Portret duchowy

"Bóg jej wystarczał. Wpatrzona w ducha Karmelu, w ducha kontemplacji, jednocześnie żyła aktywnym działaniem na rzecz Boga. Właśnie dlatego tak krzątała się przy biednych dzieciach, przy ludzkich sprawach, przy robotnikach i ludziach Zagłębia." - Ks. Abp Stanisław Nowak, Metropolita Częstochowski

Z duchowych pism

"Każda trudność jest możliwa do rozwiązania, gdy jest się z Bogiem." - Matka Teresa od św. Józefa

Modlitwy za przyczyną Sługi Bożej

"Uczmy się tej wrażliwości na człowieka i na jego sprawy, wpatrując się w życie i posługę patrona waszej diecezji, świętego Brata Alberta Chmielowskiego i Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej, zwanej Matką Zagłębia." - św. Jan Paweł II

Proces beatyfikacyjny

"Tak jak Hiszpanie chlubią się la Santa Teresa, a Francuzi Małą Teresą klauzurową, tak my możemy się chlubić naszą Matką Teresą" - O. Otto Filek OCD

Wypowiedzi o Matce Teresie

"Choć czyny jej i poświęcenie nie rzucały się w oczy za życia, bo umiała się jakoś dziwnie ukryć w gronie swoich Sióstr zakonnych - niemniej jednak wyryły się głęboko w sercach i pamięci ludzkiej". - O. Bernard Smyrak OCD

