Portret duchowy

"Bóg jej wystarczał. Wpatrzona w ducha Karmelu, w ducha kontemplacji, jednocześnie żyła aktywnym działaniem na rzecz Boga. Właśnie dlatego tak krzątała się przy biednych dzieciach, przy ludzkich sprawach, przy robotnikach i ludziach Zagłębia." - Ks. Abp Stanisław Nowak, Metropolita Częstochowski

Z duchowych pism

"Każda trudność jest możliwa do rozwiązania, gdy jest się z Bogiem." - Matka Teresa od św. Józefa

Modlitwy za przyczyną Sługi Bożej

"Uczmy się tej wrażliwości na człowieka i na jego sprawy, wpatrując się w życie i posługę patrona waszej diecezji, świętego Brata Alberta Chmielowskiego i Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, zwanej Matką Zagłębia." - św. Jan Paweł II

Proces beatyfikacyjny

"Tak jak Hiszpanie chlubią się la Santa Teresa, a Francuzi Małą Teresą klauzurową, tak my możemy się chlubić naszą Matką Teresą" - O. Otto Filek OCD

Wypowiedzi o Matce Teresie

"Choć czyny jej i poświęcenie nie rzucały się w oczy za życia, bo umiała się jakoś dziwnie ukryć w gronie swoich Sióstr zakonnych - niemniej jednak wyryły się głęboko w sercach i pamięci ludzkiej". - O. Bernard Smyrak OCD

Translate

13 lipca 2022

Kazanie wygłoszone przez ks. dr. Mariusza Trąbę podczas Mszy św. o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy Kierocińskiej 12 lipca 2022 r. w Sosnowcu.

 

Kazanie ks. Mariusza Trąby wygłoszone w dniu 12 lipca 2022 roku w kościele pw. Najświętszego Oblicza Pana Jezusa w Sosnowcu z okazji mszy św. sprawowanej w intencji uproszenia beatyfikacji Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy Kierocińskiej (Sosnowiec, 12 lipca 2022 – rocznica śmierci sługi Bożej Teresy Kierocińskiej)

 

Szanowne Siostry!

Drodzy Bracia i Siostry, zebrani na tej Eucharystii w intencji uproszenia łaski beatyfikacji służebnicy Bożej m. Teresy Kierocińskiej!

Rzadko się zdarza, aby ewangeliści przekazali nam fakt, że Jezus jest zniechęcany lub narzeka na trudy. Tym razem jednak mamy do czynienia z takim właśnie przesłaniem Jezusa. „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. (…) A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. (…)”.

Czy jednak rzeczywiście było to tylko narzekanie, nie mające  przyczyny oraz uzasadnienia w faktach, czy też było to po prostu jasne i wyraźne stwierdzenie faktu? Mieszkańcy Betsaidy, Korozain i Kafarnaum widzieli na własne oczy i doświadczyli w swoim codziennym życiu cudów. Cuda te z jednej strony były spełnieniem proroctw i obietnic Bożych, o których słyszeli w synagodze i które przekazywano w ich świętych Pismach. Z drugiej strony – były to cuda, które dotykały ich codziennej egzystencji – zdrowia i choroby, pożywienia i głodu, smutku i radości. Nawet jeśli nie znaliby Prawa i Proroków, to Nauczyciel z Nazaretu wkraczał w ich życie z mocą, której nie potrafili wyjaśnić, ani zrozumieć. Pomimo tego, o czym świadczą słowa Jezusa, nie chcieli wierzyć w Niego jako w Mesjasza, ani nie chcieli uwierzyć w Jego misję. Mieszkańcy wymienianych miast otrzymali niezmierzony dar Boży. Otrzymali go wszyscy, którzy tam mieszkali. Słowa Jezusa są prostym stwierdzeniem, że tego daru nie przyjęto. Jego misji o zbliżającym się królestwie Bożym nie wysłuchano. Jego przesłanie odrzucono, choć chętnie korzystano z cudów, które uczynił. Przez słowa Jezusa przebija po prostu ludzki żal, że oto już tutaj zostaje on odrzucony przez naród wybrany.

Spójrzmy na tę historię biblijną z naszej sosnowieckiej perspektywy. W dniu dzisiejszym przypada 76. rocznica śmierci służebnicy Bożej m. Teresy Kierocińskiej. Zmarła ona nieco ponad rok po zakończeniu II wojny światowej, w lipcu 1946 roku. Choroba przyszła nagle i zwyciężyła ludzkie ciało, które po ludzku zmęczone było koszmarem okupacji, straszliwymi wydarzeniami, które dotknęły rodzinę m. Teresy, stałym niepokojem o życie i zdrowie sióstr zgromadzenia oraz nieustanną ciężką pracą tak w czasie wojny, jak i tuż po jej zakończeniu. Ówcześni lekarze nie mieli środków, aby wyleczyć zapalenie otrzewnej, które rozwinęło się nagle i gwałtownie.  Matka Teresa zmarła dnia 12 lipca 1946 roku. Ordynariusz częstochowski ks. bp Teodor Kubina zalecił: "by całe miasto wzięło udział w tym pogrzebie, dla tej, która poświęciła się temu miastu (...). Pogrzeb ma być przez całe miasto, aby uczcić naszą wielce zasłużoną Matkę oddaną Kościołowi i sprawom społeczeństwa całego Zagłębia". Uroczystości pogrzebowe Matki Teresy odbyły się 15 lipca. Przewodniczył im ks. bp. Stanisław Czajka Odprawił on Mszę św. w kościele parafialnym pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. Kondukt żałobny przeszedł ulicami miasta na cmentarz przy Alei J. Mireckiego.

W czasie tej uroczystości – tak jak to jest w zwyczaju – zazwyczaj podkreśla się zasługi i cnoty zmarłego. Karmelita o. Bernard Smyrak OCD w mowie żałobnej powiedział o zmarłej przełożonej sióstr karmelitanek:

„Cały Sosnowiec wie, ile w ciągu swego 25-letniego pobytu na tym terenie zdziałała dobrego. Widziano ją nieraz przebiegającą Sosnowiec z zawiniątkiem w ręku, spieszącą z pomocą materialną i słowem pociechy do biednych i opuszczonych. Nie było biednego, z którym by się nie podzieliła choć ostatnim kawałkiem chleba, a jeśli go brakło, dzieliła się swym sercem".

Z kolei były prefekt miejscowych szkół, zaprzyjaźniony z siostrami ówczesny rektor seminarium duchownego diecezji częstochowskiej, ks. Brunon Magott w swojej mowie pogrzebowej stwierdził:Śp. Matka Teresa była dla nas przykładem miłości bliźniego. Ta miłość jej doszła do pełni zwłaszcza w czasie wojny. Roztoczyła opiekę nad opuszczonymi dziećmi, nie bacząc na brak funduszów, brak pomieszczenia, wyżywienia. (...) Ileż razy trzeba było biegać za każdym kawałkiem chleba, czy ubraniem (...). Niejeden by ręce opuścił i zwątpił. Tego nie uczyniła Matka Teresa. Przeciwnie, wszystkich krzepiła na duchu, uśmiech nie schodził z jej twarzy. Była pełna wiary, że jeżeli Bóg przysłał jej kogoś po pomoc, to pomoc ta nadejdzie”.

