Portret duchowy

"Bóg jej wystarczał. Wpatrzona w ducha Karmelu, w ducha kontemplacji, jednocześnie żyła aktywnym działaniem na rzecz Boga. Właśnie dlatego tak krzątała się przy biednych dzieciach, przy ludzkich sprawach, przy robotnikach i ludziach Zagłębia." - Ks. Abp Stanisław Nowak, Metropolita Częstochowski

Z duchowych pism

"Każda trudność jest możliwa do rozwiązania, gdy jest się z Bogiem." - Matka Teresa od św. Józefa

Modlitwy za przyczyną Sługi Bożej

"Uczmy się tej wrażliwości na człowieka i na jego sprawy, wpatrując się w życie i posługę patrona waszej diecezji, świętego Brata Alberta Chmielowskiego i Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, zwanej Matką Zagłębia." - św. Jan Paweł II

Proces beatyfikacyjny

"Tak jak Hiszpanie chlubią się la Santa Teresa, a Francuzi Małą Teresą klauzurową, tak my możemy się chlubić naszą Matką Teresą" - O. Otto Filek OCD

Wypowiedzi o Matce Teresie

"Choć czyny jej i poświęcenie nie rzucały się w oczy za życia, bo umiała się jakoś dziwnie ukryć w gronie swoich Sióstr zakonnych - niemniej jednak wyryły się głęboko w sercach i pamięci ludzkiej". - O. Bernard Smyrak OCD

Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homilia. Pokaż wszystkie posty

10 lipca 2020

Homilia Biskupa Antoniego Długosza, Wieluń 14 czerwca 2020 r.


Ukochani!

„Jezus widząc tłumy litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza … Wtedy przywołał do siebie dwunastu ... i tych to dwunastu wysłał Jezus …”

Wtedy przywołał do siebie uczniów … I tak dzieje się aż po dzień dzisiejszy, przez przeszło dwa tysiące lat. To Jezus przywołuje i posyła.

To On widzi znękanych i porzuconych, widzi też zapaleńców, gorliwych i gotowych pójść za Nim bo głos Jego znają. Jezus widzi człowieka, aż do głębi jego duszy, można powiedzieć, że Jezus bezbłędnie „czyta” człowieka. Bo czyta się nie tylko książki, czyta się ludzi z mimiki twarzy, czyta się z wypowiadanych słów z zachowania, a nawet ze sposobu ubierania się i wielu innych cech.

Jezus pragnął aby ludzie, słuchający nauk apostołów, uczniów czy powołanych odkryli Bożą naukę, a patrząc na ich postępowanie zaczęli wierzyć w Chrystusa. Aby wezwani, byli czytelnymi świadkami Ewangelii, aby wiara ich była czytelna, a ich powołanie objawiało światu wspaniałość Bożych prawd.

Tu zatrzymajmy się na chwilę w tej wieluńskiej świątyni. Właśnie w tej przestrzeni miejsca Jezus zobaczył, Jezus przywołał i Jezus posłał, małą Janeczkę późniejszą Matkę Teresę od świętego Józefa (sługę Bożą) – Janinę Kierocińską z pochodzenia wieluniankę współzałożycielkę Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Dlatego tu jesteśmy, gdyż dziś obchodzimy 135 rocznicę Jej urodzin.

Na ziemię żyzną została posiana, wsłuchała się w Jezusowe wołanie, przyjęła je i wydała owoce. Chciała być żywą, czytelną księgą Ewangelii.

Matka Teresa nie napisała ani jednej książki, ani żadnego artykułu do czasopism, a chciała aby jej życie było czytane aż do zachwytu, aż do naśladowania Jezusa. Zamiast pisać książki formowała w sobie i w siostrach prawdziwy obraz Jezusa Syna Bożego. Pragnęła, by każdy kto spotka ją samą, czy Karmelitankę Dzieciątka Jezus poczuł powiew Ewangelii, miał przekonanie jakby przeczytał kilka stron Dobrej Nowiny i uwierzył, że Bóg jest Miłością.

Na osobę Matki Teresy można patrzeć z wielu stron. Można patrzeć na nią:

· Jako na posłuszne dziecko, które czekało na błogosławieństwo rodzonego ojca, aby móc rozpocząć życie zakonne,

· Jako na tę, która z wielką determinacją szukała miejsca w klasztorach, gdzie mogłaby służyć Bogu,

· Jako na tę, która z heroizmem niosła ciężar odpowiedzialności za tworzenie i prowadzenie nowej rodziny zakonnej – Karmel Dzieciątka Jezus,

· Jako na tę, która pochylała się nad niewyobrażalną ludzką biedą, będąc sama z siostrami w skrajnym ubóstwie,

· Jako na tę, która tworzyła pracownie szycia i haftu dla dziewcząt zagrożonych wywózką do Niemiec, która stworzyła dom dziecka, objęła edukacją dzieci pozbawione możliwości nauki w szkole, która ryzykowała życiem ukrywając dzieci żydowskie i partyzantów,

· Jako na tę, która uciszała swoje utrudzone i niekiedy zranione serce przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie, często w godzinach nocnych, cała rozmodlona …

Prawdą jest, że można widzieć Matkę Teresę, jako wielkiego społecznika, filantropa osobę charytatywnie poświęcającą się bez reszty sprawie ludzi. I jest to święta prawda. Tymczasem nam nie tylko chodzi o świętą prawdę, ale o pełną prawdę, a ta dopiero odsłania jej ogromne bezgraniczne pragnienie zjednoczenia jej duszy z Bogiem w Chrystusie przez Maryję.

Jej głęboka więź z Bogiem prowadziła do pogłębiania się jej życia duchowego. Zjednoczenie z Bogiem oznaczało dla Matki zespolenie jej własnej woli z wolą Bożą. Pisała o tym do Sióstr Zgromadzenia: „…największa świętość to złączenie naszej woli z Wolą Bożą”. Podczas rozmów z Siostrami wyjaśniała, że Wola Boga jaką Bóg kieruje względem nas jest największym wyróżnieniem dla człowieka. Mówiła, że nikt w przyrodzie w całym dziele stworzonym nie otrzymał daru wolnej woli tylko człowiek. Wolna wola to przywilej i radość duszy „móc” robić to czego Bóg ode mnie pragnie. Dla Sługi Bożej – Matki Teresy Bóg był kimś bardzo bliskim, którego w osobie Jezusa Chrystusa miłowała jako Oblubieńca. W osobistych zapiskach zanotowała: ”Jezus to życie, to miłość ku nam nieskończona, dla Tej Miłości powinnyśmy robić, choćby to nas najwięcej kosztowało”.

Jezus Miłość Oblubieńcza, to też „Jednorodzony Syn Ojca Przedwiecznego”, który „od żłóbka, aż do krzyża wyznaje, że jest Synem Swego Ojca”, tak głoszą Konstytucje Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.

Wszystkie prace jakie Matka wykonywała, jej działalność dobroczynna na zewnątrz i ta wewnątrz zgromadzenia, każdy kontakt z ludźmi zarówno świeckimi jak i duchownymi nacechowany był pełną kulturą, szacunkiem, zaangażowaniem, ale nade wszystko zaufaniem i miłością do Boga i chęcią sprawiania Bogu i ludziom radości. Powtarzała Siostrom: „Kto zaufał Bogu ten nigdy nie będzie zawiedziony!” ponieważ „On sam będzie się troszczył o wasze potrzeby”. We wszystkim ufała, ufała Bogu. Jedna z Sióstr, która znała Matkę Teresę zapytana: „Jak by określiła jednym zdaniem duchowość Założycielki…” odpowiedziała bez chwili wahania: Heroicznie, heroicznie ufała Bogu w cierpieniu i doświadczeniu, w najtrudniejszych chwilach niesamowicie była pokorna… krzywdząco oskarżana, upadała na kolana w geście przeproszenia…”.