Translate

10 lipca 2020

Fragmenty homilii ks. abpa Stanisława Nowaka Metropolity Częstochowskiego

Sosnowiec, 12 lipca 2006 r.
(tekst nieautoryzowany, przepisany z taśmy magnetofonowej)
Drodzy Bracia w kapłaństwie, kochane Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus na czele z Matką Generalną, Drodzy Przyjaciele i Bliscy Matki śp. Matki Teresy Janiny Kierocińskiej.
Na pewno zgromadziła nas tutaj miłość do Boga, na pewno jednoczy nas Chrystus. Tu trzeba by powiedzieć za Biblią, że to co nas zjednoczyło to miłość do Chrystusa, ale też i miłość do tej drogiej Matki, Założycielki Zgromadzenia, dla nas tutaj i dla tej ziemi częstochowskiej, zagłębiowskiej. To wielki skarb, wielka radość. Na pewno cieszymy się, że ten proces postępuje. Na pewno chcielibyśmy żeby kiedyś ten tydzień polskich świętych był wzbogacony jeszcze o imię Matki Teresy, bo ten tydzień to jest tydzień polskich świętych, jutro mamy świętych pustelników polskich Andrzeja i Benedykta. Dzisiaj mamy św. Brunona z Kwerfurtu, apostoła w Polsce i innych jeszcze świętych. Tak się składa, że odejście Matki z tego świata było w tym polskim tygodniu, polskim tygodniu świętych. Czekamy z wielką nadzieją na ten dzień.
A teraz pochylamy się nad jej życiem. To przecież, chociaż jeszcze nie ma dekretu Kościoła, to już możemy radować się z życia Sł. Bożej Teresy – już jest nam dana do oglądania, już możemy na nią patrzeć – i patrzymy. Nigdy się tego tytułu Służebnicy Bożej, choćby się proces bardzo oddalał a nawet został kiedyś umorzony – bo i tak mogłoby być, chociaż to się rzadko zdarza – to zawsze będzie już Służebnicą Bożą. Patrzymy więc na życie tej Sł. Bożej. Przyglądamy się temu życiu, czekamy, aż odpowiednie czynniki w Kościele, Kongregacja do spraw świętych i tę sprawę podniesie, objawi.
(...) Chcę powiedzieć, że miałem tę radość w tym roku, kiedy byliśmy ad limina Apostolorum, przedstawiać sprawę polskich świętych i tej części biskupów, którzy przynależą do Krakowa – powiedziałem tam w tym moim przedłożeniu, że oczywiście czekamy przede wszystkim na beatyfikację Jana Pawła II – to jest priorytetowe oczekiwanie – ale wspomniałem, że tej naszej ziemi, by się przydał się taki kwiat beatyfikacji jakim mogłaby być M. Teresa. Oczywiście wszystko musi być zmierzone, zbadane, wszystko musi mieć swój czas. Na pewno w stosukowo niedalekiej kolejności do badania jest już w tej długiej, długiej liście jest postać M. Teresy. Tak wygląda to wszystko od strony zewnętrznej.
(...) Dla wyniesienia na ołtarze potrzebny jest ten pierwszy dekret odnośnie cudu zdziałanego, który się wydarzy i który musi być zbadany wszechstronnie: i przez lekarzy i przez teologów, i przez polskich lekarzy jak ktoś był w Polsce i przez lekarzy z ramienia kongregacji wyznaczonych. Na pewno trzeba, by te fakty były klarowne, by nie było wątpliwości, że interwencja kandydatki na ołtarze się wydarzyła. U Boga wszystko jest możliwe. Pan Jezus kazał Apostołom czynić cuda, kazał i nam czynić cuda. My czynimy cuda modlitwą, błaganiem, prośbą o łaskę. Na pewno to jest potrzebne: ożywienie wiary, przekonania do świętości jakiejś osoby – a na pewno M. Teresa jest osobą godną zaufania z naszej strony dla naszych wielkich, serdecznych, gorących próśb.
(...) Zanim otrzymamy te dekrety, jeden, drugi, radość z beatyfikacji a w przyszłości kiedyś kanonizacji – to trzeba byśmy nie tylko modlili się za wstawiennictwem M. Teresy, ale żebyśmy już na nią patrzyli – a ściśle mówiąc – żebyśmy patrzyli na Chrystusa, który kroczy w tajemnicy Kościoła przez czas do wieczności, przeobraża nas ku pełni. A takimi wielkimi śladami Jego kroków są święci, również święci założyciele zgromadzeń zakonnych. Ten wielki ślad: życie M. Teresy – bo każdy z nas jest powołany do świętości i każdy jakoś ten ślad zostawia. Wszystkie siostry są po to, wszyscy świeccy żyją w tym duchu, kapłani poświęcając się, wszyscy zostawiają te cudowne ślady. Nie mniej jednak Kościół uznaje, lud Boży uznaje, że pewne osoby te ślady zostawiły wyraźniejsze, zostały bardziej odbite na tej ziemi te ślady.