Jezus wysyłając swoich uczniów z misją apostolską obiecywał im, że ich działalności będą towarzyszyły różnorodne cuda i znaki. Oni po powrocie z podróży opowiadali mu ze zdziwieniem, że tak rzeczywiście było (por. Mt 10; Łk 10). Słuchając osób przemawiających na pogrzebie m. Teresy Kierocińskiej, a raczej czytając dziś teksty ich przemówień, można odnieść wrażenie, że jest to właśnie taka relacja z podróży apostolskiej jednego z uczniów Jezusa. Obaj wspomniani powyżej mówcy podsumowywali w swoich mowach cuda, które dokonywały się w Sosnowcu za pomocą pracy i działania sióstr karmelitanek Dzieciątka Jezus oraz ich ówczesnej przełożonej – ocalenie życia słabych i chorych, nakarmienie głodnych, zapewnienie dachu nad głową bezdomnym, umocnienie słabych i wątpiących, pokrzepienie wątpiących i strapionych. Oto cuda, które dokonywały się poprzez działalność uczennic Jezusa w tym tu Sosnowcu, a także w wielu innych miejscach ówczesnej Polski.

Trzeba jednak zadać pytanie – czy te cuda, dokonujące się w codziennym życiu, nawróciły wszystkich mieszkańców Sosnowca. Wydaje się, że historia tego miasta bardzo przypomina historię biblijnych miejscowości: Betsaidy, Korozain i Kafarnaum. Wielu – w odpowiedzi na głoszenie i tworzenie Królestwa Bożego – się nawróciło i żyło wiarą. Świadectwem tego są chociażby nasze sosnowieckie świątynie, wznoszone tutaj nawet w ciężkim okresie komunistycznym. Wielu jednak, z bardzo różnych powodów – miało i ma za nic – tak Chrystusa, jak i jego uczniów, Kościół i działającego w nim Ducha Świętego.

Najbardziej symboliczną sceną z dziejów wiary na naszej ziemi, obrazującą powyższą prawdę, jest chyba sytuacja z maja 1967 roku, kiedy do Sosnowca przybył prymas Stefan Wyszyński. Uroczystości zgromadziły rzesze wiernych wokół świątyni pw. Wniebowzięcia NMP. Na zakończenie pierwszego dnia tych obchodów milenijnych w Sosnowcu Prymas wychodził ze wspomnianego kościoła i zatrzymał się przed głównym wejściem, aby pozdrowić zebranych. Stojący wokół kościoła wznosili okrzyki: Niech żyje! Natomiast ze strony grupy mieszkańców Zagłębia, stojących po drugiej stronie ulicy, na schodach ówczesnego tzw. małego domu towarowego, padały okrzyki: Precz!

Słuchając słów Jezusa, który z żalem mówi o straconych szansach i odrzuconych darach oraz wspominając rocznicę śmierci m. Teresy Kierocińskiej możemy jasno powiedzieć:

- Historia zbawienia toczy się nieustannie w naszym życiu. Ewangelia o Królestwie jest głoszona, a Królestwo Boże jest budowane przez uczniów Jezusa przy wsparciu Ducha Świętego. Tak jak mieszkańcy Betsaidy, Korozain i Kafarnaum, jedni będą widzieć owe cuda i znaki, inni nie będą ich dostrzegać. Taka jest tajemnica ludzkiego serca, że uwierzy lub nie w Boga, zawierzy Bogu lub nie.

- Oby Bóg dał nam tę łaskę, abyśmy odchodząc z tego świata, mogli opowiedzieć Bogu historię swego życia, które pełne było wiary, pokonywanych zwątpień, małych cudów życia codziennego. Wzorem takiej postawy była m. Teresa Kierocińska. Prosimy więc za jej wstawiennictwem, abyśmy odważnie pokonywali przeciwności losu, dostrzegali w życiu obecność Bożą i potrafili być uczniami Jezusa, którzy budują królestwo Boże i nie odrzucają darów Bożych. Amen!

 

 

 



 

17 maja 2022

Kazanie wygłoszone przez ks. dr. Mariusza Trąbę podczas Mszy św. o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy Kierocińskiej 12 maja 2022 r. w Sosnowcu.





Kazanie ks. Mariusza Trąby wygłoszone w dniu 12 maja 2022 roku w kościele pw. Przenajświętszego Oblicza Jezusa w Sosnowcu z okazji mszy św. sprawowanej w intencji uproszenia beatyfikacji Służebnicy Bożej m. Teresy Kierocińskiej

 

Karmelitańska rodzina zakonna od chwili swego powstania po dzień dzisiejszy jest nierozerwalnie związana z osobą Maryi. Matka naszego Zbawiciela i Odkupiciela towarzyszy kolejnym pokoleniom braci i sióstr poprzez wstawiennictwo, obecność i swą opiekę. Opieka ta wyraża się m.in. w wielkim podarunku, ofiarowanym przez Matkę Bożą przełożonemu generalnemu zakonu karmelitów św. Szymonowi Stockowi, podczas objawienia jakie miał on w nocy z 15 na 16 lipca 1251 roku. Tym podarunkiem był szkaplerz, który Maryja nakazała nosić Szymonowi i jego braciom, aby chronił ich od grzechu ognia piekielnego.

Późniejsza wielka święta Karmelu i Kościoła powszechnego - siostra Teresa od Dzieciątka Jezus – została w dzieciństwie uleczona z choroby właśnie dzięki interwencji Maryi. Swe doświadczenie opisała ona następująco:

„Dzień 13 maja 1883 roku, święto Pięćdziesiątnicy. Leżąc w łóżku, zwróciłam mój wzrok na oblicze Matki Bożej i nagle Najświętsza Dziewica ukazała mi się niezwykle piękna – nigdy wcześniej niczego podobnego nie widziałam. Jej twarz promieniowała dobrem i czułością nie do opisania, jednak najbardziej zapadł w mą duszę czarujący uśmiech Najświętszej Dziewicy. W tym momencie wszystkie moje bóle zniknęły, a spod moich powiek wypłynęły dwie ogromne łzy i potoczyły się po mej twarzy. Były to łzy czystej radości… Ach, pomyślałam, Najświętsza Dziewica uśmiechnęła się do mnie, jestem szczęśliwa (…). To z jej przyczyny, dzięki jej intensywnym modlitwom, otrzymałam łaskę uśmiechu Królowej Nieba”.

Członkowie rodziny małej Tereski po owym doświadczeniu wielką czcią otaczali święty wizerunek Matki Bożej, czyli figurę, za pośrednictwem którego ich córka otrzymała łaskę zdrowia. Sama Teresa na kolejnych etapach życia, w tym i tym etapie zakonnym, nie przestawała dziękować Uśmiechniętej Dziewicy za łaskę zdrowia oraz uśmiechu. To za jej pośrednictwem ten kult zakiełkował w rodzinie karmelitańskiej, a jego owocem jest wiele uzdrowień, szczególnie z depresji oraz rozmaitych chorób duszy.

