętszego Oblicza Pana Jezusa w Sosnowcu podczas Eucharystii z okazji 85. rocznicy powstania Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.
Na rozpoczęcie Mszy św.:
(...) Drogie Siostry Karmelitanki to dzisiaj jest wasze wielkie święto. W okresie Bożego Narodzenia, w niedzielę Chrztu Pańskiego zostaje wmurowana tablica, która będzie upamiętniała Matkę Zagłębia, osobę niezwykle silnie związaną z tym ludem, któremu służyła; służyła w warunkach bardzo trudnych, w czasie okupacji. Osoby, która wsławiła się nie tylko czynami i heroicznymi czynami miłosierdzia i miłości, ale jednocześnie miała tę wielką odwagę, olbrzymią odwagę, że przechowywała dzieci skazane na zagładę. (...) Módlmy się o to, ażeby ona została wyniesiona na ołtarze. Przeszło 7 lat temu powiedziałem Ojcu Św. i także publicznie: „Ojcze Św. jeśli taka będzie decyzja Waszej Świątobliwości, że zostanie Ona wywyższona na ołtarze, raz jeszcze zaproszę Ojca Św. do Zagłębia po to ażeby dokonał uroczystej beatyfikacji Matki Teresy Kierocińskiej. Módlmy się o to. Nie chodzi o to, żeby ta beatyfikacja w rycie publicznym była dokonana, ale żeby lud Zagłębia, cały lud Zagłębia – ona nie patrzyła na wierzących czy mniej wierzących, ona patrzyła na człowieka – ażeby widział w niej swą Matkę. (...)

Fragment homilii:
(...) Dzisiaj wspominamy wspaniałą postać Matki Teresy Kierocińskiej, która 85 lat temu stała się współzałożycielką tego Zgromadzenia. Zgromadzenia, które pojawiło się właśnie w ziemi zagłębiowskiej, w biednej ziemi, ziemi ubogich, pokrzywdzonych. Musimy sobie jasno powiedzieć, że ten teren był spychany na margines ówczesnego życia zwłaszcza, że ta ziemia była pod pręgierzem przez długie lata zaboru straszliwego rosyjskiego, który dążył do tego, ażeby wydrzeć temu mieszkańcowi tej ziemi duszę, pozbawić go sposobności myślenia, ażeby przestał być prawdziwym człowiekiem, a tym bardziej Polakiem, żeby nie mówił własnym językiem, nie chwalił Boga. Wtedy pojawia się charyzmatyczna postać Matki Zagłębia, Matki Teresy Kierocińskiej, która te dwa prawa: miłości Boga i miłości bliźniego wprowadza w swoje bardzo ubogie, skromne życie, jako ta, która nie mając żadnych środków była jedną z najbogatszych osób w tym Zagłębiu ze względu na to, że nie tylko ona była i promieniowała olbrzymią miłością do ludzi, ale przede wszystkim czynem potwierdziła tę miłość. Stąd ta postać Matki Teresy Kierocińskiej będzie zawsze niepokoiła nasze sumienia ilekroć będziemy odstępowali od tych dwóch praw: miłości Boga i miłości bliźniego. Teresa Kierocińska wyciągnęła wszelkie konsekwencje ze swojego chrztu, o którym dzisiaj Kościół mówi. (...) Niech ta postać będzie przedmiotem nie tylko naszego podziwu, ale przede wszystkim naśladowania. Módlmy się o to, ażeby ona dostąpiła chwały ołtarzy. Amen.