A trudności nie brakowało można by przywołać niektóre z nich: braki finansowe, brak środków do życia i działalności, tułaczka przez brak stałego miejsca zamieszkania, później spłata długów za kupno domu, choroby Sióstr przy skrajnym ubóstwie.

Sytuacja ekonomiczna, moralna i religijna środowiska a konkretnie Sosnowca nie były zachęcające. Czas, w którym powstało Zgromadzenie i gdzie Opatrzność Boża posłuszeństwem postawiła Matkę nie był łatwy. Polska jeszcze dobrze nie otarła łez po pierwszej wojnie, niepodległość jeszcze nie miała silnego głosu i wtedy zjawiła się ta druga okrutna wojna światowa.

Najboleśniejsze jednak trudności, które najgłębiej raniły serce Matki to wszech zjawiające się niezrozumienia, brak zaufania ze strony duchowieństwa diecezjalnego, ale i od Karmelitów Bosych, a nawet od niektórych Sióstr. Lista utrapień Matki mogłaby być jeszcze dłuższa. Pytamy skąd czerpała moc, siłę do stawiania czoła tym wezwaniom? Jak cierpienia wpływały na jej kondycję duchową?

Siłą Matki Założycielki do pokonania piętrzących się trudności była nieustanna modlitwa, niezachwiana wiara w moc Boga, bezgraniczne zaufanie Opatrzności i Miłości Miłosiernej. Jeden ze świadków w procesie beatyfikacyjnym Matki Teresy stwierdził: :Im bardziej cierpiała, tym mocniej jednoczyła się z Bogiem na modlitwie”.

Jeszcze jedna siła umacniała Matkę, a mianowicie niepodważalne przekonanie, że Zgromadzenie wyrosło z Woli Boga Najwyższego, że Bóg chce tej wspólnoty, że Dzieciątko Jezus jest Jedynym Jego Założycielem, a Maryja Królowa Karmelu jest jego Matką.

Matka wierzyła, że Bóg tak umiłował nas, że dał Syna swego czystego, ubogiego i posłusznego, nie tylko aby zbawił świat, ale aby Go wiernie naśladować. Pisała w listach do Sióstr: „Jezus szuka serca czystego… Panu Jezusowi miłe jest nasze ubóstwo dlatego nam je daje… a i Rodzina Święta nie zawsze chleb miała…”. Szczególnym pragnieniem Jej serca było być posłuszną. „Czynu, czynu pokażmy, że Go (Jezusa) kochamy”.

Do posłuszeństwa Bogu zachęcał Matkę Teresę sam Ojciec Anzelm Założyciel. W jednym z Jego listów czytamy: „Bądź posłuszna… Bądź jak dobre dziecko … Idź za Panem, ale nie tak jak na przechadzkę, lecz dźwigając swój krzyż i naśladując miłość, cichość, pokorę i zaparcie. Codziennie umieraj błędom i krzyżuj je, zmartwychwstawaj cnotom, odziewaj się przez nią chwałą przyszłego zmartwychwstania. Modlitwę, pracę, cierpienie owijaj w bezinteresowną miłość Boga i bliźniego … niech to będzie twoja godowa suknia do Królestwa Bożego”.

W życiu Sługi Bożej Matki Teresy widać wyraźnie, że życie duchem dziecięctwa to nie deklaracje, piękne słowa, nawet nie emocje i podniosłe uczucia serca. To zdrowy codzienny mozół wykonywania szarych obowiązków upodabniających do Chrystusa. To wsłuchiwanie się w głos natchnień Ducha Świętego, bo bliskość serca przy Niepokalanym Sercu Maryi. Wreszcie to ciągłe nieustanne adorowanie Skrwawionego Oblicza Chrystusa.

Z takiej postawy serca Założycielki zrodziło się jej gorące i ufne nabożeństwo do Najświętszego Oblicza Zbawiciela.

Matka Teresa Kierocińska patrzyła na Siostry, na rozwijające się Zgromadzenie, na potrzeby Kościoła i społeczeństwa oczami Pana Jezusa i Maryi i własne-go żaru miłości. Jej gorliwość i zapał jak mówiły starsze Siostry był godny podziwu, był też zaraźliwy. Przez Jej przykład rosła ofiarność Sióstr i była siłą pobudzającą do heroicznych czynów. List do Sióstr w Czatkowicach z 1930 r. jest lustrzanym odbiciem zapału i ofiarności Matki. „Pracownia wyszykowana, panienek cała setka, nie ma gdzie się obrócić, tak ciasno… A ja chcę wychować je (dziewczęta) na dobre matki, dobre żony… dobre Polki. … Dobre matki odrodzą naszą Ojczyznę. … Jakie matki, takie społeczeństwo…”. Z tych kilku cytatów widać jak bardzo pragnęła dobrych owoców z pracy i wysiłku jej samej i Sióstr zaangażowanych w apostolstwo ewangelizacyjne sosnowieckiej ziemi i nie tylko.

Troska o dziewczęta z pracowni, o dzieci z domu dziecka, o Siostry szła w parze z wielką dbałością o rozwój duchowy wszystkich i własny. Pragnęła dla wszystkich, którzy byli objęci jej troską, uległości dziecka pokornego, prostego, radosnego na wzór Jezusowego posłuszeństwa, aż do pełnego odbicia w ich sercach „Zranionego Najświętszego Oblicza Pana Jezusa”.

Była prawdziwą Matką, Matką Zgromadzenia w pełnym tego słowa znaczeniu i dla tych samych cech nazwana została MATKĄ ZAGŁĘBIA!

Drogim i kochanym siostrom, na ręce Matki Generalnej przekazuję gratulacje tak wspaniałej Współzałożycielki. Sosnowiec, i cała Polska pragnie jej charyzmatu. Dlatego dzisiaj skłaniamy głowę w imieniu naszej archidiecezji częstochowskiej, z polecenia ks. abpa Wacława Depo chciałbym wyrazić podziękowanie za charyzmat Matki, Jej trud i wysiłek przemiany polskiego społeczeństwa a także za każdą działalność sióstr karmelitanek. Niech Bóg wam we wszystkim błogosławi. Amen. 

11 stycznia 2017

Homilia Ks. Bp. Grzegorza Kaszaka z okazji jubileuszu 95-lecia powstania Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus


Wygłoszona 31 grudnia 2016 r. w Sosnowcu





Wielce Czcigodna Matko Generalna!
Czcigodne Siostry!
Czcigodni Księża!
Umiłowani w Chrystusie Panu Bracia i Siostry!

Z okazji jubileuszu 95-lecia powstania Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus chciałbym, abyśmy snuli refleksję nad istotą życia konsekrowanego, a przede wszystkim nad realizacją powołania zakonnego w Zgromadzeniu Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Czynić to będziemy na podstawie przesłania Pana Jezusa przekazanego św. Siostrze Faustynie, zapisanego przez Apostołkę Bożego Miłosierdzia ku pouczeniu i przestrodze w „Dzienniczku”. Dziś poruszę tylko niektóre wątki dotyczące życia zakonnego zawarte w „Dzienniczku”, bowiem bogactwo tematów nie pozwala na odniesienie się do wszystkich w czasie jednego kazania. Potraktujcie je, Kochane Siostry, jako materiał do dalszych przemyśleń, do medytacji, a także jako zachętę do tego, żeby jeszcze raz sięgnąć do „Dzienniczka” właśnie pod kątem życia zakonnego.