Warto nadmienić, że w roku obecnym w Zgromadzeniu Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus trwa peregrynacja figury Matki Bożej Uśmiechniętej. 28 maja t.r. obraz ten przybędzie do Sosnowca i pozostanie tu do 4 czerwca. Bardzo serdecznie polecam tę inicjatywę uwadze nas wszystkich. Pośród tej całej zawieruchy, zapowiedzi, jak to będzie źle i jeszcze gorzej, powszechnej walki o co się tylko da, zawiści i pieniactwa może uśmiech Maryi będzie tym znakiem opatrzności Bożej, który nas umocni i da pokój serca oraz duszy.

Nieustanną opiekę Matki Bożej możemy dostrzec także w dziejach Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek DzJ. Kiedy 14 września 1925 roku pierwsze siostry przybyły, aby zamieszkać w tym właśnie domu zakonnym, przy ówczesnej ul. Wiejskiej 25, zaczęły zmieniać i przebudowywać ów budynek, aby dostosować go do potrzeb życia zakonnego, a także na potrzeby prowadzonych przez siostry instytucji – ochronki, pracowni haftu itd. Urządzona także niewielką i bardzo skromną w swoim wystroju kaplicę. W głównym ołtarzu stanęła figura Najświętszego Serca Pana Jezusa, a po jej bokach figury Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa. Tak więc od początku funkcjonowania tego budynku jako dom Zgromadzenia sióstr karmelitanek, to właśnie Najświętsza Panienka czuwała nad tym miejscem. Czuwała cicho, niemal niewidocznie, nieustępliwie i spokojnie, wspierając modlitwy sióstr i wiernych świeckich, którzy tutaj powierzali Bogu swe życie i Jego szukali.

Tak samo czuwała Maryja nad nowymi placówkami, które z czasem zaczęły siostry tworzyć i otwierać. Kronikarka Zgromadzenia, odchodząc od suchego relacjonowania wydarzeń i dat, opisała w sposób niezwykle poetycki tzw. dom „Jakóbek” w Czernej w 1938 roku: „Chatynka drewniana z przybudowaną murowaną kapliczką, pod lasem, z rogatą kozą przy kołku, dwie stareńkie babusie, parę drzew owocowych na straży i olbrzymia figura Niepokalanej Dziewicy we framudze zaszklonej – korona rozlewającego się tu piękna – ot i wszystko. Babusie siadają na ławeczce pod starą jabłonią, wpatrzone rozmodlonym wzrokiem w Maryje pilnują kozy, by jadła, Siostry zaś swym ukazywaniem się przed domem czynią obraz niezwyczajny”. Tu także Maryja spokojnie, niemal niewidocznie, ale i nieustępliwie czuwała nad wspólnotą karmelitańską.

Powyższy obraz może nam uświadomić prostą prawdę, że Maryja czuwa nad wszystkimi swoimi dziećmi. Jutro wspominać będziemy rocznicę zamachu na Jana Pawła II w 1981 roku. Panuje powszechne przekonanie, w co także głęboko wierzył Jan Paweł II, że dzięki opiece Maryi uniknął śmierci w tym tragicznym dniu. Kulę, która go raniła przekazał do sanktuarium maryjnego w Fatimie, gdzie też została ona wprawiona w koronę figury Matki Bożej Fatimskiej. Natomiast przestrzelony pas papieski ze śladami krwi sam Jan Paweł II złożył jako wotum w klasztorze na Jasnej Górze podczas swojej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku. Jednakże przecież Maryja czuwanie tylko nad papieżami, czy królami. Powyżej przytoczony obraz skromnej i maleńkiej chaty nad którą czuwa Maryja, pozwala nam mieć nadzieję, że swą dłonią Maryja podnosi każdego z nas z upadku, chroni i otacza swą opieka każde życie. Także nasze!

Rzeczywistość zakonna przez kolejne dziesięciolecia przesiąknięta była ufnością w opiekę Maryi nad Zgromadzeniem i nad naszą Ojczyzną. W okresie międzywojennym siostry słuchały radiowych transmisji z Jasnej Góry w dniu 3 maja. Jak relacjonuje w 1939 roku kronikarka, słuchając owej transmisji: Cały nasz Karmel złączył się w tym wieczystym i świętym hołdzie Swej Matce i Królowej Karmelu. Wołałyśmy serdecznie i głośno: Królowo Pokoju, zachowaj nas od wojny. Nasza Matka pełna była ufności i zachęcała nas do niej, zalecała nam wierność Panu Jezusowi, Regule”. Matka Teresa Kierocińska nieustannie zachęcała w tym okresie siostry do ufnej modlitwy. Przewidywała nadchodzącą wojnę, uważając, że ludzie ostatecznie do niej doprowadzą swym postępowaniem i przyzwoleniem na grzech. A kiedy ostatecznie ta wojna wybuchła to tutaj w kaplicy klasztornej siostry wraz z mieszkańcami Sosnowca zbierali się na nabożeństwo w dniu 3 maja, uroczystość Królowej Korony Polskiej i pomimo zakazu okupanta niemieckiego śpiewali wspólnie podczas nabożeństwa majowego: Królowo Korony Polskiej, módl się za nami!

Ponieważ gromadzi nas dzisiaj wspólna modlitwa z prośbą o beatyfikację służebnicy Bożej M. Teresy Kierocińskiej to przypomnijmy, co ta mieszkanka Zagłębia mówiła o Maryi i jakie drogowskazy dla życia duchowego zostawiła nam w tej mierze.

Pierwsza myśl, zachowana i przechowana w pismach m. Teresy, to przekonanie o nieustającej miłości Matki Bożej do wiernych oraz wezwanie do nieustannego i ufnego szukania wstawiennictwa Matki niebieskiej:

Idź zawsze i wszędzie z Maryją, to Matka najlepsza – u Niej szukaj pomocy i obrony”.

Wspomniane powyżej przykłady z dziejów Zgromadzenia ukazują, że tak czyniono. Tylko dobry Bóg wie ile ufności okazały siostry Matce Najświętszej w swoich prywatnych modlitwach oraz jak często jej powierzały siebie, swoich bliskich, problemy Zgromadzenia, Kościoła świętego, czy całego świata.

Drugie wezwanie do kształtowania pobożności maryjnej m. Teresy brzmi:

„Niech Siostry będą dobrymi, pokornymi, cichymi, posłusznymi dziećmi Matki Najświętszej z Góry Karmel – niech idą Jej śladami, mając Ją ciągle w myśli i na ustach”.

