Portret duchowy

"Bóg jej wystarczał. Wpatrzona w ducha Karmelu, w ducha kontemplacji, jednocześnie żyła aktywnym działaniem na rzecz Boga. Właśnie dlatego tak krzątała się przy biednych dzieciach, przy ludzkich sprawach, przy robotnikach i ludziach Zagłębia." - Ks. Abp Stanisław Nowak, Metropolita Częstochowski

Z duchowych pism

"Każda trudność jest możliwa do rozwiązania, gdy jest się z Bogiem." - Matka Teresa od św. Józefa

Modlitwy za przyczyną Sługi Bożej

"Uczmy się tej wrażliwości na człowieka i na jego sprawy, wpatrując się w życie i posługę patrona waszej diecezji, świętego Brata Alberta Chmielowskiego i Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, zwanej Matką Zagłębia." - św. Jan Paweł II

Proces beatyfikacyjny

"Tak jak Hiszpanie chlubią się la Santa Teresa, a Francuzi Małą Teresą klauzurową, tak my możemy się chlubić naszą Matką Teresą" - O. Otto Filek OCD

Wypowiedzi o Matce Teresie

"Choć czyny jej i poświęcenie nie rzucały się w oczy za życia, bo umiała się jakoś dziwnie ukryć w gronie swoich Sióstr zakonnych - niemniej jednak wyryły się głęboko w sercach i pamięci ludzkiej". - O. Bernard Smyrak OCD

Translate

10 lipca 2020

Fragmenty homilii ks. abpa Stanisława Nowaka Metropolity Częstochowskiego

Sosnowiec, 12 lipca 2006 r.
(tekst nieautoryzowany, przepisany z taśmy magnetofonowej)
Drodzy Bracia w kapłaństwie, kochane Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus na czele z Matką Generalną, Drodzy Przyjaciele i Bliscy Matki śp. Matki Teresy Janiny Kierocińskiej.
Na pewno zgromadziła nas tutaj miłość do Boga, na pewno jednoczy nas Chrystus. Tu trzeba by powiedzieć za Biblią, że to co nas zjednoczyło to miłość do Chrystusa, ale też i miłość do tej drogiej Matki, Założycielki Zgromadzenia, dla nas tutaj i dla tej ziemi częstochowskiej, zagłębiowskiej. To wielki skarb, wielka radość. Na pewno cieszymy się, że ten proces postępuje. Na pewno chcielibyśmy żeby kiedyś ten tydzień polskich świętych był wzbogacony jeszcze o imię Matki Teresy, bo ten tydzień to jest tydzień polskich świętych, jutro mamy świętych pustelników polskich Andrzeja i Benedykta. Dzisiaj mamy św. Brunona z Kwerfurtu, apostoła w Polsce i innych jeszcze świętych. Tak się składa, że odejście Matki z tego świata było w tym polskim tygodniu, polskim tygodniu świętych. Czekamy z wielką nadzieją na ten dzień.
A teraz pochylamy się nad jej życiem. To przecież, chociaż jeszcze nie ma dekretu Kościoła, to już możemy radować się z życia Sł. Bożej Teresy – już jest nam dana do oglądania, już możemy na nią patrzeć – i patrzymy. Nigdy się tego tytułu Służebnicy Bożej, choćby się proces bardzo oddalał a nawet został kiedyś umorzony – bo i tak mogłoby być, chociaż to się rzadko zdarza – to zawsze będzie już Służebnicą Bożą. Patrzymy więc na życie tej Sł. Bożej. Przyglądamy się temu życiu, czekamy, aż odpowiednie czynniki w Kościele, Kongregacja do spraw świętych i tę sprawę podniesie, objawi.
(...) Chcę powiedzieć, że miałem tę radość w tym roku, kiedy byliśmy ad limina Apostolorum, przedstawiać sprawę polskich świętych i tej części biskupów, którzy przynależą do Krakowa – powiedziałem tam w tym moim przedłożeniu, że oczywiście czekamy przede wszystkim na beatyfikację Jana Pawła II – to jest priorytetowe oczekiwanie – ale wspomniałem, że tej naszej ziemi, by się przydał się taki kwiat beatyfikacji jakim mogłaby być M. Teresa. Oczywiście wszystko musi być zmierzone, zbadane, wszystko musi mieć swój czas. Na pewno w stosukowo niedalekiej kolejności do badania jest już w tej długiej, długiej liście jest postać M. Teresy. Tak wygląda to wszystko od strony zewnętrznej.
(...) Dla wyniesienia na ołtarze potrzebny jest ten pierwszy dekret odnośnie cudu zdziałanego, który się wydarzy i który musi być zbadany wszechstronnie: i przez lekarzy i przez teologów, i przez polskich lekarzy jak ktoś był w Polsce i przez lekarzy z ramienia kongregacji wyznaczonych. Na pewno trzeba, by te fakty były klarowne, by nie było wątpliwości, że interwencja kandydatki na ołtarze się wydarzyła. U Boga wszystko jest możliwe. Pan Jezus kazał Apostołom czynić cuda, kazał i nam czynić cuda. My czynimy cuda modlitwą, błaganiem, prośbą o łaskę. Na pewno to jest potrzebne: ożywienie wiary, przekonania do świętości jakiejś osoby – a na pewno M. Teresa jest osobą godną zaufania z naszej strony dla naszych wielkich, serdecznych, gorących próśb.
(...) Zanim otrzymamy te dekrety, jeden, drugi, radość z beatyfikacji a w przyszłości kiedyś kanonizacji – to trzeba byśmy nie tylko modlili się za wstawiennictwem M. Teresy, ale żebyśmy już na nią patrzyli – a ściśle mówiąc – żebyśmy patrzyli na Chrystusa, który kroczy w tajemnicy Kościoła przez czas do wieczności, przeobraża nas ku pełni. A takimi wielkimi śladami Jego kroków są święci, również święci założyciele zgromadzeń zakonnych. Ten wielki ślad: życie M. Teresy – bo każdy z nas jest powołany do świętości i każdy jakoś ten ślad zostawia. Wszystkie siostry są po to, wszyscy świeccy żyją w tym duchu, kapłani poświęcając się, wszyscy zostawiają te cudowne ślady. Nie mniej jednak Kościół uznaje, lud Boży uznaje, że pewne osoby te ślady zostawiły wyraźniejsze, zostały bardziej odbite na tej ziemi te ślady.
I tak w przypadku M. Teresy widzimy, że te ślady są mocne. Oczywiście te ślady były już tam w Wieluniu, kiedy tak bardzo tęskniła za życiem zakonnym, później poszła do Krakowa, a większość życia spędziła tutaj w Zagłębiu Śląsko-Dąbrowskim i tutaj najmocniejszy ślad odbiła. Tu w czasach niezwykle trudnych, w czasach okupacji, w tym jakimś piekle nienawiści ludzkiej – tak się teraz mówi o hitleryzmie, o czasach hitlerowskich, podobnie zresztą o stalinowskich – ona w tych czasach, gdzie było tyle nienawiści, tyle wzgardy Boga, który jest Miłością, w tych czasach zostawiła ślad miłości.
Encyklika Ojca Świętego, Benedykta XVI o Miłości; w tej encyklice powołuje się na inne znaki, a gdy był w Oświęcimiu, powoływał się na ten ślad Edyty Stein, czy św. Maksymiliana, czy innych osób żyjących konsekracją. (...) Teraz, i ten ślad tutaj, tak niedaleko Oświęcimia pozostawiony, jest pięknym znakiem, można by powiedzieć, że to ona uczyniła, na pewno ona, ale bardziej przez nią czynił ten ślad Chrystus, bo On jest przedziwny w świętych swoich. Chrystus, ale święci to są ludzie, którzy tego Chrystusa jak gdyby prześwietlają. Pytali jednego chłopca małego: kto to są święci i on taką definicję ukuł: święci to są słońca, które pokazują jak piękny jest Pan Bóg. Przez nich świeci Pan Bóg. A do takiej definicji chłopiec doszedł, bardzo mały, ale mający takie odczucie, był w kościele i patrzył na witraże, świeciło słońce, patrzył na witraż św. Kazimierza i tak powiedział, że święci to są ci, przez które świeci słońce – Bóg.
I tak możemy powiedzieć o Naszej Matce, że przez nią świeciło to słońce – Bóg; Bóg, który jest Miłością; Bóg, który naprawdę istnieje Miłością, bo dla Boga istnieć to znaczy miłować. Nie tylko Bóg kocha, Bóg jest Miłością. Dlatego istnieć dla Boga to też i miłować (...). On prześwieca przez niektórych ludzi szczególnie w tej głównej tajemnicy i na pewno Sł. Boża M. Teresa była tą osobą, przez którą ten Bóg-Miłość przeświecał. Oczywiście jest miłość Boga nade wszystko, bo święci czerpią miłość bliźniego z miłości Boga i to na różne sposoby. Znana jest obecnie, bardzo znana jedna z najsławniejszych świętych współczesnych – Matka Teresa z Kalkuty. Usiłowali z niej zrobić wielką społecznicę, taką, która po prostu kocha, wyczerpując własne źródła, jest nadzwyczajnym człowiekiem, który ma taką wrażliwość na biedę ludzką i potrafi się tak dalece poświęcać, jak to było w jej przypadku. Ona zawsze mówiła: "Jezus w tabernakulum – to jest źródło mojej miłości, On, który tam jest". I dlatego sama mówiła, że jak zakłada jakiś dom, to po pierwsze szuka jakiegoś choćby skromnego miejsca, żeby było tabernakulum, żeby był ołtarz, bo nie widzi sensu gromadzenia sióstr całkowicie oddanych nędzy i biedzie bez źródła; źródło musi być. Nie ma źródła, nie ma później i potoku, nie ma wody. Gdy chodzi o M. Teresę to można powiedzieć, że dla niej takim źródłem to było Dzieciątko Boże.
Odprawiamy Mszę św. ku czci Dzieciątka Jezus, misterium Wcielenia. Oczywiście święci nigdy nie oddzielają tajemnicy wcielenia od tajemnicy odkupienia, od męki, od śmierci, od krzyża. Tam było to jedno: Słowo wcielone, ukrzyżowane, ale jakoś najbardziej, ponieważ miała wielki kult do św. Teresy od Dzieciątka Jezus i bardzo, bardzo była wpatrzona w to Dzieciątko Jezus, to Słowo Wcielone, aż do granic stania się Dzieckiem. Już to był wielki cud, bo Izrael czekał na mesjasza dorosłego, na mężczyznę, który będzie w obłokach zstępował na ziemię. A Jezus stał się Dzieckiem bezbronnym, płaczącym, małym, urodził się w stajni, w ubóstwie. I już tam się objawiło to, co jest miłością do końca, już tam się Jezus wyniszczył. Ponieważ miał objawić jeszcze wolę Ojca i wezwać świat do nawrócenia, dlatego była też i męka, była krew, było ukrzyżowanie, trzeba było też, by Syn Boży zmartwychwstał i stworzył nowy świat, nowy eos życia. Ale wszystko się zaczęło w tym Dzieciątku: ta miłość do końca, ta miłość wyczerpująca się jak gdyby po to, że Bóg stał się człowiekiem i tak bardzo się wyniszczył, że stał się też Dzieckiem jest tajemnicą wyniszczenia czyli tej miłości bez granic.
Wpatrzona w te tajemnice, szła służyć swoim siostrom kochanym, szła służyć biednym Zagłębia, ludziom, którzy w warunkach okupacji przeżywali wielkie ograniczenia. Starsi pamiętają – tak jak my – trzeba tu powiedzieć, że okupacja to był czas biedy, biedy materialnej, strasznie ciężkiego chleba jak się go zdobyło – to był czas głodu. Tu w południowej Polsce to cierpieliśmy głód. W tych ciężkich czasach właśnie ona tutaj była znakiem miłości miłosiernej. Zostawiła więc ślad tego dobrego Dzieciątka, miłosiernego, i w ogóle Jezusa ukrzyżowanego, zmartwychwstałego. Przenika więc przez nią, prześwietla przez nią Chrystus, Słońce Miłości wyniszczającej się, idącej do ludzkiej biedy, ludzkiej nędzy.
Chcemy dzisiaj uczcić to źródło, powiedzmy sobie: źródełko, dziecięctwo Jezusowe. Msza św. jest Mszą św. o Dzieciątku Jezus, tak siostry postanowiły i rzeczywiście słusznie. Wydaje się, że M. Teresę, pod jej imieniem czcić będziemy, to ją godnie uczcimy czcząc Źródło, z którego czerpała. Oczywiście, ona sama nie była wielkim teologiem ale taką bogomyślczynią ale czerpała z mądrości karmelitańskiej i wielkich świętych Karmelu a konkretnie też i Ojca Anzelma, który był teologiem wielkim i inspiratorem tego Zgromadzenia. Niech to Źródło jakim jest Jezus Chrystus w tajemnicy tego dziecięctwa, niech ono bije mocno w waszym Zgromadzeniu drogie Siostry, bo na pewno to jest najważniejsze i dla założycieli charyzmatu, najważniejsze jest to, żeby charyzmat się rozwijał i owocował świętością, dziełami miłosierdzia, dziełami wiary, nadziei, miłości. Bardzo się modlimy, żeby to Źródło tutaj biło nadal w tym Zgromadzeniu, żeby ten chrystocentryzm radykalny, radykalny – nie bać się tego słowa: radykalny, żeby on tutaj owocował w życiu poszczególnych sióstr. W dzisiejszych czasach, zapomina się o Bogu, jak to bywa teraz w Ameryce – wynosi się z sal sądowych tablice z przykazaniami boskimi, bo się chce tworzyć nową moralność, nową etykę niby w imię globalnej miłości.
(...) To są nasze czasy. I dlatego w takich czasach charyzmaty zakonne muszą być radykalne, mocne, chrystocentryczne, bo Chrystus ratuje religię. Religia mglista jeszcze nas nie satysfakcjonuje. Chrystus – Bóg Wcielony, Miłość Wcielona, to jest zapewnienie nadziei zbawienia i bezpiecznego rozwoju człowieka, bo jak Bóg Wcielony umiera, to człowiek ciało, człowiek cielesny musi umrzeć, musi zginąć, nie może się rozwijać. Jak przekreślimy Jezusa ukrzyżowanego, moralność, którą On nam przyniósł w sobie i słowem, i dekalogiem, który potwierdził – to będzie jakiś człowiek z probówki. Teraz chce się absolutnie zaprzeczyć życiu rodzinnemu. Tylko Chrystus, a ludzie, którzy prześwietlają Chrystusa, charyzmaty zakonne, gorliwe, mocne, to jest znak nadziei dla dzisiejszego świata.
Bardzo więc życzę kochanym siostrom Dzieciątka Jezus, by nie tylko trwały mocno w tym charyzmacie chrystocentrycznym, ale by pod przewodem M. Założycielki szły prostą drogą właśnie, głosząc Chrystusa. Amen.