Przejdźmy więc do naszych dzisiejszych rozważań. Jak wiemy, Siostra Faustyna nie miała łatwego życia. W pewnym momencie zastanawiała się nawet, czy nie opuścić zgromadzenia. W podjęciu decyzji pomogła jej bezpośrednia interwencja Pana Jezusa w jej życie. Sekretarka Bożego Miłosierdzia tak opisała to wydarzenie: Ujrzałam na firance oblicze Pana Jezusa bolesne bardzo. Żywe rany na całym obliczu i duże łzy spadały na kapę mojego łóżka. Nie wiedząc, co to wszystko ma znaczyć, zapytałam Jezusa: Jezu, kto Ci wyrządził taką boleść?- A Jezus odpowiedział, że: ty Mi wyrządzisz taką boleść, jeżeli wystąpisz z tego Zakonu. Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej, i przygotowałem wiele łask dla ciebie (Dz. 19).

Kochani, zakon to droga do Pana Jezusa wyznaczona dla niektórych, która prowadzi do szczęścia, wiedzie do nieba. Z tej drogi nie wolno rezygnować nawet wtedy, gdy są trudności, gdy pojawiają się wątpliwości. Trzeba nią iść dla dobra własnego i dla dobra innych, bowiem osoby konsekrowane są bardzo potrzebne światu. W „Dzienniczku” czytamy: Dziś dał mi Pan poznać swe zagniewanie na ludzkość, że zasługuje przez swe grzechy na skrócenie dni, ale poznałam, że istnienie świata podtrzymują dusze wybrane, to jest zakony. Biada światu, jeśli braknie zakonów (Dz. 1434). Wy, kochane Siostry, jesteście skarbem, bogactwem, dobrem Kościoła i świata. Niezależnie od tego, co ten świat będzie mówił, jak będzie Was osądzał, wiedzcie, bądźcie o tym głęboko przekonane, że Wasz sposób życia jest potrzebny światu ‒ nawet jeśli świat tego nie rozumie. Pan Jezus wspomniał Siostrze Faustynie, jak wiele dobra może się dokonać poprzez życie zakonne, jeśli osoba konsekrowana będzie miała prawdziwą, szczerą wiarę. Abym mógł działać w duszy, dusza musi mieć wiarę. O, jak miła Mi jest żywa wiara (Dz. 1420) ‒ powiedział Chrystus św. Faustynie. Potwierdzenie tych słów Siostra odnalazła, patrząc na zakonnice trwające na adoracji w kaplicy. Adorację tę miała Matka Przełożona i jeszcze inne siostry Jednak poznałam, że modlitwa Matki Przełożonej poruszyła niebo. Ucieszyłam się tym, że są dusze tak miłe Bogu – zapisała Święta. (Dz. 1421). Jak widzimy, modlitwa jednej zakonnicy, jeśli jej dusza jest miła Panu Bogu, potrafi poruszyć niebo. Ileż to dobra może wyjednać dla ludzi, dla świata taka adoracja. Mając na względzie dobro, które dokonuje się poprzez zakony, wszyscy musimy dbać o to, żeby wzrastały w siłę, rozwijały się. I żeby były nowe powołania.

Kochane Siostry, żeby zobaczyć, ile dobra spłynęło na ziemię przez Waszą posługę, trzeba wspomnieć początki, cofnąć się o 95 lat, do ówczesnego Sosnowca. Jaka tu wtedy była bieda ‒ i ta moralna, i ta materialna. Siostry – trzeba to powiedzieć – nie pracowały, one harowały. Zajmowały się ubogimi, bezrobotnymi, sierotami i chorymi. Potem były różne koleje losu, II wojna światowa. Siostry w tym czasie wykazały się wielką odwagą, przyjmując do siebie dzieci, także te żydowskie, chroniąc je. A za to była tylko jedna kara - kara śmierci, wykonana albo natychmiast, albo w obozie koncentracyjnym. Obecnie Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus pracują jako katechetki, zakrystianki itp. Prowadzą przedszkola, ochronki, domy rekolekcyjne, pracują na misjach. To stanowi bogactwo materialne. A cóż powiedzieć o tym duchowym? A Wasza obecność na ulicach miasta? Ludzie zapewne różnie reagują na widok Waszego habitu. U niektórych być może budzi on wyrzuty sumienia, niektórych może zmusza do zastanowienia się nad sensem życia. Ile osób będzie uratowanych dzięki Waszej obecności, Waszej modlitwie? Za to dobro, które nieustannie czynicie, z całego serca Wam dziękuję.

A zatem zakony muszą istnieć. Musi się też rozwijać Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Niestety, jak wiecie, nie zawsze wszystko było dobrze. I dzisiaj musimy o tym wspomnieć. Jednym z takich aspektów ‒ o którym pisała także Siostra Faustyna ‒ jest nie zawsze wzorcowe życie zakonne. Chodzi mi tutaj o stosunek sióstr do współsióstr dotkniętych chorobą, cierpiących. W Waszym Zgromadzeniu też są takie siostry, które napracowały się, które wiele zrobiły, a teraz dotknięte są różnego rodzaju boleściami. Przytoczę fragment „Dzienniczka” ukazujący osobiste doświadczenie Siostry Faustyny w tym względzie. Święta zapisała: Dziś czułam się więcej chora, ale Jezus dał mi w dniu dzisiejszym więcej sposobności do ćwiczenia się w cnocie. Tak się złożyło, że obowiązek miałam cięższy. Siostra w kuchni okazała mi swe niezadowolenie, że się spóźniłam na obiad, chociaż w żaden sposób wcześniej przyjść nie mogłam. Jednak czułam się tak źle, że musiałam poprosić Matkę Przełożoną, aby mi pozwoliła się położyć. Poszłam poprosić siostrę N., aby mnie zastąpiła w obowiązku. - Otrzymałam znowuż burę: Cóż to, tak się siostra przemęczyła, co się idzie znowu położyć? A bodaj was z tym leżeniem. Wysłuchałam to wszystko, ale nie na tym koniec, trzeba iść jeszcze poprosić siostrę, która ma obsługę chorych, aby mi przyniosła posiłek. - Kiedy jej o tym powiedziałam, wyskoczyła za mną z kaplicy na korytarz, aby móc wypowiedzieć, co czuła: Po co się siostra kładzie itd... Prosiłam ją, aby mi już nie przynosiła. Piszę to w wielkim skróceniu, bo nie mam zamiaru o tych rzeczach pisać, ale czynię to dlatego, aby z inną duszą tak nie postępowano, bo to się nie podoba Panu. W duszy cierpiącej powinniśmy widzieć Jezusa ukrzyżowanego, a nie darmozjada i ciężar dla zgromadzenia. Dusza cierpiąca z poddaniem się woli Bożej więcej ściąga błogosławieństwa Bożego dla klasztoru aniżeli wszystkie siostry pracujące. Biedny ten dom, który nie ma chorych sióstr. Bóg nieraz udziela wiele i wielkich łask ze względu na dusze cierpiące i wiele kar oddala jedynie ze względu na dusze cierpiące (Dz. 1268). Warto się zastanowić nad tymi słowami Siostry Faustyny, bowiem zawsze będziemy mieć osoby chore wśród nas. One są naszym bogactwem, „skarbem Kościoła”, o który musimy dbać. Ze względu na ofiarę, którą składają Bogu Wszechmogącemu ze swego cierpienia, Pan Bóg udziela nam wszystkim wiele łask.