Ta prośba m. Teresy skierowana do współsióstr jest kontynuacją i innym wyrazem tej wielkiej wiary Kościoła świętego, iż idąc przez nasze ziemskie życie z Maryją nigdy nie zginiemy. Kościół na całym świecie i w naszej Ojczyźnie głęboko wierzył, że oddając się w opiekę Maryi będzie szedł drogą wiary i znajdzie Chrystusa. Tak postąpił król Jan Kazimierz w 1656 roku, obierając Maryję królową Korony Polskiej; tak zrobili biskupi polscy w lipcu 1920 roku na Jasnej Górze, gdy w obliczu inwazji bolszewickiej uciekali się pod opiekę Bogarodzicy; tak postąpił Prymas Tysiąclecia, kiedy w ogromnym zagrożeniu istnienia wiary i wobec ogromnej demoralizacji komunistycznej ponowił śluby jasnogórskie. Tak samo uczyniła m. Teresa, chcąc ustrzec siostry od niebezpieczeństw i wskazać im prostą drogę wiary, prosiła, aby siostry szły śladami Matki Bożej.

Drogie Siostry! Drodzy Bracia i Siostry! I ty Księże, który mówisz te słowa! Idźmy za radą m. Teresy:

- w życiu naśladujmy Maryję, kochającą, cichą, dostrzegającą biednych, zatroskaną, płaczącą, ale i ufającą Bogu w doświadczeniach;

- rozmyślajmy o Jej życiu i cnotach, np. w modlitwie różańcowej, podczas pielgrzymek, peregrynacji oraz

- nie zaniedbujmy modlitwy kierowanej do Boga za jej wstawiennictwem. 

Amen!


6 maja 2022

Kazanie wygłoszone przez ks. dr. Mariusza Trąbę podczas Mszy św. o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy Kierocińskiej 12 kwietnia 2022 r. w Sosnowcu.

 


Kazanie wygłoszone przez ks. dr. Mariusza Trąbę podczas Mszy św. o beatyfikację 

Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy Kierocińskiej 12 kwietnia 2022 r. w Sosnowcu

 

Drogie Siostry, Bracia i Siostry!

Od Niedzieli Palmowej do Wielkiego Czwartku przeplatają się dwa wielkie wątki. Z jednej strony – radość z wjazdu Jezusa do Jerozolimy; radość i wesele z tego, że Bóg jest pomiędzy nami. Jest to radość, która obecna jest w psalmach i u proroków, że oto realizuje się wielki Boży plan – dzieło Zbawienia, jak to dzisiaj słyszeliśmy, nie tylko w narodzie izraelskim, ale także dla wszystkich ludów na całej ziemi. Oto pojawia się światło, które oświeci wszystkie narody i wszystkie pokolenia. Ta radość jest obecna także w Wielki Czwartek w Wieczerniku; razem z uczniami, którzy otaczają Jezusa i są z Nim – pełni radości i ufności.

Ta radość jednak przez kilka dni w liturgii przeplata się także z niepokojem i smutkiem. To już zapowiedź męki; to już wołanie psalmisty: „ Boże, mój Boże czemuś mnie opuścił?”. To już także w dzisiejszej Ewangelii zapowiedź zdrady i zapowiedź zaparcia się. Oto bowiem dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam fragment Ostatniej Wieczerzy. Jezus otoczony przez uczniów rozmawia z nimi, modli się, wspólnie spożywają posiłek. Cieszą się i radują ze swojej obecności, ale tą atmosferę zakłócają słowa Jezusa, który mówi, że „jeden z was Mnie zdradzi”. Jeden z nich dokona strasznego czynu i wyda Go Sanhedrynowi. Za chwilę padną słowa o tym, że ten, który miał być skałą – św. Piotr - dokona także straszliwego czynu, opuści Jezusa, wyprze się swojego nauczyciela. Te dwa wątki ciągle przeplatają się w liturgii.

Mamy także w dzisiejszej Ewangelii dwóch uczniów: Judasza i Piotra. Obaj już przeszli podobną drogę, obaj słuchali tych samych słów i widzieli te same dzieła swojego Mistrza – Jezusa. Obaj nie są doskonali; bo mogłoby się nam wydawać, że Judasz jest zły, a Piotr dobry, ale z Ewangelii dobrze wiemy, że nawet jeżeli Judasz kradł, to Piotr też miał sporo „w zanadrzu”. On też został skarcony przez Jezusa za to, że nie myśli po bożemu, a tylko po ludzku. On też myślał o tym, by realizować swój ludzki plan na życie Jezusa. Tutaj jednak – w chwili Ostatniej Wieczerzy - rozchodzą się ich drogi. Obaj popełnią grzech, obaj zaprą się Jezusa. Jeden go zdradzi i sprzeda żydom, drugi będzie uciekał i mówił, że Go nie zna. Dopiero późniejsza ich droga będzie odmienna. Judasz na tej swojej drodze pozostanie – ta droga poprowadzi go do śmierci. Piotr poprosi o przebaczenie, wróci do Mistrza, będzie z Nim i będzie świadczył o Nim aż do swej śmieci męczeńskiej. Dwóch uczniów, dwie różne drogi. To mówi nam jakimi my powinniśmy być uczniami Jezusa Chrystusa.

Zbiera nas tutaj także postać Matki Teresy Kierocińskiej, którą można nazwać wierną uczennicą Jezusa Chrystusa. Bowiem jej postać, jej życie bardzo podobne jest do życia tych uczniów, którzy byli właśnie tam w Wieczerniku. Jej postawa, jej czyny, jej słowa bardzo przypominają, są tożsame z postępowaniem ucznia Jezusa Chrystusa w Wieczerniku. Tylko kilka przykładów. Pierwsza rzecz: to taki rys charakterystyczny jej życia – nieustannie być z Jezusem na wzór ucznia w Wieczerniku. Ile to razy Matka podkreślała, że najważniejszym miejscem w domu zakonnym, w każdym klasztorze jest kaplica, a w tej kaplicy tabernakulum. Tutaj nawet na wykładzie, który poprzedzał nasze spotkanie modlitewne – tę Mszę Świętą, słyszeliśmy właśnie o tym, że Matka prosi o to, żeby ta kaplica, Jezus, który jest tu obecny był Tym, do Którego siostry zwracają się w każdych okolicznościach życia. „Starajcie się być bardzo wiernymi Panu Bogu, Pan Jezus z tabernakulum patrzy na was. Czy o Nim pamiętacie? Czy wszystko co czynicie z miłości do Niego?” – to tylko jedne ze słów Matki Założycielki, którymi zwracała się do swoich sióstr.