9 lipca 2020

Ostatnie dni życia ziemskiego Matki Teresy Kierocińskiej

09.12.2020


Ze wspomnień sióstr KDzJ:

„Piątego, szóstego lipca 1946 r. cierpienia się wzmogły bardzo tak, że kto na nią spojrzał (chociaż nie okazywała, że cierpi) czuł bliską śmierć […] w ten sam dzień 6-go wieczorem została zawieziona do szpitala. Przed wyjazdem przyszłyśmy się wszystkie pożegnać z swą najukochańszą Matką i Założycielką[…]. Nie zważając na cierpienia jakie ponosiła, usiadła chociaż nie mogła i wiele Ją to kosztowało, by po raz ostatni móc uściskiem siostrzanym objąć swe córki i dać błogosławieństwo.

Nasza Matka mówiła:
„Córki moje, dzieci moje […] kochajcie św. Józefa, Matkę Najświętszą, św. Eliasza, św. Naszego Ojca Jana od Krzyża, św. Naszą Matkę Teresę i św. Terenię. Módlcie się za Kościół św., Ojca św. Kapłanów, za Zakon, za Zgromadzenie nasze”.

Po tych słowach począwszy od najstarszej aż do najmłodszej uściskała wszystkie Siostry zostawiając na czole każdej znak Krzyża św. i swój słodki i miły pocałunek, który ma nam towarzyszyć przez całe życie, by ponowny otrzymać na drugim świecie gdzie się zobaczymy […].”

„Po południu we czwartek (11 lipca 1946 r.) oznajmiła Matka Wikaria (Matka Georgia), że Naszą Matkę zabiorą Siostry do domu, bowiem w szpitalu nic jej nie lepiej, a milej jej będzie wśród Sióstr, które z tęsknotą oczekują. […] Dwaj pomocnicy szpitalni ujęli nosze w ręce, wynosząc Naszą Matkę ze szpitala. […] Gdy Siostry zobaczyły Naszą Matkę […]otoczyły ją kołem, chwyciły nosze i wniosły ją do kaplicy. Postawiły nosze na ziemi przed tabernakulum, aby po raz ostatni wraz z Naszą Matką oddać cześć Panu Jezusowi w Najświętszej Eucharystii. Cisza zaległa – tylko ukryte ciche łzy spływały z oczu. Następne Siostry uniosły Naszą Matkę […] i zaniosły na dużą salę, gdzie stało w jednym kąciku przygotowane łóżko. Nasza Matka spojrzała na zebrane Siostry, uśmiechem je powitał, i odezwała się:

„Witam Was, moje kochane dzieci”.

Tym słowom zawtórował ogólny płacz i szloch. Patrząc na tę wzruszającą scenę mężczyźni, którzy przynieśli Matkę ze szpitala mówili między sobą:

„Jak te Siostry bardzo kochają swą Matkę Przełożoną”.

Noc całą Matka Teresa była w agonii. Cztery Siostry czuwały, reszta Sióstr na zmianę adorowały Pana Jezusai gorąco modliły się w intencji Konającej Naszej Matki."

7 lipca 2020

Jak mieszkańcy Zagłębia żegnali Matkę Teresę Kierocińską 74 lat temu ...




Uroczystości pogrzebowe Matki Teresy odbyły się 14-15 lipca 1946 r. przy udziale rzeszy ludzi, którzy przyszli podziękować, złożyć hołd i pożegnać swoją matkę. Uroczystościom przewodniczył ks. bp. Stanisław Czajka biskup pomocniczy. Odprawił on Mszę św. w kościele parafialnym pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, a następnie w kondukcie żałobnym przeszedł ulicami miasta na cmentarz, gdzie wygłosił mowę pożegnalną.