Kolejna sprawa, którą chciałem dziś poruszyć, a o której także pisze św. Siostra Faustyna, to kwestia panowania nad językiem. O grzechach języka zostaliśmy pouczeni w Piśmie Świętym, szczególnie w Liście św. Jakuba, ale warto przypomnieć także słowa Siostry zapisane w „Dzienniczku”. Święta zapisała: Widziałam wiele dusz w przepaściach piekielnych za niezachowanie milczenia. Same mi to powiedziały, kiedy je zapytałam, co było przyczyną ich zguby. Były to dusze zakonne. Mój Boże, co za ból, że przecież mogłyby być nie tylko w niebie, ale i nawet święte. O Jezu, miłosierdzia, drżę, kiedy pomyślę, że mam zdawać sprawę z języka, w języku jest życie, ale i śmierć, a nieraz językiem zabijamy, popełniamy prawdziwe zabójstwo - i to mamy jeszcze uważać za rzecz małą? Naprawdę, nie rozumiem takich sumień. Poznałam pewną osobę, która dowiedziawszy się od innej pewnej rzeczy, którą o niej mówiono... Rozchorowała się ciężko, a więc ubyło tam wiele krwi i wiele wylała łez, i potem nastąpiło smutne następstwo, a więc nie miecz, ale język dokonał tego (Dz. 118-119). Nawet gdybyśmy mieli, nie wiem, jak wspaniałe konstytucje, statuty, regulaminy, porządki dnia, itd., to relacje między nami i tak będą zależały od nas samych. Na nic się zdadzą wspaniałe dokumenty, jeżeli serce nie będzie wrażliwe na Pana Boga i na drugiego człowieka.

I jeszcze jedna przestroga, i jeszcze jeden fragment z „Dzienniczka”: W pewnej chwili poznałam stan dwóch sióstr zakonnych, które na dany rozkaz przełożonej wewnętrznie szemrały i wskutek tego Bóg im zatrzymał wiele łask szczególnych. Ból mi ścisnął serce na ten widok. Jeżeli my sami jesteśmy przyczyną utraty łask, o Jezu, jakie to smutne. Kto to zrozumie i jest zawsze wierny (Dz. 690). ‘Szemrać’ ‒ w języku polskim znaczy: wyrażać nie całkiem otwarcie swoje niezadowolenie, narzekać, biadolić, obmawiać. I chociaż siostry czyniły to wewnętrznie, i tak utraciły wiele łask, które są tak potrzebne każdemu z nas.

Na zakończenie dzisiejszych rozważań, życzę Wam, kochane Siostry, abyście rozwijały się duchowo, wewnętrznie. Byście były pociechą Pana Jezusa ‒ w sposób szczególny Dzieciątka Jezus ‒ i skarbem dla tego świata. A stanie się tak, jeśli będziecie święte.

Amen.

(tekst autoryzowany)

27 stycznia 2016

"Może być patronką wszystkich ludzi niespełnionych" - fragm. homilii ks. Mirosława Toszy, wygłoszonej 12 stycznie 2016 r. w Sosnowcu.

Fragment homilii ks. Mirosława Toszy, duchowego opiekuna wspólnoty „Betlejem” w Jaworznie, wygłoszonej 12 stycznie 2016 r. w Sosnowcu.


„(…) Wspominamy dzisiaj Matkę Teresę, myślę, że Ona też miała takie wewnętrzne napięcie w sercu między tym głosem, który słyszała, głosem wzywającym ją do wstąpienia do klasztoru, ten głos rozpoznawała dość wcześnie, a choćby głosem ojca, który może nie wprost ale powiedział: Wytrzeźwiej! To nie twoja droga. Ja mam na ciebie trochę inny pomysł.

Przyznam, że kiedy czytałem o tym etapie życia, to dwie rzeczy mnie niezmiennie fascynują w Matce Teresie. Fascynujące jest to trwanie pokorne i oczekiwanie, cierpliwe oczekiwanie na właściwy moment, to zaufanie jakie ma w tym czekaniu. Ale fascynuje mnie też to, że Ona nie zgorzkniała. Jest wiele osób na świecie, które gorzknieją w takiej sytuacji: Chciałabym żyć innym życiem niż żyję, chciałabym być w innym miejscu niż jestem dzisiaj, a ktoś mi na to nie pozwala, nawet kierowany dobrą intencją.

Myślę, że wiele osób zgorzkniało nie mogąc żyć w miejscu, w którym chcieliby żyć i nie mogąc robić tego, co chcieliby robić w tym momencie. Ona nie zgorzkniała, zachowała w sobie taką ogromną wrażliwość i myślę, że żyła chwilą obecną, wypełnioną jakby obecnością Bożą. Nie odkładała autentycznego życia na później: Dopiero jak wstąpię do klasztoru, wtedy dopiero zacznę żyć swoim powołaniem. Jak się ojciec zgodzi to dopiero wtedy zacznę żyć swoim powołaniem. Jak się ożenię, to dopiero wtedy zacznę żyć prawdziwym życiem.

My mieszkamy we wspólnocie, gdzie są też osoby doświadczające bezdomności. Jak znajdę dom, to dopiero zacznę żyć prawdziwym życiem. Jak znajdę pracę, to dopiero wtedy zacznę żyć prawdziwym życiem. Ona nie odkłada życia na później. Wypełnia swoją codzienność, swoje tu i teraz jakby całą sobą. Myślę, że w tym jest też bardzo podobna do swojej imienniczki do św. Teresy z Lisieux. Teresa jest patronką naszej Wspólnoty i ona nas też inspiruje właśnie w tym punkcie, kiedy żyjąc w klasztorze klauzurowym miała w sobie te rozmaite pragnienia na pozór wykluczające się nawzajem. Chciała być misjonarką, Doktorem Kościoła, a jednocześnie wybór, którego dokonała żyjąc w klasztorze, zdawał się jej na to nie pozwalać. I to słynne odkrycie Teresy: „W sercu Kościoła, mej Matki, będę Miłością! Wtedy będę wszystkim”. Wtedy będę miała wpływ na cały Kościół, na całe Ciało.

Myślę, że Matka Teresa Kierocińska mogłaby być, może jest, znakomitą patronką dla ludzi, którzy żyją w jakimś napięciu, w jakimś oczekiwaniu, w jakimś pragnieniu, którego jeszcze nie mogą zrealizować. Ona może nauczyć nas wszystkich w jaki sposób to oczekiwanie, to napięcie, to pragnienie wypełnić Bożą obecnością i to swoje tu i teraz przemienić w jakąś autentyczną służbę, w autentyczną miłość do Boga i do bliźniego. Ona nas tego może nauczyć. Może być patronką wszystkich ludzi niespełnionych.

I jeżeli o coś dzisiaj Ją możemy poprosić to poprośmy Ją o to, byśmy w podobnej sytuacji nie gorzknieli. Jeżeli coś się nam odwleka w życiu, jeżeli pojawia się w nas i kiełkuje jakieś ziarno niecierpliwości, jakiegoś niespełnienia, żebyśmy w tym wszystkim nie zgorzknieli, żebyśmy zachowali taką świeżą miłość, żebyśmy w tym wszystkim umieli Panu Bogu zaufać.”

13 stycznia 2016

Homilia ks. bp. Grzegorza Kaszaka wygłoszona 31 grudnia 2015 r. w Domu Macierzystym w Sosnowcu

Czcigodne i drogie Siostry, umiłowani w Chrystusie Panu.

Dzisiaj, kiedy wspominamy rocznicę założenia, powstania tego Bożego dzieła, jakim jest Wasze Zgromadzenie - Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, pragniemy z całego serca podziękować za to dobro, które siostry w ciągu całego istnienia Zgromadzenia uczyniły i to w sposób szczególny na tej ziemi, tutaj w Zagłębiu, skąd się narodziły, gdzie zaczynały swoją przepiękną posługę. Jesteśmy Panu Bogu wdzięczni za to, że natchnął nie tylko myślą, ale także i odwagą Waszych Założycieli, którzy podjęli - musimy tu powiedzieć w bardzo trudnych warunkach - fundację Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.