Drugi rys charakterystyczny z życia Matki – uczennicy Jezusa to: szukanie woli bożej i rozeznawanie tej woli bożej. Uczniowie w Wieczerniku byli przekonani, że wszystko wiedzą a Jezus im pokazywał, że te wydarzenia, które nastąpią mogą być dla nich nieoczekiwanymi. Tego ich uczył, przez cały okres gdy Jemu towarzyszyli. Ciągle tłumaczył im, że oto muszą iść do Jerozolimy, tam Mesjasz będzie uwieziony, umęczony i zabity, a oni jakby w to wszystko nie wierzyli. W Wieczerniku także cieszyli się swoją obecnością, cieszyli się, że są ze sobą a Jezus im dalej tłumaczy, że oto ten jeden Mnie zdradzi. Jak wynika z dzisiejszej Ewangelii nie wszyscy to zrozumieli, niektórzy myśleli, że kazał Judaszowi wyjść, iść z jakąś posługą charytatywną, a to nie tak. Tak samo było w życiu Matki Teresy Kierocińskiej, że trzeba było rozeznawać wolę bożą. Ona starała się w swoim życiu znaleźć tą drogę do Boga i drogę z Bogiem. To, że szukała tej swojej drogi życia zakonnego kiedy szła od furty do furty klasztornej i szukała tego zakonu, gdzie mogłaby to życie kontynuować – to już jest ten pierwszy etap. A później kiedy Zgromadzenie Karmelitanek Dzieciątka Jezus zostało założone, to już kolejna droga – każdego dnia, każdego tygodnia dokonywać kolejnych wyborów: Co zrobić? Czy pozostać w Towarzystwie Dobroczynności, czy nie? Czy znaleźć mieszkanie, czy budować kolejny budynek? Czy podejmować misję na kolejnych placówkach? - to wszystko działo się z Jezusem, rozeznając wolę bożą, bo uczeń Jezusa jest zawsze przy swoim Panu w Wieczerniku. To Judasz wyszedł z Wieczernika, Piotr w Wieczerniku został aby z Panem być.

Może jeszcze jeden przykład z życia Matki Teresy: to czynem pokazywać miłość. My wiele wiemy o dziełach, które Matka rozpoczynała i tutaj Zagłębie traktowała jako teren, gdzie swoją modlitwą, ale także konkretnym czynem, nauką, wychowywaniem dzieci, pomocą najuboższym, czy w okresie drugiej wojny światowej – pomocą, tym którzy są prześladowani – Matka okazywała pomoc tym, którzy tego potrzebowali. Jezus w Wieczerniku także okazuje pomoc tym, którzy tego potrzebują. On umacnia Swoich uczniów. On do ostatniej chwili walczy o Judasza, mówiąc mu, prosząc go, wychodząc do niego, starając się go zatrzymać w Wieczerniku – a jednak Judasz odchodzi. Piotra przestrzega chociaż wie jednak, że jak to człowiek może upaść, ale przestrzega go przed tym co się stanie, przed doświadczeniem, przed trudnym sprawdzianem swoich przeżyć. Matka Teresa czynem na wzór Jezusa okazywała miłość tym, którzy tego potrzebowali. Starała się wzorem Jezusa umacniać, chronić, opiekować się, wspierać siostry, ale także osoby z poza klasztoru, które tej opieki potrzebowały.

Jaki z tego wszystkiego wniosek dla naszego życia duchowego? Ostatnio zauważyłem taką rzecz i to głosząc kazania czy rekolekcje np. dla dzieci: my dobrze wiemy, że mamy dobrze postępować. Gdy pytam na kazaniach: „Co mamy robić dla osób potrzebujących?”, to dzieci zaraz powiedzą: „ Trzeba coś ofiarować, dać kromkę chleba, trzeba zrobić przelew – mówią takie bardziej sprytne – ale żadne dziecko nie powie, że trzeba się za nich pomodlić. Przez wieki jakby zalecano to w nauce chrześcijańskiej, że wiara musi iść przed czynami, że czyny miłosierdzia chrześcijańskiego muszą wynikać z naszej wiary. Dzisiaj jakby ludzie zapominają o wierze. Myślą, że wystarczy tylko coś dać i sprawa jest już załatwiona. Te dzieci nie mają świadomości wiary: „Mogę coś zrobić i to wystarczy”. Nie ma tam wiary w Jezusa Chrystusa, nie ma radości z tego, że Jezus Chrystus jest moim Zbawicielem, że to ze względu na Niego ja idę z Nim przez doświadczenia swojego życia. Tu jest tylko kwestia materialna: trzeba dać, zadbać o potrzeby materialne. Tłumaczyłem tym dzieciom, co na przykład można zrobić gdy ktoś się boi? Jeżeli ktoś jest przerażony? Jeżeli ktoś odczuwa smutek, lęk o swoich najbliższych? Nikt nie powiedział, że trzeba się za takie osoby pomodlić. To taki jeden z symptomów tego, że zanika wiara w tą rzeczywistość duchową, nadprzyrodzoną. To symptom tego, że bardzo wierzymy w rzeczy materialne a nie wierzymy w to, że Jezus jest obecny pośród nas i to On Swoją siłą i miłością potrafi przemieniać ludzkie serca. To On rzeczywiście jest obecny pod eucharystycznymi postaciami i to Jego moc sprawia, że idziemy drogą zbawienia, że to On nas zbawia. To On pokonał grzech i śmierć na krzyżu, że to tylko z Nim my także możemy pokonać grzech i śmierć. Trzeba więc w naszym życiu duchowym równoważyć i myślę, że Matka Teresa to bardzo dobrze robiła. Z jednej strony dlatego może być dla nas takim przykładem co do realizacji prawdziwej misji ucznia Jezusa Chrystusa, głębokiej wiary w Jezusa Chrystusa – naszego Zbawiciela, która to głęboka wiara przekłada się na czyny miłości a celem czynów wiary jest życie wieczne z Bogiem.

Niech Pan Bóg nam wszystkim błogosławi. Amen.


16 kwietnia 2022

Życzenia wielkanocne Czcigodnej Sługi Bożej M. Teresy Kierocińskiej


 

7 kwietnia 2022

Kazanie wygłoszone przez ks. dr. Mariusza Trąbę podczas Mszy św. o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy Kierocińskiej 12 marca 2022 r. w Sosnowcu.



Drodzy Siostry i Bracia,

 

Wskazanie Jezusa z czytanej dzisiaj Ewangelii wydaje się bardzo proste, jasne i klarowne: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”. Trzeba jednak przyznać, że ta krótka i prosta sentencja jest niezwykle trudna do zrealizowania w życiu codziennym. Bowiem co to oznacza, by miłować swoich nieprzyjaciół? Biorąc na przykład dzisiejszą sytuację za naszą wschodnią granicą, czy to znaczy by nie reagować na to, co się dzieje dzisiaj na Ukrainie? Czy Ukraińcy powinni kwiatami, z radością witać najeźdźców rosyjskich? Czy to oznacza, żeby po prostu nie reagować?

Zawsze kiedy mamy wyjaśnić ten fragment z Pisma świętego, to może nam pomóc przykład z dziejów naszej Ojczyzny. I na pewno każdy, kto chodził do szkoły i był na lekcjach historii, pamięta rok 1410 – bitwę pod Grunwaldem. Król Władysław Jagiełło pokonał zastępy krzyżackie. Warto wiedzieć, że współcześni opisujący to wydarzenie podkreślali wielkie zwycięstwo militarne króla. Jednakże jako ogromną zasługę Jagiełły podkreślali także nie to, że tę bitwę wygrał i pokonał nieprzyjaciół; ale, że jako dobry i prawy chrześcijanin, po bitwie nakazał zebrać wszystkie ciała pokonanych, odesłał do Malborka by je pochowano. Rannych kazał znieść z pola walki, opatrzyć,  powierzyć opiece lekarzy; zaczął modlić się za tych, którzy zginęli, za wszystkich bez wyjątku.