Ze wspomnień sióstr KDzJ:
„W niedzielę (14 lipca 1946r.) po południu odbyła eksportacja się zwłok do Kościoła Parafialnego Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu (obecna Katedra). Szły pięknie uszeregowane nasze Siostry w białych płaszczach, ogromna ilość ludzi, księży […] tramwaje i auta stały zatrzymane przez ogromne morze ludzi. Po złożeniu zwłok na pięknym katafalku, wygłosił kazanie O. Bernard Karmelita Bosy, o życiu i cnotach św. p. Matki Naszej Najdroższej […].” 
„Rano następnego dnia (15 lipca 1946 r.), po uroczystej Jutrzni żałobnej, odprawionej przez Ojców Karmelitów Bosych, po pontyfikalnej żałobnej Mszy św. celebrowanej przez J.E.Ks. Biskupa. Czajkę - odprowadzono Zwłoki na miejscowy cmentarz. Mimo dużej odległości do cmentarza trumna ani przez chwilę nie schodziła z ramion Przyjaciół Karmelu, a każdy jako zaszczyt poczytywał sobie nieść ją na swych ramionach[…].” 
„Zebrały się tłumy społeczeństwa sosnowieckiego. Dzieci Zakładu Wychowawczego naszego Zgromadzenia. Dzieci szkolne, dawni nasi wychowankowie w różnym wieku. Dzieci przedszkolne, robotnicy, rodzice naszych wychowanków, urzędnicy, przedstawiciele różnych firm, fabryk, hut, kopalń […] ubodzy i wszyscy najbiedniejsi, mieszkający na peryferiach miasta, z suteryn i poddaszy, którzy dobrze znali Matkę Teresę z ulicy Wiejskiej[…].” 
„Słychać było pytania: Czy to procesja – czy pogrzeb? Czoło bowiem konduktu stanowiły licznie zebrane dzieci w bieli z naręczami kwiatów, następnie kroczyły delegacje III-go Zakonu Karmelitańskiego z chorągwiami, długie szpalery Kapłanów w białych komżach, poważny orszak Ojców Karmelitów Bosych, nasze Siostry w białych płaszczach i Dostojny Arcypasterz Ks. Bp. Czajka. – Za trumną liczna Rodzina Matki Teresy i morze głów ludzkich. – Oto pogrzeb cichej, ubogiej, a jakże wielkiej duchem zakonnicy – MATKI ZAŁOŻYCIELKI Karmelu Dzieciątka Jezus […].” 
„[…] Na cmentarzu wygłosił Ksiądz Biskup kazanie, podnosząc życie ukryte i ciche, pełne ofiar, przykrości i trudów, a jeszcze pełniejsze cnót Matki Teresy od św. Józefa. A zwracając się do Sióstr rzekł: „Siostry nie smućcie się, ale radujcie że macie taką Matkę, zapewniam was że doczekacie ją jeszcze na ołtarzach”[…].

74. rocznica odejścia do domu Ojca Matki Teresy Kierocińskiej


W 74. rocznicę urodzin dla nieba Matki Teresy Kierocińskiej nasze serca przepełnia wdzięczność i zaduma nad Jej życiem, tak oddanym Bogu i drugiemu człowiekowi.

Przypomnijmy sobie fragment homilii O. Andrzeja Ruszały OCD, wygłoszonej 12 lipca 2004 r. w Sosnowcu:
Jeżeli czytamy opracowania na temat Matki Teresy Kierocińskiej, to zauważamy rzeczywiście, że to serce trwało w Bogu – „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”, że serce tej kobiety, tej fundatorki, rzeczywiście było przy Jezusie, przy Bogu od wczesnych lat i u Niego szukało światła, rozpoznawania swej drogi życiowej. Wiemy też, że to rozpoznawanie wcale nie przychodziło łatwo. Trzeba było doświadczyć wielu trudności i niemożności w realizowaniu tej woli Bożej, która wydawała się jej, że jest tą wolą i tą drogą, na którą Bóg ją wprowadza, żeby wreszcie odkryć to swoje własne zupełnie posłannictwo w Kościele.

Tak mnie uderzyło świadectwo, które zostawił o Matce Teresie Kierocińskiej Ojciec Anzelm też Sługa Boży, kiedy z perspektywy lat patrząc na jej osobę, dzieło, u którego początków ona stała - napisał w swoich wspomnieniach: „Wybrałem tę, która ze wszystkich najmniej była znana, furtiankę u sióstr albertynek, łagodną, ukrytą, również mało znaną u tercjarek. Zgodziła się podjąć to dzieło i pracę, o której, jak ja, nie miała pojęcia. Miała za to ducha, który się nie załamuje”. Piękne świadectwo, które jednocześnie wskazuje na te bardziej podstawowe cechy ducha Sł. B. Matki Teresy. To ważne, że O. Anzelm wybiera kogoś, kto mało znany jest, mało znaczący, więc musiała to być osoba, która nie robiła wokół siebie wiele szumu, osoba pokorna, ukryta. To ukrycie, to też bardzo charakterystyczna jej cecha i we wcześniejszych latach: ukrycie w modlitwie, ukrycie w posłudze codziennie pełnionej, takiej nie zwracającej na siebie uwagi, choćby właśnie tam, u sióstr albertynek na furcie.

Przez to pewnie była i dla O. Anzelma osobą ukrytą, bo jak wiadomo, pierwszą propozycję dla grupki tych sióstr tercjarek, które miały stanowić trzon nowego zgromadzenia, o przewodzenie tej grupie zwrócił się nie do niej, ale do kogoś innego. Dopiero potem, zwrócił się do kogoś, kto też mało był znany w gronie tych tercjarek.

Matka Teresa zgodziła się, podjęła to w duchu wiary. To jest też bardzo ważne: ten duch wiary. Chociaż, jak pisze O. Anzelm, podjęła się czegoś, o czym zupełnie nie miała pojęcia, co z tego będzie. A więc to zawierzenie Bogu: nie patrząc i nie wiedząc jak będzie. Wiedząc tylko, że Pan prowadzi i nie da zginąć. I wiemy, że to jej zawierzenie wielokrotnie, właściwie ciągle było wystawiane na bardzo liczne i wielkie próby. (…) Cechą charakterystyczną też, bardzo rzucającą się w oczy, jest wielka cichość tego człowieka i wielka delikatność wobec innych, zwłaszcza tych wszystkich, którzy byli jej przeciwni, od których wiele wycierpiała. Sama nigdy się nie skarżyła. „Tajemnica moja dla mnie” – tak jak mawiali święci. I to, co przeżyłam też dla mnie.
Myślę, że to są pewne cechy, o które i każdemu z nas trzeba się starać. My, jeżeli wspominamy ludzi naprawdę wielkich, ludzi wiary, ludzi zaufania Bogu aż do heroizmu, to nie po to, żeby tylko wysławiać ich pod niebiosy, ale przede wszystkim żeby uczyć się od nich, żeby widzieć w nich drogowskazy także i na nasze czasy, i na te sytuacje, w których przychodzi nam realizować nasze powołanie chrześcijańskie czy zakonne. I trzeba się uczyć. Trzeba się uczyć choćby tej mocy ducha, nie poddawania się zniechęceniu w trudnościach. Może nie przychodzi nam przeżywać takich trudności, jak jej przychodziło przeżywać w tak trudnych czasach, trudności nie tylko, zewnątrz, ale i wewnątrz. To jest wielkość człowieka, który potrafi z każdej strony przeżywać trudności, a mimo wszystko nie załamywać się.

Pamiętamy, jak św. Paweł pisze: „Przybyliśmy do Efezu, zewnątrz prześladowania, wewnątrz rozłamy i wątpliwości w sercu, a w tym wszystkim z całą mocą głosiliśmy Słowo Boże”. To jest pewna umiejętność wzniesienia się ponad te wszystkie rzeczy i zewnętrzne, i wewnętrzne. Czasami, to myślę, że łatwiej jest nam wznosić się ponad te zewnętrzne trudności, kiedy jest spokój w sercu i głębokie przekona-nie, że Bóg tego chce i że prowadzi, i jest się w zgodzie z tymi, z którymi to powołanie realizujemy, przeżywamy je. Natomiast, kiedy przychodzą wewnętrzne jakieś trudności w relacjach wzajemnych, a zwłaszcza wątpliwości osobiste, to wtedy trwać mimo wszystko jest rzeczywiście wiarą, wiarą heroiczną, zawierzeniem heroicznym Bogu. Do tego Pan Bóg wzywa nas. I nie brakuje pewnie i w naszym życiu takich sytuacji, trudności zewnętrznych, w naszych rodzinach czy wspólnotach oraz wątpliwości wewnętrznych. Bóg chce, żeby w tym wszystkim z mocą iść i głosić Słowo Boże na taki sposób, na jaki Pan Bóg pozwala w danej sytuacji.
Kiedy wpatrujemy się w Sługę Bożą, właśnie w tą jej delikatność wobec drugiego człowieka, cierpliwość w znoszeniu tych, którzy są trudni – możemy wiele uczyć się dla naszego codziennego życia, dla naszych relacji. Wiemy, jak nasze relacje z najbliższymi w domu, w rodzinie potrafią być trudne. Jak nieraz przez lata całe to nawarstwia się, aż potrafi urosnąć gdzieś do monstrualnych rozmiarów, że nie jesteśmy w stanie normalnie zachowywać się w obecności drugiej osoby, być życzliwym. Tutaj wiele możemy też uczyć się od M. Teresy, która przez lata całe znosiła jedną siostrę, która była jej nieprzychylna i czekała, aż Pan sam rozwiąże tę sytuację. I rozwiązał (…)

Dziękujmy Bogu za dar M. Teresy, dar dla zgromadzenia. Ona była tym fundamentem, trwałym fundamentem właśnie, dlatego, że tyle przecierpiała. Prośmy Boga, żeby podobnego ducha zaszczepił w naszych sercach. Prośmy Go też o potrzebne łaski, żeby nasze serce rzeczywiście było przy Jezusie, bo tam jest skarb twój, gdzie serce twoje. Amen.