Spoglądamy także i w przyszłość. Widzimy, że czasy się zmieniają. Zatroskani jesteśmy o powołania, bo jeśli ich nie będzie, to czy Zgromadzenie będzie mogło się rozwijać, wzrastać? Więc ciągle nam trzeba pamiętać o tym, co powiedział Pan Jezus, wsłuchiwać się w Jego słowa, ale także i je wypełniać. Trzeba nam prosić o to, aby ciągle, nieustannie posyłał nowe siostry do Waszego Zgromadzenia. Trzeba pokornie prosić „Pana żniwa”, aby nie brakło robotników na Jego żniwo.

Na pewno nowe sytuacje, także i kwestia powołań, będą wpływały na podejmowane kroki. I tu zawsze potrzeba pamiętać, każda reforma, jaka by nie była, oznacza powrót do charyzmatu. Oczyszczenie z tego wszystkiego, co nie służy realizacji, wypełnianiu tej wspaniałej myśli z natchnienia Bożego, która przyświecała Waszym Założycielom, a które to myśli, charyzmaty zostały przez Kościół potwierdzone i zatwierdzone.

Na pewno te zmieniające się sytuacje wymogą także i pewne decyzje, reorganizację. Trzeba pewno będzie się przyjrzeć chociażby takiej kwestii: mniej sióstr, więcej pracy - jak więc zorganizować chociażby wypoczynek, tak, żeby ten czas, który jest, a jest on krótki, ażeby rzeczywiście służył do zregenerowania sił, aby posłużył ku temu, by był to wypoczynek dla ducha i dla ciała, tak by można było po nim podjąć nowe, czekające nas, trudne i niełatwe zadania.

I dzisiaj, kiedy tak snujemy refleksję dziękując Panu Bogu za to dobro, które siostry uczyniły, patrząc w przyszłość, chciałbym się odwołać do tej pięknej postaci, jaką Pan Bóg Wam dał, do Matki Teresy Kierocińskiej, bowiem przyszło jej działać u początków Waszego Zgromadzenia, tak jak już powiedziałem bardzo trudnych, nie łatwych. Wyzwań było bardzo dużo. Trudności się piętrzyły z każdym dniem. I ta Siostra – tak głęboko wierzymy – pod natchnieniem Bożym potrafiła podejmować decyzje, które posłużyły także i dla dobra Zakonu. Pamiętamy, że kiedy było bardzo, bardzo dużo pracy, siostry pracowały dniami i nocami, w pewnym momencie decyduje: tak dalej nie można, trzeba poświęcić też czas na modlitwę, nie tylko na pracę, na aktywność. I podjęła taką bardzo odważną decyzję (…). Chciałbym się skupić na tej postaci, która była wierna waszemu charyzmatowi i która także i wywarła ogromne piętno na przyszłe życie sióstr, ażeby wrócić właśnie do początku tego charyzmatu. Czasy były różne i mówię nie łatwe – bardzo trudne, ale to, co świeciło, to, co emanowało z tej Siostry sprawiło, że później nadano Jej tytuł: Samarytanka.

Dlatego dzisiaj drogie, kochane siostry, umiłowani w Chrystusie Panu, chciałbym chociaż na chwilę wrócić do tej pięknej perykopy, dobrze nam znanej: o miłosiernym Samarytaninie. Dlaczego? Jesteśmy w Roku Miłosierdzia. To stawia przed nami pewne wyzwania, zadania. Dlatego chciałbym, patrząc też na Waszą wspaniałą Matkę, żebyśmy rozważyli to, co Pan Bóg nam w swoim Słowie, w tej przypowieści daje. Otóż zauważmy, że mamy do czynienia z sytuacją bardzo tragiczną dla pewnego podróżnego, który został napadnięty, tak pobity, tak mocno, że on konał. Ewangelia mówi, że on był na półumarły i obok niego przechodzą ludzie, różni, różnych stanów. Nie wiemy dokładnie dokąd zmierzają: kapłan, lewita. Czy idą do Jerozolimy, czy idą z Jerozolimy? Różne są teorie na ten temat. Jedna mówi, że oni się nie zatrzymali dlatego, że nie widzieli w sobie nadziei, że tego człowieka można uratować. Oni go po prostu przekreślili, bo był tak mocno pobity i już u schyłku - możemy powiedzieć - swojego życia. Tak to wyglądało. Ale znajduje się człowiek, Samarytanin - Samarytanka, Wasza Matka - który nie przekreśla nikogo, nawet jeżeli dla innych ten pobity, zmaltretowany, ograbiony, okradziony, półnagi, cierpiący człowiek został już przekreślony. Nie warto się trudzić. Z niego już nic nie będzie. Szkoda wysiłku. Szkoda także pieniędzy może na to, żeby go ratować.

Samarytanin to ten, który nigdy człowieka nie przekreśla, niezależnie w jakiej nędzy by się znajdował: materialnej, fizycznej, ale także i moralnej. To jest ten, który każdemu śpieszy. Świat może człowieka przekreślić, ale Bóg - nigdy! Póki oddycha, póki żyje - zawsze jest nadzieja. Samarytanin to ten, który śpieszy na ratunek i to w sposób bardzo konkretny. I myślę, że na to też trzeba by zwrócić uwagę. Śpieszyć ludziom z pomocą, tak jak mówiłem, tym, którzy się pogubili może i moralnie, także i fizycznie, którzy cierpią na różnego rodzaju sposoby, nikogo nie przekreślając.

Jak się okazuje to działanie Samarytanina wobec tego cierpienia przyniosło oczekiwany skutek. Ale rzecz ciekawa: jak on się zachował? Wiemy o tym dobrze, że wyłożył swoje pieniądze. Moglibyśmy powiedzieć, że stracił, po ludzku myśląc, bo dał te pieniądze i nie wiedział czy je kiedykolwiek odzyska, czy to jest biedak, czy bogacz, bo był w takim stanie, że trudno było rozpoznać. Poświęca też swoje siły. Leczy na ile to możliwe używając tamtejszych sposobów rany tego człowieka. I na to zwracamy uwagę, ale Ewangelia nam mówi jeszcze o czymś bardzo ważnym. Ponieważ każde słowo w Piśmie Świętym jest ważne więc i na to i powinniśmy zwrócić uwagę, co może w naszym przekładzie polskim zostało źle oddane. Tam jest powiedziane, że on się wzruszył jak zobaczył cierpienie tego człowieka. To jest za mało. To jest źle przetłumaczone, bowiem tekst oryginalny mówi o poruszeniu wnętrzności. Słowo tam użyte mówi także i o odczuciach matczynych. Papież Benedykt XVI mówi, że tam powinno być powiedziane, że rozerwało mu się serce. Cały człowiek wewnętrzny został poruszony, wstrząśnięty na widok cierpienia. Współczucie. I taka postawa również wobec cierpienia, niezależnie od tego, jakiej będzie natury powinna nam towarzyszyć. Wnętrzności tego człowieka, tak dosłownie, zostały wstrząśnięte. On się bardzo przejął tym, że temu człowiekowi źle się dzieje, że doznał krzywdy, niesprawiedliwości, że teraz cierpi.

Jan Paweł II snuł taką bardzo ciekawą refleksję i mówi: prawdziwy Samarytanin, to jest ten, kto nie tylko śpieszy z pomocą materialną i skutecznie - to jest bardzo ważne i to musi być, ale mówi – on na biedę, na nieszczęście człowieka cały sobą reaguje, jego wnętrze także, zostaje na widok cierpiącego człowieka wstrząśnięte. I mówi: bardzo często tak będzie, że staniemy wobec biedy ludzkiej i nie będziemy mogli fizycznie, materialnie pomóc, ale będzie się liczyło jakie będzie nasze serce w stosunku do cierpienia tego drugiego człowieka. To czy my mu będziemy współczuli i w ten sposób jemu towarzyszyli. I mówi Jan Paweł II taką ciekawą rzecz: mamy wiec wnętrze człowieka i mamy jego działanie fizyczne, tę sferę fizyczną czyli mamy do czynienia z całym człowiekiem. Czyli ten miłosierny Samarytanin to jest taki, który całym sobą reaguje, poświęca się dla drugiego, czyli staje się darem. Stać się darem bezinteresownym dla drugiego to jest sposób jeden jedyny pełnej realizacji człowieczeństwa, to jest też to, co my nazywamy miłością. I tego od nas Pan Bóg pragnie i o tym chciałem Wam dzisiaj, kiedy snujemy także refleksję nad przyszłością, powiedzieć. O tym wnętrzu, ale także i o tym działaniu zewnętrznym, które musi Wam towarzyszyć.