Jako Polacy doświadczaliśmy różnych klęsk, prześladowań, wojen, najazdów. I zawsze potrafiliśmy na te nieszczęścia dać odpowiedź jak król Jagiełło – odpowiedź chrześcijańską. Bo wspomniane powyżej wskazanie Jezusa nie mówi o tym, żeby nie reagować na zło kiedy zwraca się ono przeciw nam z nienawiścią, najazdem, przemocą. My mamy kochać naszych nieprzyjaciół – to znaczy nie odpłacać złem za zło; widząc zło, które się dokonuje, które nas dotyka pokazać, umieć, mieć tę umiejętność życia duchowego, żeby popatrzeć na to z perspektywy Bożej i zobaczyć w tych, którzy czynią zło, ludzi nieszczęśliwych, którzy już dawno zostali odkupieni. Naszym zadaniem nie jest innych oceniać i sądzić. Naszym zadaniem jest kochać. Jeżeli widzimy zło, które się dokonuje, to właśnie naszym chrześcijańskim zadaniem jest poprzez miłość naprawiać skutki złego postępowania innych.

Dzisiaj na tej Mszy świętej gromadzimy się prosząc szczególnie Pana Boga o łaskę beatyfikacji Matki Teresy. Jej życie dobrze pokazuje wielką prawdę o miłowaniu nieprzyjaciół. Pierwsze wydarzenie jakie można wspomnieć z jej życia, to okres lat 20., kiedy siostry nie miały swojego domu, jeszcze zanim przywędrowały na to miejsce. Przekazy kronikarskie opisały fakty dość zwięźle i ogólnikowo. Ale dobrze wiemy, możemy z tych krótkich kronikarskich notatek czy ustnych przekazów wywnioskować, że życie pierwszych sióstr karmelitanek było ciężkie. Nie mogły one tutaj w Sosnowcu znaleźć takiego miejsca, gdzie współczesne otoczenie rozumiałoby na czym polega życie zakonne. Każdy chciałby coś innego. Nawet gdy pierwszy – jakby dobroczyńca, który sprowadził siostry – jakoś tego nie rozumiał. Ksiądz Franciszek Raczyński chciał przede wszystkim pracy w zakładach Towarzystwa Dobroczynności. W kolejnych miejscach, w których siostry mieszkały miały różnych sąsiadów, dla których ideał życia zakonnego był czymś zupełnie niezrozumiałym. Nie obeszło się bez złośliwości, obmowy, czy nawet kradzieży skromnego mienia.

A co na to Matka Teresa? Można było powiedzieć: No cóż uciekamy stąd, pójdziemy na Śląsk, gdzie nam proponują dobre miejsce i dobre otoczenie! Czy może: Szukajmy innego miejsca, gdzie nas przyjmą! Były przecież takie sugestie i propozycje. Matka Teresa nie zdecydowała się opuścić tego konkretnego miejsca – Sosnowca i Zagłębia Dąbrowskiego. Z odwagą pokonywała przeszkody, gdyż widziała, że właśnie tu potrzeba naprawy, ewangelizacji i walki o dusze ludzkie. Została – i to właśnie jest miłowanie nieprzyjaciół. Bo tu potrzeba było świadków Chrystusa. Nawet jeśli ktoś nie rozumie, krzywdzi, wyśmiewa, my właśnie zostajemy, aby uleczyć to, co chore; aby dzięki łasce Bożej przemieniać ten mały nasz świat, w którym jesteśmy i żyjemy.

Druga sytuacja z życia Matki Teresy to okres drugiej wojny światowej. Trudno wymienić wszystkie okrucieństwa tego czasu: śmierć, prześladowanie, choroby, aresztowania, obozy koncentracyjne, morderstwa itd. I w tym wszystkim, kiedy śledzimy listy, kroniki zakonne, korespondencje zakonne, to nigdzie nie trafimy na słowa nienawiści czy przekleństwa wobec sprawców tych okrucieństw. Nie było w niej i zgromadzonych wokół niej sióstr nienawiści. Zawsze była głęboka ufność i przekonanie, że trzeba być wiernym sługą, że trzeba ufać Bożej Opatrzności i ku niej kierować swoje myśli, prośby i błagania. A Bóg, który wszystko widzi, On to wynagrodzi. I to właśnie jest piękna realizacja tego zadania, zachowanie duchowego wskazania o miłowaniu nieprzyjaciół. Nawet w najcięższej godzinie wydawało się zwycięstwa oprawców,  serce Matki Teresy nigdy nie zbłądziło poddając się nienawiści. Zawsze była gotowa do pomocy i miłości.

Dla wielu wskazanie Jezusa o miłości nieprzyjaciół pozostaje jedynie pięknym aforyzmem w skarbnicy mądrości ludzkiej. Dla chrześcijan jest wezwaniem dla ciągłego i nieustannego rozwijania swego życia duchowego, aby w ciężkich doświadczeniach postępować zgodnie z przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Osoba wierząca wie, że nie jest sama, ale że współpracuje ona z łaską Bożą. Tylko w ten sposób możemy wznosić się ponad nasz umysł hardy, nad nasze zranienia i starać się miłością ten świat budować.

Więc jeśli nawet wydaje nam się, że to wskazanie jest niezwykle trudne, pamiętajmy, patrząc właśnie na przykład Matki Teresy, że jest ono możliwe do zrealizowania. Na pewno w naszym życiu jest tak, że ktoś nas zranił, ktoś wyrządził jakąś szkodę. Jednak nie można tego porównać do prześladowań i nieszczęść jakie dotknęły naszych przodków podczas II wojny światowej. Matka Teresa potrafiła nawet w tym straszliwym okresie okazać wielkość duchową w miłości do nieprzyjaciół. Trzeba jednak uważać, aby nasze deklaracje nie były jedynie pustymi słowami. Dziś – u początków wojny na Ukrainie – wielu z naszych rodaków pomaga uchodźcom, otwierając swe domy i przekazując pomoc ze swych zasobów. Wielu wypowiada wiele pięknych i wzniosłych słów. Czas pokaże, czy zamienią się one w codzienne wsparcie i codzienną życzliwość oraz miłość. Matka Teresa ukazała nam swoim życiem drogę realizacji chrystusowego przykazania miłości nieprzyjaciół – wspierajmy tych, którzy pomocy potrzebują; nie ustępujmy przed złem, choć wydaje się czasem, że ono już tryumfuje; módlmy się także za tych, którzy uciekają się do wojny i przemocy o opamiętanie i nawrócenie dla nich; swą pracą i posługą „leczmy” te rany świata, które zadał grzech i nienawiść. Tak czyniła Matka Teresa. Prosimy, aby dziś orędowała za nami i wspierała w tej naszej drodze i w tych codziennych naszych wyborach. Amen! 