27 maja 2020

135. rocznica urodzin Matki Teresy Kierocińskiej



14 czerwca 2020 r., przypada 135. rocznica urodzin Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej

PROGRAM OBCHODÓW w WIELUNIU:

W kościele św. Barbary:

  • 11.40 – krótka prezentacja o Czcigodnej Słudze Bożej Matce Teresie od św. Józefa

  • 12.00 – Msza św. pod przewodnictwem J.E. biskupa Antoniego Długosza, jako dziękczynienie za dar jej życia oraz z prośbą o jej beatyfikację Czcig. Sł. Bożej Teresy Kierocińskiej
Odsłonięcie tablicy informacyjnej przed domem rodzinnym Sługi Bożej.

Transmisja uroczystości na stronie:  www.facebook.com/MatkaTeresaKierocinska

21 maja 2020

Przygotowania do uczczenia 135. rocznicy urodzin Matki Teresy Kierocińskiej

5 maja 2020



Przed domem rodzinnym Kierocińskich na ul. Kijak 1 została zamontowana tablica informacyjna z wizerunkiem M. Teresy Kierocińskiej i z napisem: 

W tym domu 14 czerwca 1885 roku
przyszła na świat oraz przeżyła dzieciństwo i młodość
Janina Kierocińska
Czcigodna Służebnica Bożą
Matka Teresa od św. Józefa
1885-1946
Współzałożycielka 
Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek 
Dzieciątka Jezus


Tablica ma być odsłonięta 14 czerwca br. podczas uroczystości z okazji 135 rocznicy urodzin M. Teresy.

Więcej na ten temat na stronie:
https://www.radiozw.com.pl/wielun-trwaja-przygotowania-do-uczczenia-135-rocznicy-urodzin-matki-teresy-kierocinskiej/




18 maja 2020

Puzzle z Janiną Kierocińską – Matką Teresą od św. Józefa

Zostały wydane puzzle z obrazami s. Marceliny Jachimczak CSCIJ przedstawiającymi Janinę Kierocińską – Matkę Teresę od św. Józefa. Oryginały obrazów znajdują się w Muzeum Domu Macierzystego w Sosnowcu. 

Puzzle dla młodszych dzieci składają się z 30 elementów, dla starszych po 60 i 500 elementów. Wewnątrz pudełka znajduje się opis wydarzenia z życia Janiny – Teresy Kierocińskiej przedstawionego na obrazku.

Puzzle można zamówić w Wicepostulacji Sł. Bożej M. Teresy Kierocińskiej w Sosnowcu.


Puzzle nr 1 (60 elementów)



Puzzle nr 2 (30 i 60 elementów)


Puzzle nr 3 (60 elementów)


Puzzle nr 4 (60 elementów)


Puzzle nr 5 (60 elementów)


Puzzle nr 6 (60 elementów)


Puzzle nr 7 (60 elementów)


Puzzle nr 8 (500 elementów)


Puzzle nr 9 (60 elementów)


Puzzle nr 10 (60 elementów)


Puzzle nr 11 (60 elementów)


Puzzle nr 12 (60 elementów)


Puzzle nr 13 (60 elementów)

Nowości wydawnicze:



  • Szałyga Hilaria KDzJ, Pieśń o Mojej Matce, wyd. II, Sosnowiec 2020, s. 119.



  • Zieliński Jerzy OCD, Mother of Zagłębie The Life of the Wenerable Servant of God Teresa Kierocińska, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2019, s. 288



  • Czcigodna Sługa Boża Janina Kierocińska – Matka Teresa od św. Józefa 14 czerwca 1885-12 lipca 1946, Współzałożycielka Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, wyd. II uzupełnione, Sosnowiec 2020, s. 24.





Wszystkie publikacje są dostępne: 

w Wicepostulacji Matki Teresy Kierocińskiej
41-209 Sosnowiec
ul. M. Teresy Kierocińskiej 25
tel. (032) 297-18-63, 784 033 621

Siostry Afrykanki w Sosnowcu




Od 25 kwietnia w Domu Macierzystym w Sosnowcu przebywają siostry afrykanki: s. Jacqueline od św. Teresy od Dzieciątka Jezus – wikaria misyjna i s. Claudine od Królowej Karmelu. W pierwszych dniach pobytu siostry zwiedziły Muzeum Domu Macierzystego. Szczególnie dla s. Claudine było to duże przeżycie, ponieważ w miejscach związanych z życiem i działalnością Naszej Matki Założycielki była po raz pierwszy.  


Pobyt sióstr w Polsce się przedłuża, ponieważ powrót do Burundi okazuje się niemożliwy ze względu na panującą epidemię koronawirusa i wstrzymanie wszystkich lotów.  


S. Jacqueline i s. Claudine włączyły się w życie wspólnoty służąc swoimi talentami, m. in. szyjąc fartuchy ochronne dla szpitali. Przedłużony pobyt sprzyja też nauce j. polskiego, siostry modląc się z nami w kaplicy odmawiały już samodzielnie różaniec po polsku.





 

Dziennikarze Radia Ziemi Wieluńskiej w Muzeum



Dnia 2 marca 2020 roku w Muzeum Domu Macierzystego w Sosnowcu gościli dziennikarze Radia Ziemi Wieluńskiej: Magdalena Jaroch i Grzegorz Nowak. Zwiedzili Muzeum i nagrali materiał do audycji: O krok bliżej wiary – magazyn religijny (emitowanej w niedzielę o 8:15) oraz Marszem przez historię (emitowanej w sobotę o 14:15). 

Audycje, w których wystąpiły s. Feliksa i s. Bogdana mają być emitowane w czerwcu, a dotyczyły powołania zakonnego, działalności Zgromadzenia, Matki Teresy Kierocińskiej i jej związków z Wieluniem.

Link do relacji na stronie Radia Ziemi Wieluńskiej:





W Parafii Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Bolesławiu



Dnia 1 marca 2020 roku Siostry z Domu Macierzystego w Sosnowcu: Feliksa, Bogdana i Marcella odwiedziły kolejną parafię diecezja sosnowieckiej – Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Bolesławiu. Przybliżyły wiernym postać Czcig. sł. B. Teresy Kierocińskiej i modliły się wraz z nimi o jej beatyfikację. Na każdej Mszy św. siostry czytały czytania liturgiczne, modlitwę wiernych, śpiewały psalm. Po liturgii, s. Bogdana miała krótką prelekcję wraz z prezentacją multimedialną przybliżającą życie i duchowość Sługi Bożej.

Serdecznie dziękujemy ks. proboszczowi Sylwestrowi Kulce oraz parafianom za wspólną modlitwę i gościnność.

Od października 2013 roku, siostry odwiedziły 48 parafii diecezji. Odpowiadając na propozycję ks. biskupa Grzegorza Kaszaka, siostry co miesiąc odwiedzały jedną parafię. Od kwietnia br. z powodu epidemii koronawirusa, odwiedziny zostały zawieszone.






30 kwietnia 2020

Z okazji Dnia dziecka

Z okazji Dnia dziecka, życzymy Wam wszystkim radości z bycia umiłowanym dzieckiem Boga. 


Ze wspomnień o Matce Teresie Kierocińskiej:

"Wielkie zaufanie miała Matka Teresa do modlitwy małych dzieci z przedszkola, pamiętam gdy były pewne kłopoty, Matka Teresa polecała Siostrom, by z tymi małymi dziećmi szły do kaplicy i rzeczywiście nie zawiodła się".

8 marca 2020

Ukochała Sosnowiec kobiecym sercem (wywiad)



O sztuce tworzenia filmu, zafascynowaniu postacią „Matki Zagłębia” i wyzwaniu, jakim jest przekazanie jej głębokiej duchowości z p. Krzysztofem Millerem, reżyserem filmu pt. „Ona nigdy nie była sama”, rozmawiała s. Makaria Wrona CSCIJ.


Skąd zainteresowanie, a nawet pewna fascynacja postacią siostry zakonnej - Matki Teresy Kierocińskiej?

Kilka lat temu siostra Bogdana, która jest archiwistką w Zgromadzeniu Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu zaproponowała współpracę przy dokumentalnym nagrywaniu świadków życia Matki Teresy Kierocińskiej. Poznałem wtedy osoby, które osobiście znały Matkę Teresę, w tym uratowane żydowskie dziecko Pana Bombeckiego (wówczas już dość wiekowego człowieka). Ludzie, którzy znali Matkę Teresę opowiadali niezmiernie ciekawe rzeczy. Moja wiedza wówczas nie była zbyt wielka. Zacząłem ją pogłębiać i tak poznawałem fascynującą osobowość Matki Teresy Kierocińskiej. Już wtedy istniał, jeszcze dość mglisty, plan powstania muzeum Matki Teresy i w związku z tym potrzeba stworzenia filmu dokumentalnego, który byłby dopełnieniem tego przedsięwzięcia.

Z upływem czasu zacząłem coraz intensywniej myśleć o tym projekcie. W wyobraźni zacząłem widzieć coraz więcej obrazów, które budowały kolejne sceny. Z kolejnymi, wykreowanymi sekwencjami zgłaszałem się do siostry Bogdany opowiadając o poczynionych „odkryciach”. Tak dość powoli ten film dojrzewał we mnie, a z nim fascynacja postacią i duchowością Matki Teresy Kierocińskiej.