Życzę więc Wam drogie, kochane siostry, aby w tym Roku Miłosierdzia, w który już wkroczyliśmy Pan Bóg Wam błogosławił, by dawał Wam serca wrażliwe na cierpienia drugiego człowieka, by dodawał Wam także i siły, otuchy, pogody ducha, także i mocy tych, które są konieczne do tego, aby w konkretny sposób cierpieniu ludzkiemu, nędzy ludzkiej zapobiegać. Co niech będzie za przykładem Waszej wspaniałej Matki Janiny Kierocińskiej dla Was pomocą . Amen

18 czerwca 2014

Homilia wygłoszona podczas 129. rocznicy urodzin Czcigodnej Sługi Bożej m. Teresy od św. Józefa w Sosnowcu

ks. dr Mariusz Karaś – Kanclerz Kurii Diecezji Sosnowieckiej,


Sługa Boże Matka Teresa od św. Józefa,
Matka Zagłębia

(Mt 5,33-37).

Pewnie wiele jest modlitewnych okazji, które dziś gromadzą nas przy Eucharystycznym Stole. Nie wszystkie jesteśmy w stanie wyrazić słowami, ale wierzymy że Bóg je zrozumie i przyjmie, nawet jeśli nasze słowa są niedoskonałe, a rozum ograniczony.

Dziś wspominamy kolejną rocznicę, już 129, narodzin tej, która nas tu tez gromadzi- Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej. Urodziła się 14 czerwca 1885 roku w Wieluniu, jako siódme dziecko państwa Kierocińskich. Nasza radość jest tym większa, że dziś w naszej modlitewnej wspólnocie gościmy bliskich i krewnych Matki Zagłębia, bo tak tu do dziś jest nazywana. Ich bardzo serdecznie witamy.

"Wychowywana w tradycji chrześcijańskiej popartej przykładem rodziców". To zdanie wzięte z jej życiorysu szczególnie mnie uderzyło. I nad nim chciałbym się zatrzymać. Dziś wiele się mówi o wychowaniu, o nauczaniu, o wpajaniu pewnych wartości, o życiu prawdami – tymi Bożymi, tymi zaczerpniętymi z Pisma Świętego. I mam czasami wrażenie, że im więcej się mówi, im częściej się pewne prawdy powtarza, tym efekt jest mizerniejszy. Chciałbym być dobrze tutaj zrozumiany – nie oznacza to, że nie należy pewnych rzeczy mówić, powtarzać i przypominać. Największym naszym grzechem byłoby przysłowiowe opuszczenie rąk, rezygnacja z dążeń, które miałyby coś albo kogoś zmienić. Nie! Czasami trzeba sto albo tysiąc razy pewne rzeczy powtarzać, bo może właśnie za którymś razem – może tym tysiąc pierwszym – to nasze słowo padnie na podatny grunt i przyniesie owoc. Trzeba w to wierzyć.

Jest jednak jeszcze coś co sprawia, że bez tego nawet najpiękniej ułożone słowa, najlepiej przygotowana nauka, nie mają żadnej, albo prawie żadnej wartości. Tym czymś jest PRZYKŁAD. Rodziców, księdza, siostry zakonnej, zwykłego katolika.

Nie zapomnę takiego widoku. Do mszy świętej dla dzieci jest jeszcze dziesięć minut. Do kościoła podążają grupki: mamy z dziećmi, pojawiają się i ojcowie, czasami całe rodziny, babcie i dziadkowie. Gdzieś tam pośród nich ta mała pociecha, która idzie do kościoła, bo bliscy też idą. Gdzieś wśród tych ludzi jest i młody mężczyzna, w sile wieku, z papierosem w jednej ręce. W drugiej trzyma małą rączkę córki – I lub II klasa szkoły podstawowej. Przechodzą przez ruchliwą ulicę, a potem coś dziwnego: tata żegna się z córką. Mówi, że będzie za godzinę. I idzie- on chyba do domu, a córka na pewno do kościoła. Przykład, albo brak przykładu – jedno i drugiego mają ogromny wpływ nie tylko na to co dziś się dokonuje, ale – jak to ma miejsce w przypadku dziecka – także i na to wszystko co będzie w przyszłości. Czy zdajemy sobie z tego sprawę? My wszyscy?

Matka Teresa, czy też mała Janina Kierocińska miała to szczęście, że nie tylko o miłości do Jezusa słyszała, ale tej miłości doświadczała u swoich rodziców.

I jeszcze jeden znaczący epizod z życia małej Janiny. Ojciec bardzo chciał, by wyszła za mąż. Któryż ojciec nie chce tego dla swojej córki (pewnie wiecie coś na ten temat). Kiedy jednak ojciec zaczął o tym mówić, ona jak sama się wyraziła: „(…) już wybrała Najdroższego – Jezusa, nikt Go nie może zastąpić”. Wybrać Najdroższego, ale i nie pozwolić nikomu by Coś albo Ktoś nam go przysłonił się, albo przysłaniał. To nauka, którą nieustannie daje nam Matka Teresa od św. Józefa.

Ona z tą miłością do Najdroższego nie zamykała się tylko w ciasnej izdebce klasztornej celi czy też kaplicy. W modlitwie szukała sił do tego, by iść, wychodzić ze swoją miłością na zewnątrz. Nieraz widziano ją przemykającą ulicami Sosnowca z zawiniątkiem w rękach. Jeśli nie miała już chleba, to z innymi dzieliła się sercem. Niby tak proste, ale jak trudne – kiedyś i tym bardziej dzisiaj dzielić się miłością z innymi. Z to dobre i prawdziwie macierzyńskie serce kochali ją wszyscy.

Ona rzeczywiście wybrała Najdroższego i potem już nie kaprysiła, nie narzekała, nie oglądała się wstecz, nie użalała się nad sobą! Jakże dzisiaj nam wszystkim brakuje takiej postawy. I ciśnie się na usta pytanie: dlaczego?

Pewnie różne teorie można by przedstawić i uzasadnić. Mnie wydaje się najbardziej przekonujące to, że ona wybrała Jezusa bezwarunkowo. Nie stawiała Jezusowi warunków tak jak to my dziś robimy. Zrobię to jak przełożona to zrobi; będę pracował na tej parafii, jeśli proboszcz stworzy mi odpowiednie warunki; będę pracował z młodzieżą, jeśli młodzież do kościoła przyjdzie itd. Można by mnożyć w nieskończoność te warunki, które tak naprawdę nie proboszczowi, nie siostrze przełożonej czy też biskupowi stawiamy, ale stawiamy je Jezusowi.

Matka Teresa nie znała chyba takiej logiki. Ona tylko słuchała Boga, robiła to co Bóg jej powiedział i kochała. Zresztą nie przypadkowo jest Teresą od św. Józefa, bo Oblubieńca Maryi cechowało właśnie to bezgraniczne podporządkowanie się woli Boga, nawet jeśli jej do końca nie rozumiał. On ją bez słów realizował, bo…. Kochał!