27 lipca 2021

75 rocznica śmierci Czcigodnej Sługi Bożej Teresy od św. Józefa

Dnia 12 lipca 2021 r. w zakonnym kościele Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu była sprawowana uroczysta Eucharystia o beatyfikację Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy od św. Józefa, Janiny Kierocińskiej. Mszy św. przewodniczył ks. Mariusz Karaś, kanclerz Kurii sosnowieckiej,  homilię wygłosił o. Szczepan Praśkiewicz OCD relator Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych z Rzymu. 

Po Mszy św. zostały odczytane prośby i podziękowania do Służebnicy Bożej.

Poniżej zamieszczamy tekst homilii.





Kazanie o. Szczepana T. Praśkiewicza OCD

wygłoszone w Sosnowcu

z okazji 75. rocznicy śmierci Matki Założycielki

Czcig. Sługi Bożej Teresy od św. Józefa Kierocińskiej

(12 lipca 2021)

 

Czcigodny Księże Kanclerzu, Drogie Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus, duchowe córki Czcig. Sługi Bożej Matki Teresy od św. Józefa Kierocińskiej, na czele z Matką Generalną, Radnymi Generalnymi, Siostrami Prowincjalnymi i wszystkimi trzema postulatorkami: rzymską, łódzką i tutejszą - sosnowiecką. Siostry i Bracia w Chrystusie, zwłaszcza z karmelitańskiego zakonu świeckich i bractwa szkaplerznego!

 

Ewangelia przed chwilą odczytana mówiła nam o radykalizmie, jakiego Pan Jezus oczekuje od tych, którzy za Nim postępują. „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. (…) Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,37-39).

Takim radykalizmem ewangelicznym, nawet w dosłownym tego słowa znaczeniu żyła i znalazła prawdziwe życie w naśladowaniu Pana Jezusa, Czcig. Sługa Boża Teresa od św. Józefa, Janina Kierocińska. Mówię w dosłownym tego słowa znaczeniu, wszak by zrealizować swoje zakonne powołanie, postanowiła nawet podjąć w swej młodości ucieczkę z domu rodzinnego, bo bardziej niż swego rodzonego ojca ukochała Chrystusa, i chciała przynależeć do Niego. On zaś, Pan Jezus tak wszystkim pokierował, że początkowo zbuntowany ojciec przyjął Bożą wolę, a gdy po latach zachorował, zaopiekowała się nim właśnie  ona, umiłowana córka, i na jej rękach umierał. Dowodów na radykalizm ewangeliczny w życiu Czcig. Sługi Bożej mamy bardzo wiele; praktycznie było ono całe tymże radykalizmem przepełnione, co stwierdziło dochodzenie kanoniczne w jej procesie beatyfikacyjnym, dochodzenie uwieńczone papieskim dekretem o jej heroicznych cnotach, ogłoszonym przez Papieża Franciszka 3 maja 2013 roku.

Moi drodzy, dziś zgromadziliśmy się tutaj na modlitwie i Eucharystii w wyjątkowych okolicznościach. Bo oto dokładnie 75 lat temu, 12 lipca 1946 roku, w godzinach rannych, bo jeszcze przed dziesiątą, Czcig. Sługa Boża Matka Teresa, zawsze kierująca się w życiu ewangelicznym radykalizmem, odchodziła w tym sosnowieckim, macierzystym Domu Zgromadzenia do wieczności, do nieba. Z modlitwą na ustach i z uśmiechem na twarzy, jakkolwiek bardzo cierpiąca z powodu zapalenia otrzewnej, otoczona swoimi duchowymi córkami, potwierdzała ostatnim tchnieniem swego doczesnego życia przynależność do Chrystusa, jedynego Oblubieńca swego serca, którego dziecięctwo i którego Najświętsze Oblicze ustawicznie kontemplowała; innymi słowy potwierdzała na wzór Maryi Dziewicy, Matki Syna Bożego i naszej Niebieskiej Matki, swoje fiat w służbie Boga i bliźnich, jakie wcześniej wyraziła przyjmując z rąk Ojca Założyciela – Sługi Bożego Anzelma od św. Andrzeja Corsini (Macieja Gądka) – habit karmelitański, suknię Matki Najświętszej.

Trzy dni potem, 15 lipca, tj. w wigilię uroczystości Matki Bożej Szkaplerznej owego 1946 roku, gdy osierocone duchowe córki, a wraz z nimi cały pokryty żałobą Sosnowiec, odprowadzili ją na miejscowy cmentarz, przewodniczący uroczystościom pogrzebowym bp Stanisław Czajka wypowiedział prorocze słowa: „Matka Teresa winna być w rzędzie kandydatek do beatyfikacji. Należy bowiem do tych dusz, które walcząc o przyjście Królestwa Chrystusowego, nie ugięły się pod trudami i cierpieniami. Tak licznie zebrani mieszkańcy Sosnowca dają dowód swego szacunku i czci, jaka ich serca napełniła wobec Założycielki Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Dzieło Jej będzie trwało, bo było budowane cierpieniem i ofiarną miłością. Służyła wiernie Bogu i ludziom, przeto nagroda Jej wielka być musi przed Bogiem”[1].

Duchową sylwetkę Czcigodnej Sługi Bożej charakteryzuje najlepiej i najbardziej syntetycznie napis, jaki umieszczono na Jej nagrobku na cmentarzu przy ul. Mireckiego; napis – jest to bardzo wymowne – który ułożył sam Ojciec Założyciel, Sługa Boży o. Anzelm. Przywołajmy zatem jego treść: „Matka Teresa od św. Józefa, Założycielka Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, Janina Kierocińska, ur. 14 czerwca 1885 roku w Wieluniu, pełna miłości Boga i bliźniego, pokorna w służbie ubogich, wierna w powołaniu, wielka dziełami miłosierdzia wśród zawieruchy wojennej, uświęcona modlitwą, cichym cierpieniem, ofiarą z siebie, uwieńczona w sercach swych córek duchowych, opromieniona cnotami, zasnęła w Panu 12 lipca 1946 roku w Sosnowcu”[2].

Sługa Boży o. Anzelm bardzo cenił Matkę Teresę i był świadomy jej trudu w kierowaniu Zgromadzeniem w trudnych czasach wojny, kiedy sam musiał przebywać w Rzymie. Chwalił ją, – i są to jego słowa –  „że wytrwała i okazała się heroiczną”[3]. Pisał o „jej śmierci (…) i tryumfalnym pochodzie na wieczne odpocznienie, [które] stały się jakby posiewem Zgromadzenia”[4] – to nadal jego słowa. Ustawicznie przypominał Siostrom rolę, jaką odegrała ona dla przyszłości swej rodziny zakonnej. Napisał jeszcze: „Przez ćwierć wieku przewodniczyła zgromadzeniu swoją ofiarą i męczeństwem Matka Teresa, Fundatorka, która swoimi heroicznymi cnotami położyła najtrwalsze jego fundamenty”[5]. Dlatego też już w 1964 roku wystąpił z wnioskiem do Kapituły Generalnej Zgromadzenia o „rozpoczęcie starań o beatyfikację i ożywienie pamięci Matki Założycielki w całym Zgromadzeniu przez wypraszanie łask za Jej wstawiennictwem”[6].