„Ona nigdy nie była sama”, dlaczego i skąd taki tytuł?

„Ona nigdy nie była sama…” to tytuł filmu o Matce Teresie Kierocińskiej. Film jest syntezą postaci, a więc tytuł musi oddać to, co jest istotne w tej opowieści. Zaciekawić, dać pretekst do wgłębienia się w postać, którą przedstawia. Często Matka Teresa nazywana była Matką Zagłębia o tym tytule też myślałem, ale wydawał mi się zbyt oczywisty, banalny. Nie dotykał istoty duchowej postaci Matki Teresy. Przecież jej siłą była miłość Boga i ludzi. Żarliwie modliła się, niemal „dotykała” Boga, była z Bogiem, dlatego nigdy nie była sama. W ten sposób mogła nieść miłość innym osobom i w najtrudniejszych i bardzo nieprzychylnych czasach przeprowadzić Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus przez bardzo trudny czas.

Jak określiłby Pan w jednym zdaniu przesłanie filmu?

Film ten jest chęcią ukazania heroicznej drogi Matki Teresy do świętości. Konstrukcja filmu opiera się na wiedzy zawartej w materiałach archiwalnych oraz zeznaniach świadków. Część scen jest inscenizowanych na podstawie listów pisanych przez Matkę Teresę do sióstr. Film ma przybliżyć postać Matki Teresy współczesnemu widzowi. W czasach, gdy wielu ludzi jest zagubionych, tracących sens życia, pokazać drogę, która daje siłę i radość życia z Bogiem.


Jak wyglądała praca nad filmem i ile trwały poszczególne etapy?

Praca nad filmem to kilka ważnych etapów produkcji. Pierwszy bardzo istotny to etap pisania scenariusza. Tutaj rodzi się kształt filmu. To taki film na papierze. Ten okres na szczęście trwał około jednego roku. Był czas, a więc można było powoli dojrzewać do kształtu ostatecznego, to również czas wielu konsultacji merytorycznych. Tutaj bardzo pomocną osobą była siostra Bogdana, dziękuję za cierpliwość.

Gdy prace scenariuszowe były ukończone mogliśmy zabierać się za realizację zdjęć filmowych. Wcześniej z aktorami oraz członkami ekipy omawiałem kształt estetyczny poszczególnych scen. W tej części filmu najwięcej problemu stwarzała koordynacja poszczególnych dni zdjęciowych. Etap zdjęciowy trwał około sześć miesięcy. Zależało mi na zdjęciach wyestetyzowanych, podkreślających duchowość poszczególnych scen. Chciałem, aby ten film był jak modlitwa. Wcześniej z kompozytorem Pawłem Burdą oraz jego żoną, która wykonywała partie wokalne omówiliśmy wymowę poszczególnych scen i moje wyobrażenie o emocjonalności sekwencji filmowych. Wówczas kompozytor przystąpił do pisania muzyki, a ja wespół z montażystą Krzysztofem Zawieją przystąpiłem do montażu filmu. To etap pracy bardzo żmudny, ale jednocześnie bardzo twórczy. Czasami jeszcze tutaj dokonywaliśmy zmian i nadawaliśmy inne akcenty filmowe.

Gdy ten etap pracy ukończyliśmy rozpoczęliśmy udźwiękowienie i kolorystykę filmu. No i wreszcie… przedstawiliśmy film na kolaudację, czyli do oceny zamawiających. Zawsze towarzyszy temu wielka niepewność, ponieważ przy długich godzinach spędzonych nad ekranami monitorów realizator traci świeże spojrzenie na film. Czas mijał i czekaliśmy na telefon. Po jakimś czasie usłyszałem -”film przyjęty, podoba się”. Ulga dla całej ekipy realizatorów. Film zaczął swoje życie.

Czy miał Pan wcześniej okazję współpracy z środowiskiem zakonnym?

Wcześniej pracowałem jako operator filmowy przy filmie „Lux ex Silesia” - film o świętym Jacku, wraz z Adamem Kraśnickim zrobiłem film o księdzu Emilu Szramku pt.: „Zakotwiczony w Bogu” oraz duży film o Abp. Alfonsie Nossolu pt. „Arcybiskupa Alfonsa Nossola wielka podróż w poznanie”.


Czy sama produkcja filmu była kłopotliwa, czy w trakcie kręcenia coś Pana osobiście zaskakiwało?

Każdy film jest inny… zupełnie inny. Potrzeba go inaczej opowiedzieć, wymaga innego rytmu. To zawsze nowe, inne wezwanie. To właśnie jest w tej pracy najciekawsze, nie można wpaść w rutynę. Trzeba być twórczym. Zawodu nauczyłem się w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, natomiast na resztę trzeba mieć oczy i uszy otwarte. To ludzie i wszystko, co nas otacza; myśli, które w nas znajdują ujście są inspiracją do twórczych działań. Aby innym ludziom coś od siebie dać, trzeba mieć własną pogłębioną duchowość. Nad nią przede wszystkim pracować.

W filmie profesjonalnym nie można sobie pozwolić na zaskoczenie. Po to jest dość długi okres przygotowawczy, aby każdy szczegół przemyśleć i być przygotowanym na zmiany. Trzeba być otwartym na wszelkie trudności i komplikacje. Przy produkcji filmu pt. ”Ona nigdy nie była sama…” Nie mieliśmy większych problemów organizacyjnych. Zdjęcia odbywały się w Wieluniu, Czernej, Krakowie i Sosnowcu. Mówiliśmy, że nad produkcja czuwa Matka Teresa.


Czy może Pan powiedzieć coś o tym, jak kończy się film?

Długo pracowałem nad zakończeniem filmu, szukając różnych rozwiązań. Ciągle nie byłem zadowolony z efektu. Swego czasu siostra Bogdana przysłała kawałek filmu z wizyty św. Jana Pawła II w Sosnowcu. Wydawało mi się, że istotne słowa o Teresie Kierocińskiej wypowiedziane przez św. Jana Pawła II byłyby świetnym zwieńczeniem naszego filmu. Tak też się stało. Jako, że jestem optymistą liczę na to, że nakręcimy jeszcze postscriptum - ogłoszenie Matki Teresy Kierocińskiej świętą. Wówczas mógłbym powiedzieć, że film się dobrze skończył.

Co ten film zmienił w Panu?

Każde spotkanie z drugim człowiekiem pozostawia ślad w naszej psychice. „Świecimy” światłem odbitym od tych ludzi. Tym bardziej głębokie wniknięcie w życie i duchowość Matki Teresy bez wątpienia pozostawia w człowieku ślad. W moim wypadku widzę jak wiele mam jeszcze do zrobienia, aby stać się tak wrażliwym na miłość do drugiego człowieka i Boga.

Dziękuję.


Film można zobaczyć w Muzeum Domu Macierzystego Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu, przy ul. M. T. Kierocińskiej 25 w poniedziałki i wtorki w godz. 9.00 – 12.00, w środy w godz. 15.00 – 18.00.

---------------------------------------------

Przypomnijmy, że film pt. „Ona nigdy nie była sama” w reżyserii Krzysztofa Millera to 28 minutowa opowieść fabularno-dokumentalna o Czcigodnej Słudze Bożej Matce Teresie Kierocińskiej, pierwszej przełożonej Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.
Śledząc kolejne ważne wydarzenia z życia „Matki Zagłębia”, widzimy jak kształtowała i rozwijała się jej duchowość oraz posługa pierwszej wspólnoty wśród najbardziej potrzebującej ludności Sosnowca z początków XX w.

15 października 2019

Wpływ duchowości św. Teresy od Jezusa (De Ahumada), Matki Karmelu Reformowanego na życie i posługę Sł. B. Teresy od św. Józefa (Kierocińskiej), Matki Karmelu Dzieciątka Jezus

SZCZEPAN TADEUSZ PRAŚKIEWICZ OCD.

Zanim przejdziemy do omówienia podanego zagadnienia zechciejmy sobie uświadomić, że obydwie nasze Teresy, tj. hiszpańską św. Teresę od Jezusa, Matkę Reformy Karmelu i naszą sosnowiecką Służebnicę Bożą Teresę Kierocińską od św. Józefa, łączy macierzyńska rola, jaką odegrały za życia i jaką nadal, w myśl katechizmowej prawdy wiary o obcowaniu świętych, odgrywają w odniesieniu do swoich rodzin zakonnych.


Macierzyńska rola św. Teresy od Jezusa i Sł. B. Teresy od św. Józefa
wobec własnych rodzin zakonnych.

Pierwsza z nich, jak wiemy, podjęła się w 1562 r. reformy Zakonu, zakładając istniejący po dziś dzień klasztor św. Józefa w Avila. Przejęta przywiezionymi jej przez o. Alfonsa Maldonado smutnymi wiadomościami z Ameryki o zatraceniu wielu dusz, a nadto zasmucona reformacją luterańską w Europie, która zamykała kościoły i bezcześciła tabernakula, odczuła to bardzo boleśnie i – jak sama wyznaje – „poczęła płakać przed Panem i błagać Go, by tak wielkiemu złu zaradził”. „Zdawało mi się – napisała dosłownie, – że tysiąc razy gotowa bym była życie moje oddać w ofierze dla uratowania choćby jednej z tych dusz, których tam tyle ginęło. Lecz nie mając żadnej możności uczynienia czegoś w służbie Bożej na chwałę Pana, gdyż jestem niewiastą, i to jeszcze tak nędzną, tym gorętsze uczułam w sobie i dotąd czuję pragnienie, aby skoro Bóg ma tylu nieprzyjaciół, a tak niewielu przyjaciół, ci niewielu przynajmniej prawdziwymi byli Jego przyjaciółmi. Postanowiłam zatem uczynić choć to maluczko, co uczynić zdołam, to jest wypełniać rady ewangeliczne jak najdoskonalej i tę gromadkę sióstr, które tu są ze mną, skłonić do tego, aby czyniły podobnież, ufna w dobroć Boga, który nigdy nie opuści tych, którzy mężnym sercem wszystko opuszczą dla Niego”.