Matka Teresa nie pomagała tylko tym którzy do kościoła przychodzili albo pukali do furty klasztornego domu. Nie pytała czy jesteś ochrzczony czy też nie. Jej miłość do Boga, a tym samym do drugiego człowieka nie znała granic. Myślę, że do niej, do jej postawy odnoszą się słowa pawłowego hymnu o miłości. Ona wiedziała, że bez miłości każdy z nas jest jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący, bez miłości każdy z nas jest niczym i w życiu tak naprawdę nic nie zyska. Ona wiedziała, że miłość do drugiego człowieka musi być zakorzeniona w Bogu – poprzez modlitwę. Dlatego jej miłość była: cierpliwa,
łaskawa, nie zazdrościła, nie szukała poklasku, nie unosiła się pychą; nie dopuszczała się bezwstydu, nie szukała swego,
nie unosiła się gniewem, nie pamiętała złego; nie cieszyła się z niesprawiedliwości, wszystko znosiła, wszystkiemu wierzyła, we wszystkim pokładała nadzieję. I dlatego
wszystko przetrzymała i w miłości nigdy nie ustała.

I jeszcze jedno: Nikt Go (Jezusa) nie może zastąpić! Żyjemy w czasach kiedy Boga wpycha się na margines życia, zastępuje się Go różnymi rzeczami i osobami.

Nam wszystkim – księżom, siostrom zakonnym, zwykłym ochrzczonym zjadaczom chleba – też grozi takie niebezpieczeństwo. Dawniej było trudniej niż teraz – w pewnych kwestiach na pewno! Ludzie całymi dniami pracowali za marne pieniądze, które i tak nie zawsze wystarczały na to by związać koniec z końcem. Ale było coś, albo Ktoś, kto sycił, napełniał pokojem, radością, dawał nadzieję. Jezus, wiara, kościół. Jak bardzo od tego odeszliśmy. Czy tylko dlatego, że żyje nam się lepiej? A może łatwo nam przychodzi dziś nie tylko usprawiedliwić się z pewnych postaw, ale i Jezusa zastąpić. Dawajmy dobry przykład. Bądźmy świadkami Jezusa i Miłości. Bądźmy ludźmi tego ewangelicznego „Tak, tak. Nie, nie”. Bo jeśli znajdziemy jakąś inną drogę, może pośrednią i może wygodną, to nie będzie to na pewno droga na której spotkamy Jezusa. Zastąpimy Go kimś albo czymś.


1 marca 2014

Fragmenty homilii o. Alberta Wacha OCD Prowincjała Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych

Homilia wygłoszona w Krakowie 3 czerwca 2006 r. na Mszy świętej rozpoczynającej Sympozjum poświęcone Słudze Bożej Matce Teresie Kierocińskiej.
(...) W dniu, w którym wspominamy Matkę Teresę Kierocińską, Założycielkę waszego Zgromadzenia, osobę przez nas podziwianą i cenioną za jej wielką miłość, za jej pójście za Panem. Nie jest rzeczą łatwą wpatrywać się w Pana i mieć Go ciągle przed oczyma. Trzeba wielkiej wiary i trzeba prostoty serca, aby pójść za Panem drogami, które On każdemu człowiekowi wyznaczył. Tak łatwo przychodzi nam zatrzymywać się w drodze, zbaczać z tej drogi, oglądać się na bok, myśleć po ludzku, kategoriami tego świata. A tak trudno mieć wzrok utkwiony w Panu. I trzeba powiedzieć, ilekroć człowiek ogląda się na bok, ilekroć człowiek myśli po ludzku, napełnia go strach i lęk i przerażenie, bo człowiek sam nie czuje się bezpieczny, bo człowiek ma świadomość i poczucie, że sam sobie poradzić nie może, pomimo, że próbuje to czynić. I trzeba jakiegoś nadzwyczajnego światła, jakiejś nadzwyczajnej mocy, boskiej mocy, światła i mocy Ducha Świętego, żeby człowiek mógł pójść za Jezusem, który przez swoje ziemskie życie szedł kierowany mocą Ducha Świętego.

Pięknie się składa, że gromadzimy się dzisiaj w wigilię uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Z całym Kościołem przywołujemy dzisiaj tego światła i tej mocy, my ludzie zalęknieni, zastraszeni, przerażeni groźbą śmierci, utraty wszystkiego, wołamy o Ducha Świętego, o Dar z nieba. Tylko On, Duch Święty, dany nam przez Chrystusa na krzyżu, tylko On może nas poprowadzić drogami Jezusa Chrystusa i dać nam siły aby iść za Nim do końca.

Ludzie rzeczywiście żyją w strachu, lękają się, boją się o siebie i dlatego czynią różne złe rzeczy, dopuszczają się niegodziwości, nieprawości z lęku i obawy o siebie, dlatego porywają, kradną cudze rzeczy. Ale gdy zaczyna nimi od wewnątrz rządzić Duch Miłości, Duch Boży, Duch Jezusa Chrystusa - rozdają własne rzeczy. I to jest rzecz zdumiewająca czego potrafi dokonać w nas Duch Miłości, Boży Duch, Duch Jezusa.

Matka Teresa Kierocińska właśnie zakorzeniona w miłości Bożej, potrafi pochylić się nad każdym człowiekiem potrzebującym i oddać temu człowiekowi nie tylko jakieś rzeczy, ale siebie samą. W duchu pierwszych uczniów Chrystusa, w duchu pierwszej wspólnoty Kościoła, o której jest powiedziane, że ci wszyscy, którzy uwierzyli, ci, którzy otrzymali dar Ducha Świętego z wysoka przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki, dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeb. To nie byli ludzie zalęknieni, to byli ludzie, którzy mieli w sobie Ducha Świętego, Ducha Miłości. A trzeba powiedzieć, że Matka Teresa żyła w czasach, gdy – jak mówi Benedykt XVI w swojej encyklice "Deus Caritas est" żyła w czasach, gdy wysuwane były zastrzeżenia przeciw działalności charytatywnej Kościoła, dobroczynności Kościoła, zastrzeżenia rozwijane ideologicznie i z naciskiem przez myśl marksistowską. Mówiono, że ubodzy nie potrzebują dzieł charytatywnych, nie potrzebują miłości, że trzeba tylko sprawiedliwych struktur i organizacji.

Dziękujemy Bogu za papieża Benedykta i za jego encyklikę "Deus Caritas est", szczególnie w jej drugiej części, która powinna być odczytana przez was drogie siostry karmelitanki, które idziecie w ślady swojej Matki Założycielki, Matki Teresy Kierocińskiej. Ona swoim życiem oddanym bez reszty Bogu niejako uprzedziła to, co Benedykt XVI w tej drugiej części swojej encykliki napisał nt. charytatywnej działalności Kościoła. Na temat bardzo konkretnej miłości bliźniego, papież pisze: "Miłość – caritas – zawsze będzie konieczna, również w najbardziej sprawiedliwej społeczności. Nie ma takiego sprawiedliwego porządku państwowego, który mógłby sprawić, że posługa miłości byłaby zbędna. Kto usiłuje uwolnić się od miłości, będzie gotowy uwolnić się od człowieka jako człowieka. Zawsze będzie istniało cierpienie, które potrzebuje pocieszenia i pomocy. Zawsze będzie samotność. Zawsze będą sytuacje materialnej potrzeby, w których konieczna jest pomoc w duchu konkretnej miłości bliźniego".

A wiemy, że Matka Teresa Kierocińska miała szczególne upodobanie do pracy i poświęcenia siebie w miejscach, które - patrząc po ludzku oczyma świata – nie było już żadnej nadziei, albo też wysiłek wydawał się nieopłacalny. Pomyślmy tutaj o jej pochyleniu się nad najuboższymi. Matka nie pytała, czy taki wysiłek ma sens i czy jest opłacalny, zawsze podejmowała go jako wyzwanie rzucone ziemskiej bezsensowności, ze świadomością, że przez ten wysiłek ukaże ona chrześcijański sens nadziei. To dzisiaj Kościół w Polsce podejmuje ten trud i wysiłek przywracania nadziei ludziom ubogim. I wydaje się, że to jest szczególnie wasze zadanie drogie siostry: Razem z Kościołem przywracać nadzieję ludziom ubogim.