Moi drodzy, Czcig. Sługa Boża Matka Teresa, za jej radykalizm ewangeliczny i heroizm w służbie Bogu i bliźnim, tutaj w Sosnowcu, stolicy powstałej w 1992 roku diecezji, jest także nazywana Matką Zagłębia i tak określił Ją sam św. Jan Paweł II, który nawiedził Sosnowiec w czerwcu 1999 roku[7].

Dzisiaj, podczas tej rocznicowej Eucharystii, w 75.lecie śmierci Czcig. Sługi Bożej, w Roku Jubileuszowym Stulecia Zgromadzenia, przyprowadza nas do Jej grobu nie co innego, jak tylko to, by dziękować dobremu Bogu za tę wielką Niewiastę i za Jej życiowe dzieło, tj. za to Zgromadzenie zakonne, którego jest Matką i dla którego była i pozostaje wzorem ewangelicznego radykalizmu w duchu Ewangelii.

Co więcej, jesteśmy tu, także po to, aby modlić się, aby prosić dobrego Boga o łaskę beatyfikacji, łaskę wyniesienia Matki Teresy do chwały ołtarzy, by tym samym jej budujący przykład życia, jej heroiczne cnoty, jej ewangeliczny radykalizm były dane do poznania wszystkim ludziom dobrej woli. Autorytetem papieskim zostały już potwierdzone jej heroiczne cnoty, potrzeba jeszcze takiego zatwierdzenia cudu za jej przyczyną, który stanowiłby nadprzyrodzoną pieczęć nad jej świątobliwym życiem i który pozwoliłby Ojcu Świętemu na wpisanie jej w poczet błogosławionych. O ten cud trzeba nam się modlić i wypraszać go przed Bożym tronem. Bardzo bowiem potrzebujemy nowych świętych i błogosławionych, nowych patronów i orędowników, „świętych z sąsiedztwa” – według wyrażenia Papieża Franciszka[8].

Dzisiejszy człowiek, tak bardzo zagubiony, tak często nie nadążający, nie potrafiący sprostać rytmowi obecnego, wyzutego z sacrum życia, tak bardzo oszukiwany przez marketing i reklamę, poszukuje bowiem świadków Chrystusa i Jego Ewangelii, i tylko świadkom jest zdolny uwierzyć. A przecież, najdrożsi, Matka Teresa takie świadectwo ewangelicznego radykalizmu nam oferuje, i trzeba o tym głośno mówić, trzeba to rozgłaszać, trzeba o tym pisać, trzeba to publikować. Już święty papież Paweł VI powiedział w adhortacji Evangelii Nuntiandi, że świat dzisiejszy bardziej niż nauczycielom wierzy świadkom[9], a św. Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Missio dodał, że ten dzisiejszy świat wierzy bardziej doświadczeniu, aniżeli doktrynie, bardziej faktom, aniżeli teoriom[10]. W Novo Millennio Ineunte nadto podkreślił, że ludzie oczekują od chrześcijan nie tyle, aby mówili im o Chrystusie, ile raczej by ukazywali Go im własnym życiem…, aby – cytuję dosłownie Ojca Świętego – „pozwolili im Go zobaczyć”[11], co tak często przypominali papież senior Benedykt XVI i co obecnie czyni papież Franciszek, który pozostaje jeszcze w szpitalu po operacji chirurgicznej.

Matka Teresa tak właśnie czyniła. Poprzez swoje rozmodlone i ofiarne życie, poprzez swoje posługiwanie wobec bliźnich: dzieci, sierot, chorych, strapionych, Żydów, pozwalała im zobaczyć Chrystusa… I właśnie dlatego – powtarzam – potrzeba, aby to jej świadectwo, poprzez wyniesienie jej na ołtarze, dane było poznać szerokim rzeszom wiernych, by pociągnąć ich do Chrystusa i do Jego Ewangelii!

Nie są zdolne, nie mogą dać szczęścia, a tym bardziej nie mogą dać zbawienia człowiekowi różne trendy współczesnego świata, które złudnie obiecują mu szczęście, a w gruncie rzeczy prowadzą go do duchowej pustki i zagubienia. Człowieka zbawić, dać mu prawdziwe szczęście, może bowiem tylko Chrystus! Ten sam, który był siłą i mocą życia i posługiwania Matki Teresy; ten sam, który w dzisiejszej Ewangelii mówił nam o potrzebie radykalizmu, jakim ona żyła i w tym radykalizmie ustawicznie trwała. Tylko On, Jezus Chrystus, Jego Matka i Święci Pańscy, w tym szczególnie św. Józef, którego rok obchodzimy, byli dla niej odniesieniem. Przed tym Chrystusem, już to w tajemnicy dziecięctwa, już to w misterium Eucharystii, już to w nabożeństwie do Najświętszego Jego Oblicza – dlatego też ten kościół w którym spoczywa nosi takie właśnie wezwanie – ustawicznie się korzyła. Jego, Chrystusowe skrwawione oblicze dostrzegała w cierpiących sierotach, dzieciach żydowskich, starcach, chorych, więźniach i partyzantach. Dlatego dla wszystkich, nie lękając się restrykcyjnych zarządzeń władz okupacyjnych, spieszyła z pomocą, bo wiedziała – jak to przypomniała nam dzisiejsza Ewangelia – że każdy podany chociażby najmniejszym kubek świeżej wody, nie zostanie przed Panem zapomniany (por. Mt 34, 42).

Wytrwała – powtarzam – z Chrystusem do końca, co potwierdziła jej chwalebna śmierć sprzed  75-ciu laty. Inspirujmy się zatem przykładem jej świątobliwego życia, módlmy się o jej beatyfikację, prośmy dobrego Boga o łaski za jej wstawiennictwem, aby mogła, już nie tylko dla Zgromadzenia, którego jest Założycielką, nie tylko dla Zagłębia i Sosnowca, którego jest Matką, ale i dla nas wszystkich stać się patronką i orędowniczką, ucząc nas wierności łasce naszego życiowego powołania; ucząc nas autentycznego, ewangelicznego radykalizmu. Amen.



[1] Cytat za: S. Eliasza od Miłosierdzia Bożego, Sł. B. Matka Teresa od św. Józefa, Janina Kierocińska…, Marki 1996, s. 178.

[2] Tamże, s. 179.

[3] Listy do Zgromadzenia: Na 40-stą rocznicę Zgromadzenia, [Łódź 1961].

[4] Tamże.

[5] Tamże, Na 46-tą rocznicę Zgromadzenia, Łódź, 31 grudnia 1967.

[6] Polscy Święci, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1986, tom 9, s. 267.

[7] Zob. L’Osservatore Romano, 20 (1999) nr 8 (215) s. 95.

[8] Franciszek, Gaudete et exsultate, 7.

[9] Paweł VI, Evangelii Nuntiandi, 41

[10] Jan Paweł II, Redemptoris Missio, 42. 

[11] Jan Paweł II, Novo Millennio Ineunte, 16.