I zgromadziła właśnie przy tabernakulum swoje duchowe córki. Stawiając im przed oczy to eklezjalne wyzwanie, prosiła: „O, siostry moje w Chrystusie! Pomóżcie mi to wybłagać od Pana. Po to On was tu zgromadził; to jest powołanie wasze, to ma być jedyne wasze staranie, do tego mają zmierzać nasze pragnienia, nad tym mają płynąć wasze łzy, o to błagać wasze modlitwy”. Wkrótce założyła dalsze klasztory mniszek, a w 1568 r. doprowadziła też do reformy męskiej gałęzi Zakonu, stawiając przed oczy eklezjalny wymiar powołania także swoim zakonnym współbraciom.

Podobnie formowała swe siostry Matka Teresa od św. Józefa i w podobny sposób instruowała je niejako. Tak jak św. Matka Teresa dostrzegała cierpiącego Chrystusa w idących na zatracenie duszach ludzkich, mordowanych bez chrztu w Indiach (jak to się wówczas mówiło), czy też odrywanych przez zwolenników Lutra od jedności z Kościołem św., tak samo sł. B. Matka Teresa Kierocińska widziała oblicze cierpiącego Chrystusa w sponiewieranych przez zawieruchę wojenną bliźnich, których wspomagała i za których nakazywała się modlić. Niejako echem odbijają się w jednym z jej listów dopiero co cytowane słowa św. Matki Teresy o owym ofiarowaniu się Panu i przelewaniu dla Niego i dla zbawienia dusz swych łez. Posłuchajmy: „Złość …, gwałt wokół się dzieje. Ale spójrzmy na cierpienie Pana Jezusa. … Rozmyślajmy jak Ten Pan Jezus cierpi i za kogo. … Pocieszmy Go znosząc cicho i cierpliwie nasze wszystkie przeciwności. … A po co myśmy tu przyszły – po to by zostać świętymi, … by Pana Jezusa pozyskać okazując Mu miłość!”.

Co więcej, dostrzegamy u Matki Kierocińskiej także tę eklezjalną intencję, jaką Teresa od Jezusa nadała modlitwie i ewangelicznemu wyrzeczeniu swoich duchowych córek. Poucza bowiem nasza Służebnica Boża swoje współsiostry: „Św. Matka Teresa żyła też w czasach prześladowania Kościoła św. i nam przypadło żyć także w wieku takim, kiedy trwa jawna walka z Kościołem, więc my z swej strony musimy starać się zajaśnieć cnotami wszystkimi. Bądźmy dla siebie bardzo surowe, a dla drugich wyrozumiałe, grzeczne, uprzejme, usłużne – miłość siejmy jedna względem drugiej, nie gońmy za dostatkami, wygodami, przyjemnościami – nie chciejmy mieć wszystko ładne i nowe, wszystkiego dużo – żeby nam nic nie brakowało; jeśli o co prosimy a nie otrzymamy, bądźmy tak zadowolone jakby nam wszystko dano. Kiedy nam uwagę zwracają przyjmijmy z największą wdzięcznością – nie miejmy w sercu żadnego uczucia niechęci, niezadowolenia, … szemrania. Spotka nas przykrość – z uśmiechem na twarzy znieśmy ją za Kościół św. Umartwiajmy się na każdym kroku jako na dzieci Boże przypada, to jest swoją własną wolę, swoje ja, swoje zapatrywania, swoje upodobania, zadowolenia, chęci, zamiary, w ogóle wszystkie myśli słowa i czyny.

Nadto, podobnie jak św. Teresa od Jezusa zgromadziła swe siostry na modlitwie przed tabernakulum, tak i Matka Kierocińska prowadziła przed Najśw. Sakrament swoje duchowe córki, utrudzone codzienną pracą w posłudze wobec bliźnich. Czyniła to przede wszystkim własnym przykładem, który porywa przecież bardziej, niż najlepsza zachęta. Czytamy w jednej z jej nowych biografii: „Żywiła ogromną miłość do Jezusa Eucharystycznego. Otoczenie często widziało ją modlącą się przed tabernakulum, leżącą krzyżem, zarówno w dzień, jak w nocy. … Była zatopiona w modlitwie przed Najśw. Sakramentem i to tak dalece, że nie wiedziała co się koło niej dzieje. … Przepełniona sama miłością do Jezusa Eucharystycznego zachęcała siostry, aby z głęboka czcią oddawały hołd Bogu obecnemu w Najśw. Sakramencie”.

Jest czymś naturalnym, że duchowe córki i duchowi synowie św. Teresy od Jezusa uciekają się pod jej duchową opiekę także dzisiaj i w swych codziennych modlitwach wołają do niej: „Święta Matko Tereso, spójrz z nieba na winnicę, którą szczepiła twoja prawica i uczyń ją doskonałą”. Nie zapominają też o swej Matce i przywołują jej wstawiennictwa nad swym Zgromadzeniem zakonnym oraz proszą Boga o łaskę jej beatyfikacji Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus. Modlą się one codziennie słowami: „O Przenajświętsze Oblicze Jezusa, szczególnie czczone przez Matkę Teresę, dozwól nam wkrótce ujrzeć ją w chwale wśród wybranych i świętych Twoich. Boskie Dzieciątko Jezus, racz obdarzyć chwałą świętych Matkę Teresę, Twoją wierną Służebnicę, a naszą Założycielkę”.


Obecność św. Teresy od Jezusa w życiu i posługiwaniu
Matki Kierocińskiej

Spójrzmy teraz na wpływ, jaki św. Teresa od Jezusa wywarła poprzez swoje orędzie na życie i posługiwanie naszej Służebnicy Bożej. Otóż, zarówno biografowie jak i inne osoby studiujące życie i duchowość Matki Kierocińskiej potwierdzają zgodnie, że św. Teresa Reformatorka Karmelu, wielka hiszpańska mistyczka i pierwsza kobieta ogłoszona Doktorem Kościoła wywarła wielki wpływ na jej życie duchowe i dzieło fundacyjne.

Już w 1903 roku, a więc zaledwie jako osiemnastoletnia, podejmując próby realizacji powołania zakonnego, Janina Kierocińska „poznała dzieła św. Teresy, które rozbudziły jej powołanie do Karmelu”. Niektóre fragmenty dzieł Świętej z Avila znała na pamięć. Lektura ta przekonała ją, że nie ma innej odpowiedzi na miłość Boga okazaną człowiekowi, jak oddanie się na Jego wyłączną służbę. Coraz mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że tylko na drodze życia zakonnego będzie mogła zrealizować swoje powołanie chrześcijańskie i bardzo pragnęła zostać karmelitanką. Ważnym wydarzeniem w tym kluczu było jej spotkanie w 1909 r. w Czernej ze sł. B. o. Anzelmem Gądkiem, karmelitą bosym, przyszłym Założycielem Zgromadzenia, który stał się jej kierownikiem duchowym, formując swą penitentkę w duchu terezjańskim. Gdy Janina wstąpiła do III Zakonu Karmelitańskiego i 6 października 1914 r. złożyła w nim śluby, przyjęła imię: Teresa. Teresą od św. Józefa została też w dniu obłóczyn, gdy otrzymywała w Krakowie z rąk o. Anzelma habit jako pierwsza przełożona generalna nowo powstałego zgromadzenia zakonnego, w dniu 31 grudnia 1921 r.. Było to jeszcze dwa lata przed beatyfikacją, a cztery lata przed kanonizacją św. Teresy od Dzieciątka Jezus, a więc jej patronką była Wielka, a nie Mała św. Teresa.

Najdobitniej świadczą o tym patronacie listy Sł. B. O. Anzelma pisane do M. Teresy na jej imieniny. Zacytujmy fragmenty niektórych: „Wielkie święto w Karmelu, myślę że i w Sosnowcu znajdzie swój oddźwięk, zwłaszcza że to Matki Imieniny. Więc życzę od Wielkiej Matki i Świętej Matki małej Matce, wszystkich łask i opieki szczególniejszej, a zwłaszcza tego wielkiego serca i rozmachu, jaką w tej Naszej Matce podziwiamy w jej pracach dla chwały Bożej”. „Życzę Drogiej Siostrze ducha świętej Naszej Matki Teresy, bo ten jedynie zdolny jest uczynić wielkie rzeczy. Więc ducha modlitwy, tej modlitwy, która karmiła się umartwieniem, stawała się wszechmocą modlącą, zamieniała się w miłość, a hart woli, w wytrwałość. Życzę ducha miłości który świętą Matkę ożywiał – do Kościoła, do jego obrony, do jego obrońców. Nade wszystko życzę tego ogromnego ukochania Pana Jezusa i Jego Matki, bo w tem jest wszystko, bez tego zaś wszystko jest niczem”.