W Dziejach Apostolskich opisana jest sytuacja Pawła w więzieniu w Rzymie. Paweł znajduje się w bardzo trudnym położeniu, powiada: "Dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany". Dla nadziei ludzi ubogich, anawim , dla ubogich Pana, dźwiga każdy chrześcijanin, te kajdany, żeby przywracać tę nadzieję.

Niech to nasze spotkanie, niech to nasze wpatrzenie się w życie i działalność Matki Teresy, otworzy jeszcze bardziej nasze oczy, a przede wszystkim serca, niech stworzy niejako w nas tę wyobraźnię miłosierdzia, do której wzywał nas Jan Paweł II. Obyśmy z całym Kościołem drogie siostry mogli czynić to, do czego wzywa nas Pan.

"Pójdź za Mną " powiedział dzisiaj do Piotra – nie oglądaj się na boki, pójdź na Mną, patrz na Mnie i przywracaj nadzieję ubogim. Oto zadanie, które jest zadaniem każdego z nas, a szczególnie waszym – i tego wam życzę drogie siostry. Amen.

Fragmenty homilii O. Alberta Wacha

Czcigodni Kapłani, Współbracia w zakonie, Drogie Siostry karmelitanki,
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia.
"Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa". Tymi słowami św. Paweł zwraca się do Koryntian i również do nas kieruje te słowa: "Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa". Dzisiaj słowo "łaska" jest słowem niezrozumiałym i to stwierdzenie św. Pawła dla niego oczywiste, (...) dla nas przestało takim być. Nie znamy łaski Pana, nie wiemy tak naprawdę na czym polega łaska naszego Pana. Św. Paweł spodziewa się, że i dla Koryntianie mogą nie znać łaski Pana. Dla nich łaska nie będzie czymś oczywistym tak jak dla niego. Od razu tłumaczy na czym ona polega i trzeba powiedzieć, że słowa, w których tłumaczy nam tę łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa są zdumiewające. "Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić."

Siostry i Bracia, krótko: tę wielką łaskę naszego Pana Jezusa Chrystusa, którą powinniśmy znać, do której powinniśmy się zbliżyć, do której powinniśmy nabrać zaufania, jest ubóstwo. On ubóstwem swoim nas ubogacił. Nie czym innym, ale ubóstwem. Nie dobrami materialnymi, nie zaletami ludzkiego ducha i umysłu, nie pieniędzmi, ale ubóstwem swoim nas ubogacił (...).

My dzisiaj nie rozumiejąc łaski Jezusa Chrystusa, nie dostrzegamy wartości jaką jest ubóstwo z wyboru, ubóstwo przyjęte dobrowolnie, ubóstwo, które byłoby naśladowaniem Jezusa Chrystusa i Jego świętych. Matka Teresa Kierocińska zrozumiała tę łaskę i dlatego całe swoje życie oddała służbie najuboższym, małym dzieciom i młodzieży przede wszystkim (...). Ale M. Teresa nie pokładała ufności w środkach bogatych, lecz odwoływała się nieustannie do Chrystusowego ubóstwa. Nieustannie czerpała z tego źródła, niewyczerpanego źródła Chrystusowego ubóstwa, z którego to, On sam nieustannie nas ubogaca, karmiąc nas nie jakimiś rzeczami zewnętrznymi, ale Sobą samym, swoją miłością.

Ludzie światowi i my razem z nimi bardzo łatwo przewartościowujemy to co mamy, to co zostało nam dane, rzeczy materialne, różne dobra tego świata. Zatrzymujemy się na nich i sądzimy, że jedynie mając różne rzeczy możemy być szczęśliwi i mając różne rzeczy, możemy uszczęśliwiać innych.

Nie tak rozumiała szczęście Teresa Kierocińska. Myślę, że trzeba nam nieustannie wracać do tych początków, ubogich początków. Trzeba nam nieustannie wracać do Boga, bo w Nim wszystko ma swój początek u Boga i w konkretnym doświadczeniu ubóstwa, ubóstwa z wyboru, świadomego.

Kiedy czytamy Ewangelię zdumiewamy się, że Chrystus chcąc przyjść człowiekowi z pomocą, chcąc uczynić go szczęśliwym, chcąc służyć człowiekowi, zawsze stawiał na ubóstwo, na bycie u Boga, na bycie u samych źródeł. Do bogatego młodzieńca Chrystus nie powiedział chcąc go powołać na swoją drogę: słuchaj człowieku, masz wiele majętności, możemy razem wiele dobra zrobić dla ludzi. Pobudujemy szpitale, ochronki, przytuliska dla ludzi biednych, I nie powiedział mu: jeśli chcesz iść za Mną czyń cuda, wskrzeszaj umarłych, uzdrawiaj trędowatych... Chrystus takich słów nie powiedział do bogatego młodzieńca, ale powiedział mu: idź sprzedaj wszystko, stań się ubogim. Idź sprzedaj wszystko! To jest warunek kroczenia za Chrystusem, to jest warunek naśladowania Chrystusa, to jest warunek służenia tak jak Chrystus - to, jest warunek przynoszenia szczęścia drugiemu człowiekowi.

Tutaj w Zagłębiu, gdy obserwujemy życie ludzi, tak jak M. Teresa Kierocińska wiele, wiele lat wcześniej - my dzisiaj dostrzegamy podobne potrzeby, ale żeby temu wszystkiemu zaradzić, trzeba mieć podobnego ducha do M. Teresy. Trzeba tak jak ona wrócić do źródeł, wrócić do początku, do postawy ubogiej, do postawy, która jest u samego Boga. Jedynie wtedy, napełnieni Bogiem i Jego miłością możemy rzeczywiście dać człowiekowi to, co powinniśmy mu dać.

Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa. Siostry i Bracia, Siostry Karmelitanki Dzieciątka Jezus, znacie łaskę Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Uwierzcie w tę fundamentalną postawę, której żąda od swoich uczniów Jezus Chrystus. Uwierzcie w tę postawę, którą przyjęła wasza Założycielka Teresa. Uwierzcie w postawę ubóstwa, bycie u Boga. Tylko człowiek, który potrafi dawać z serca, nie tylko z ręki, ale z serca, z głębi serca, z miłości, tylko taki człowiek czyni drugiego szczęśliwym.

Źródło, jeżeli nie wydaje wody, szybko stęchnie. Podobnie człowiek bogaty, mający wiele majętności, jeśli będzie je zatrzymywał dla siebie, będzie dla drugiego człowieka kimś nieprzyjemnym a raczej zawadą aniżeli pomocą, choćby miał wiele dóbr i majętności.

Niech to nasze dzisiejsze spotkanie w rocznicę urodzin wielkiej Teresy Kierocińskiej, Matki ubogich Zagłębia, obudzi w nas potrzebę wracania do samego Boga, bycia u Boga, bycia ubogim, bycia u samego źródła. Niech to spotkanie nasze dzisiejsze będzie okazją do zakwestionowania tych naszych niepohamowanych pragnień, żeby posiadać coś, mieć w ręku jakieś środki do dyspozycji, wtedy dopiero będziemy mogli służyć. Niech to spotkanie będzie dla nas okazją do tego, żeby odkryć wartość samej miłości. Niech Święci Pana, którzy żyli w wielkim zaparciu się siebie i wyrzeczeniu, niech oni zachwycą nas światłem swojego życia i poprowadzą nas na drogę miłości i miłosierdzia. Amen.