W tymże terezjańskim duchu modlitwy, pokory, miłości bliźniego i ascezy Matka Kierocińska formowała swoje współsiostry. W jej listach do sióstr często znajdujemy bezpośrednie aluzje do przykładu, do nauki i do pism Świętej z Avila, a częściej jeszcze patrząc na jej postawę dostrzegamy, jak bardzo inspirowała się doktryną swej patronki. Przywołajmy niektóre fragmenty: „Jak to św. Matka Teresa na to wielki kładła na swoje córki nacisk, więc i my chcemy być dobremi prawdziwemi zakonnicami; czuwajmy by nic inaczej nie było tylko jak piszą święte Konstytucje”. Albo: „Naszym wzorem we wszystkim jest św. Matka Teresa, która mówiła do córek: starajcie się być takimi, żeby modlitwy wasze były wysłuchane”. Lub jeszcze: „Starajcie się … wierniej i dokładniej służyć Panu Jezusowi, starajcie się często pod Jego Najświętsze Stopy rzucać kwiaty szczerego, dokładnego, ochotnego, świętego posłuszeństwa, które jest bardzo miłe Panu Jezusowi, jak o tem mówi św. Nasza Matka Teresa.

Uderzają nadto niektóre postawy Matki Założycielki, odzwierciedlające niejako detalicznie przykład Reformatorki Karmelu. I nie chodzi tu tylko o sprawy doniosłe i bardzo istotne, jak np. pobożność maryjna czy szczególny kult św. Józefa, tak bardzo żywotne u Świętej z Avila i przejęte przez naszą Służebnicę Bożą, ale chodzi o drobnostki, które jednak mają bardzo wielkie znaczenie, i które świadczą, jak bardzo nasza Matka Zagłębia znała św. Teresę od Jezusa i jak bardzo pragnęła ją naśladować.

Znała więc przepis terezjańskich Konstytucji, mówiących, że przy rozkładzie obowiązków, zamiatanie, aby dać dobry przykład pokory, będzie rozpoczynać przeorysza. Co więcej, w swej heroicznej pokorze nazwała się nawet pomietłem. W swym kalendarzyku kieszonkowym napisała bowiem: „Tereso, czym jesteś w zakonie. Jesteś pomietłem, pozwól niech nim pomiatają jak chcą, kiedy chcą i gdzie chcą”. I dodała: „Tereso, ty masz dać wszystko i wszystkim. Jeżeli kto nie posiada pokory, cierpliwości, cichości, miłości, ty ją masz dać, pamiętaj o tym”. Co więcej, podobało się jej chyba terezjańskie zawołanie z Księgi Fundacji, mówiące że „w kuchni także, wśród garnków i rondli przechodzi Pan”, skoro jednej ze współsióstr napisała: „Bądź zawsze z Panem Jezusem, czy w kuchni, czy w kaplicy, czy w spiżarni, czy w ogrodzie, niech Jezus wszędzie drogiej Siostrze towarzyszy”.

Z kolei nietrudno nie zauważyć echa znanej terezjańskiej sentencji, że modlitwa i wygodne życie nie mogą iść w parze, w następującym fragmencie jednego z jej listów: „Modlitwy dobrej bez umartwienia nie będzie jak mówi św. Nasza M. Teresa: Kto modli się dobrze w jego życiu jaśnieją cnoty pokora, milczenie, cichość, cierpliwość – posłuszeństwo na każdym kroku, etc. Jak bardzo nam zależeć powinno na tym, by się dobrze modlić by zostać prawdziwą dobrą przykładną zakonnicą”.

Ducha terezjańskiej mocy i zaufania Panu można nadto dostrzec u Matki Teresy Kierocińskiej w bardzo wielu sytuacjach jej życia. Czytając jej biografię ma się niekiedy wrażenie, że czyta się Księgę Życia czy też Księgę Fundacji Reformatorki Karmelu. Ileż to przeciwności w fundacyjnym dziele zakładania Zgromadzenia i w pierwszych latach jego istnienia, właśnie tutaj, w Sosnowcu, musiała mężnie znosić Matka Założycielka. Potrafiła jednak sprostać wszystkiemu, podobnie jak ponad trzysta lat wcześniej czyniła to w Hiszpanii, w reformacyjnym dziele Karmelu i w fundacjach nowych klasztorów św. Teresa od Jezusa. Uformowana w jej szkole, rozczytując się w jej pismach, „miała – jak powiedział Ojciec Założyciel Anzelm Gądek – ducha, który się nie załamuje”. Początki istnienia Zgromadzenia nie były łatwe. Pisze znowu Ojciec Założyciel: „Ani środków materialnych, ani domu, ani pomocy. … Tu się okazała nadprzyrodzona cnota wiary, ufności i męstwa w świętą sprawę, heroiczne wysiłki duchowe i fizyczne Matki Teresy, by mimo wszystko wytrwać, nie cofnąć się, nie załamać się i nie pozwolić się złamać”. Sama zaś Matka Założycielka wyznała: „Nigdy ufać nie przestanę i już tylko czekam tej chwili aż Pan Jezus podniesie nasze Zgromadzenie na Swoją większą chwałę. Bądźmy więc pokorne, ciche, cierpliwe skupione i złączmy się w jedną myśl, a Jezus będzie wśród nas i czego wtedy będzie nam potrzeba?”. I do podobnej ufności zachęcała swe siostry: „Ufajcie i bardzo ufajcie, ale tylko Samemu Panu Jezusowi. Pan Jezus nie pozwoli, by nam włosek z głowy spadł; jeżeli Jemu zaufamy pamiętajcie drogie dzieci jeśli tak będziecie ufać nic nam się nie stanie”.

I któż z nas w podobnej postawie Matki Założycielki nie dostrzeże echa znanej maksymy terezjańskiej „solo Dios basta – Bóg sam wystarcza!”: „Nie trwóż się, nie drżyj wśród życia dróg, tu wszystko przemija, trwa tylko Bóg. Cierpliwość przetrwa dni ziemskich znój. Kto Boga posiadł, ma szczęścia zdrój. Bóg sam wystarcza!.

Zacytujmy jeszcze fragmenty kilku listów Matki Założycielki, w których wspomniana maksyma terezjańska przywoływana jest prawie że dosłownie: „Nie martw się o nic, bo na tym świecie wszystko przeminie. … Jedno tylko zostaje niezmienione – Bóg”. Albo, po tej samej linii: „wszystko przeminie, po śmierci wszystko się skończy, zostanie nam tylko Bóg”. Lub jeszcze: „Kto kocha Boga, dla tego wszystkie przeciwności, przykrości i cierpienia rozkoszą się stają” – czyli „kto Boga posiadł, ma szczęścia zdrój!”. I moglibyśmy kontynuować….


Ślady orędzia terezjańskiego z pism Sługi Bożej
Teresy od św. Józefa przejęte przez charyzmat Zgromadzenia

W ostatnim punkcie naszej refleksji zechciejmy jeszcze spojrzeć na obecność orędzia terezjańskiego w pismach Matki Założycielki w odniesieniu do zasadniczych cech charyzmatu Zgromadzenia, które – jakkolwiek jest zgromadzeniem czynnym – to jednak w duchu karmelitańskim kładzie duszy nacisk na modlitwę i zażyłość z Panem. Wydaje mi się, że wolno nam mówić o terezjańskiej inspiracji w odniesieniu do następujących zasadniczych rysów tegoż charyzmatu: modlitwy i czynu, nabożeństwa do Chrystusowego człowieczeństwa (humanidad de Cristo), maryjności i czci oddawanej świętemu Józefowi.

a) modlitwa i czyn
W odniesieniu więc do modlitwy i wyrastającego z niej czynu przejawiającego się w różnorodnej posłudze dla dobra bliźnich w Kościele przypomnijmy, że zgodnie z Ustawami napisanymi dla Zgromadzenia przez o. Anzelma, Matka Założycielka pragnęła, aby jej siostry były niewiastami wielkiej modlitwy i zażyłości z Panem, praktykującymi w duchu terezjańskim modlitwę wewnętrzną. Do Sióstr w Czatkowicach Matka Teresa napisała: „Uczmy się dobrze rozmyślać, a będziemy szczęśliwe już tutaj na ziemi. Św. Matka Teresa mówi że ziemia spustoszała, bo nie ma kto by rozmyślał; to nie znaczy, żeby nie było ludzi którzy nie poświęcają codziennie pół godziny lub więcej na rozmyślanie, ale raczej tego czasu poświęconego na rozmyślanie nie umieją wykorzystać”.

Z kolei Siostry w Czatkowicach, niczym św. Teresa swoje duchowe córki w Drodze doskonałości pouczała, jak powinna wyglądać modlitwa wewnętrzna, czyli rozmyślanie. Pisała do nich: „Otóż rozpoczyna się chwila rozmyślania: najpierw przedstawmy sobie, kto my jesteśmy, w czyjej obecności się znajdujemy, do Kogo mówić się odważamy. Jedna z Sióstr przeczyta jaki ustęp, np. Pan Jezus w piwnicy. Idźmy i my myślą do Pana Jezusa – przedstawmy sobie tak, jak byśmy w rzeczywistości były – bardzo żywo, że jesteśmy u stóp Pana Jezusa przy słupie przywiązanym w piwnicy, w otoczeniu siepaczy bardzo nielitościwych. Patrzmy na Pana Jezusa jak obnażony, wyprężony w takiej pozycji, że zaledwie palcami dotyka ziemi przywiązany do słupa – kto to nasz Najukochańszy Jezus przywiązany, kto Go przywiązał? To my jesteśmy tymi żołdakami co Jezusa przywiązali. Dla kogo Jezus pozwolił się przywiązać? Za nas, co Go tak często obrażamy, Jezus pozwolił się skrępować, bo nas bardzo umiłował i czy my widząc tak wielką miłość Jezusa ku nam nie ukochamy Go nade wszystko, czy odważymy się jeszcze Pana obrażać? Nadstawmy ucho duszy i słuchajmy, co Pan Jezus do nas mówi, czego od nas się spodziewa …. Modlitwę zakończyć trzeba postanowieniem i dziękczynieniem, i pamiętać aż do następnego rozmyślania o tem, cośmy medytowali”. Nadto do Sióstr w Wolbromiu Matka napisała: „Do tego by poznać, by się poprawić, musimy dobrze rozmyślać.

„W rozmyślaniu musimy zwrócić uwagę czy nasze myśli, słowa, uczynki, wszystkie zamiary, pragnienia, dążności, chęci itp. … są takie, że przez nie sprawiamy radość Panu Jezusowi. Zbliżmy się do samych stóp Pana Jezusa, pokażmy Mu wszystkie nasze uczynki, myśli itp. i pytajmy się Pana Jezusa czy one Mu się podobają i słuchajmy pilnie co nam na to nasz Najukochańszy Pan powie, może nas bardzo zestrofuje, może uspokoi, może okaże nam, że Mu się nasze postępowanie podoba, słuchajmy bardzo uważnie, a Jezus powie co i jak mamy robić. Potem przeprośmy za wszystko, przytulmy się do stóp Jego, ucałujmy z wielką wdzięcznością, że nam przebaczył, że nas dotąd nie potępił, przyrzeknijmy Mu szczerą poprawę. Przez dzień cały nie odstępujmy od Jezusa, w Jego obecności pamiętajmy na to postanowienie, któreśmy uczyniły i tak walczmy i dotąd pokąd nie zaniesiemy Panu Jezusowi na wieczorne rozmyślanie sztandaru zwycięstwa siebie samej. Módlmy się gorąco, by Jezus pomógł nam walczyć, On nas nigdy nie opuści, przez dobre rozmyślanie zwyciężymy wszystko. Nie bójmy się niczego, kto dobrze chce rozmyślać, Jezus za niego zwycięży wszystko”.

W parze z modlitwą winny iść jednak czyny. Już Pan Jezus powiedział w Ewangelii, że nie każdy, kto mówi Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego (por. Mt 7, 21). Nadto św. Teresa z Avila w Twierdzy wewnętrznej poucza swe córki, że z modlitwy „winny rodzić się czyny i jeszcze raz czyny”. Nie inaczej, w ślad za mistrzynią swego ducha, czyniła Matka Założycielka. „By być dobrą zakonnicą – napisała – musimy pamiętać o tym zawsze, co Pan Jezus powiedział „Módl się i pracuj”, módl się nieustannie przy pracy, jedzeniu, cierpieniu, spoczynku i na każdym miejscu. Praca by miła była Panu Bogu musi mieć na względzie tylko Boga. Jego pełnić wolę i Jemu samemu chcieć się tylko podobać. … Kto modli się dobrze w jego życiu jaśnieją cnoty – pokora, milczenie, cichość, cierpliwość – posłuszeństwo na każdym kroku, etc.. I gdzie indziej dodała: „Pięknie nieraz mówimy, ale czynami pokazujemy co innego”. Lub jeszcze: „Nie ten jest miły Bogu, kto dużo różańcy mówi, … bo cnoty uwydatniają się w czynach”.

b) nabożeństwo do Chrystusowego człowieczeństwa (humanidad de Cristo)
Znane jest powszechnie nabożeństwo św. Teresy od Jezusa do Chrystusowego Człowieczeństwa (a la humanidad de Cristo). Już w Księdze życia opowiada nam ona, jak wzruszył ją dogłębnie obraz „Ecce Homo”, przedstawiający skrwawione oblicze Zbawiciela, co stało się bodźcem do jej prawdziwego nawrócenia. Podobne nabożeństwo do Przenajświętszego Oblicza Pańskiego żywiła Matka Teresa Kierocińska, o czym obszernie już rozważaliśmy. Przyjmowała prawdę o kenozie, uniżeniu Chrystusa dla naszego zbawienia w całej swej rozciągłości, tj. od Jego Wcielenia, poprzez Narodzenie i Dziecięctwo aż po Mękę i śmierć na krzyżu.

c) maryjność i nabożeństwo do św. Józefa
W duchowości terezjańskiej nabożeństwo maryjne i cześć względem św. Józefa są niejako dwoma skrzydłami unoszącymi cały organizm. Syntetyzuje to wyrażenie z Księgi życia, że Matka Boża strzeże klasztory terezjańskie u jednych drzwi, a św. Józef u drugich. W Maryi Dziewicy, którą obrała za swoją Matkę, Teresa de Ahumada widziała doskonały wzór pełnienia woli Bożej i bezgranicznej dyspozycyjności, a w św. Józefie wskazywała patrona modlitwy wewnętrznej, przykład zażyłości z Jezusem i z Maryją, i protektora w sprawach materialnych.

Czyż nie podobnie czyniła Matka Kierocińska? Z licznych jej wypowiedzi o Matce Najświętszej zacytujmy chociażby następującą: „kochajcie Ją przez każdy czyn, myśl, pragnienie, byście nigdy i niczem nie zasmucały Jej Najświętszego Serca Macierzyńskiego. Idźcie Jej śladami, bądźcie Jej ukochanemi dziećmi”. Zaś w odniesieniu do św. Józefa oddajmy głos jednej ze współsióstr: „Kiedykolwiek Matka miała coś załatwić i wychodzić do miasta, modliła się bardzo gorąco u stóp św. Józefa w chórze, a kiedy już wychodziła z wielką czcią całowała stopę św. Józefa, oddając mu całą sprawę do załatwienia”. Zresztą w listach samej Służebnicy Bożej zachęty do nabożeństwa względem przybranego Ojca Jezusa Chrystusa są bardzo liczne. Zacytujmy: „Dziś dzień Opieki św. Józefa, uroczystość piękna – święto w całym Karmelu. Trzy Msze św. w kaplicy: kazanie śliczne o św. Józefie. W drugiej połowie kazania – poruszony Karmel – Siostry na Wiejskiej. Słysząc o miłości Sióstr dla Swego Oblubieńca, o ich pokorze, wyniszczeniu, umartwieniu, cierpliwości, o miłości wzajemnej – uczułam się do głębi zbolałą i upokorzoną, czy jestem i czy jesteśmy takimi jak ten kapłan mówi?”. Albo gdzie indziej: „Niech drogie moje kochane Siostry, leżąc krzyżem u stóp Pana Jezusa … z głębi serca wołają Święty Józefie Synu Dawidów daj o co Cię najpokorniej prosimy! Ufam iż św. Józef skłoni ucha na nasze prośby, jeśli my będziemy dobre; zaznaczam, by zostać wysłuchaną trzeba niczem nie zasmucać św. Józefa. Jeżeli obrażamy czymkolwiek Pana Jezusa to ranimy serce św. Józefa jako Opiekuna Pana Jezusa. Bądźcie więc drogie Siostry ciche, pokorne, wyrozumiałe jedna dla drugiej a na pewno Bóg nam da to, o co prosimy”.

W Zgromadzeniu Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus istniała zawsze żywa świadomość duchowych związków Matki Założycielki ze św. Teresą od Jezusa, Matką Reformy Karmelu oraz świadomość wpływu Świętej na kształtowanie się powołania zakonodawczego Służebnicy Bożej. Potwierdzają to także najnowsze, zatwierdzone przez Stolicę Apostolską już w naszym trzecim tysiącleciu Konstytucje Karmelu Dzieciątka Jezus. Już w czwartym ich numerze, gdy omawia się charyzmat Zgromadzenia, zobowiązuje się jego członkinie do otaczania czcią „św. Naszej Matki Teresy od Jezusa i św. Naszego Ojca Jana od Krzyża – Reformatorów Zakonu. Z ich pism, jak również z pism św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Ojca Anzelma – Założyciela Zgromadzenia oraz z duchowości i przykładu życia Matki Teresy od św. Józefa – Współzałożycielki mają zaś Siostry – determinują nadal te same Konstytucje – czerpać zasady modlitwy i pracy”. Przypomina to nadto w drugim punkcie Dyrektorium Zgromadzenia, a jego Zwyczajnik nakazuje, by dzień 15 października, tj. dzień liturgicznego obchodu święta św. Teresy od Jezusa, celebrowany był w randze uroczystości.

Słusznie więc Karmel Dzieciątka Jezus nazywany jest nową latoroślą Karmelu Terezjańskiego. Z jednej strony ze starego pnia Karmelu Terezjańskiego czerpie on bowiem życiodajne soki; z drugiej zaś strony ozdabia świeżością swej młodości stare drzewo Karmelu nową kwitnącą gałęzią. Słusznie też jego członkinie widzą w Matce Karmelu Terezjańskiego – św. Teresie od Jezusa także i swoją Matkę i codziennie, zgodnie z innymi synami i córkami Zakonu, przywołują jej wstawiennictwa: „Święta Matko Tereso, spójrz z nieba na winnicę, którą szczepiła twoja prawica i uczyń ją doskonałą”.

Konferencja wygłoszona w kościele Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu 12 czerwca 2006 roku.

Źródło:

ŚWIADEK MIŁOŚCI BOGA I CZŁOWIEKA, III Sympozjum poświęcone pamięci Sługi Bożej Matki Teresy od św. Józefa - Janiny Kierocińskiej (1885–1946) Współzałożycielki Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus z okazji 60. rocznicy śmierci; red. o. Jerzy Wiesław Gogola OCD, Karmelitański Instytut Duchowości; Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2006.