I tak w przypadku M. Teresy widzimy, że te ślady są mocne. Oczywiście te ślady były już tam w Wieluniu, kiedy tak bardzo tęskniła za życiem zakonnym, później poszła do Krakowa, a większość życia spędziła tutaj w Zagłębiu Śląsko-Dąbrowskim i tutaj najmocniejszy ślad odbiła. Tu w czasach niezwykle trudnych, w czasach okupacji, w tym jakimś piekle nienawiści ludzkiej – tak się teraz mówi o hitleryzmie, o czasach hitlerowskich, podobnie zresztą o stalinowskich – ona w tych czasach, gdzie było tyle nienawiści, tyle wzgardy Boga, który jest Miłością, w tych czasach zostawiła ślad miłości.
Encyklika Ojca Świętego, Benedykta XVI o Miłości; w tej encyklice powołuje się na inne znaki, a gdy był w Oświęcimiu, powoływał się na ten ślad Edyty Stein, czy św. Maksymiliana, czy innych osób żyjących konsekracją. (...) Teraz, i ten ślad tutaj, tak niedaleko Oświęcimia pozostawiony, jest pięknym znakiem, można by powiedzieć, że to ona uczyniła, na pewno ona, ale bardziej przez nią czynił ten ślad Chrystus, bo On jest przedziwny w świętych swoich. Chrystus, ale święci to są ludzie, którzy tego Chrystusa jak gdyby prześwietlają. Pytali jednego chłopca małego: kto to są święci i on taką definicję ukuł: święci to są słońca, które pokazują jak piękny jest Pan Bóg. Przez nich świeci Pan Bóg. A do takiej definicji chłopiec doszedł, bardzo mały, ale mający takie odczucie, był w kościele i patrzył na witraże, świeciło słońce, patrzył na witraż św. Kazimierza i tak powiedział, że święci to są ci, przez które świeci słońce – Bóg.
I tak możemy powiedzieć o Naszej Matce, że przez nią świeciło to słońce – Bóg; Bóg, który jest Miłością; Bóg, który naprawdę istnieje Miłością, bo dla Boga istnieć to znaczy miłować. Nie tylko Bóg kocha, Bóg jest Miłością. Dlatego istnieć dla Boga to też i miłować (...). On prześwieca przez niektórych ludzi szczególnie w tej głównej tajemnicy i na pewno Sł. Boża M. Teresa była tą osobą, przez którą ten Bóg-Miłość przeświecał. Oczywiście jest miłość Boga nade wszystko, bo święci czerpią miłość bliźniego z miłości Boga i to na różne sposoby. Znana jest obecnie, bardzo znana jedna z najsławniejszych świętych współczesnych – Matka Teresa z Kalkuty. Usiłowali z niej zrobić wielką społecznicę, taką, która po prostu kocha, wyczerpując własne źródła, jest nadzwyczajnym człowiekiem, który ma taką wrażliwość na biedę ludzką i potrafi się tak dalece poświęcać, jak to było w jej przypadku. Ona zawsze mówiła: "Jezus w tabernakulum – to jest źródło mojej miłości, On, który tam jest". I dlatego sama mówiła, że jak zakłada jakiś dom, to po pierwsze szuka jakiegoś choćby skromnego miejsca, żeby było tabernakulum, żeby był ołtarz, bo nie widzi sensu gromadzenia sióstr całkowicie oddanych nędzy i biedzie bez źródła; źródło musi być. Nie ma źródła, nie ma później i potoku, nie ma wody. Gdy chodzi o M. Teresę to można powiedzieć, że dla niej takim źródłem to było Dzieciątko Boże.
Odprawiamy Mszę św. ku czci Dzieciątka Jezus, misterium Wcielenia. Oczywiście święci nigdy nie oddzielają tajemnicy wcielenia od tajemnicy odkupienia, od męki, od śmierci, od krzyża. Tam było to jedno: Słowo wcielone, ukrzyżowane, ale jakoś najbardziej, ponieważ miała wielki kult do św. Teresy od Dzieciątka Jezus i bardzo, bardzo była wpatrzona w to Dzieciątko Jezus, to Słowo Wcielone, aż do granic stania się Dzieckiem. Już to był wielki cud, bo Izrael czekał na mesjasza dorosłego, na mężczyznę, który będzie w obłokach zstępował na ziemię. A Jezus stał się Dzieckiem bezbronnym, płaczącym, małym, urodził się w stajni, w ubóstwie. I już tam się objawiło to, co jest miłością do końca, już tam się Jezus wyniszczył. Ponieważ miał objawić jeszcze wolę Ojca i wezwać świat do nawrócenia, dlatego była też i męka, była krew, było ukrzyżowanie, trzeba było też, by Syn Boży zmartwychwstał i stworzył nowy świat, nowy eos życia. Ale wszystko się zaczęło w tym Dzieciątku: ta miłość do końca, ta miłość wyczerpująca się jak gdyby po to, że Bóg stał się człowiekiem i tak bardzo się wyniszczył, że stał się też Dzieckiem jest tajemnicą wyniszczenia czyli tej miłości bez granic.
Wpatrzona w te tajemnice, szła służyć swoim siostrom kochanym, szła służyć biednym Zagłębia, ludziom, którzy w warunkach okupacji przeżywali wielkie ograniczenia. Starsi pamiętają – tak jak my – trzeba tu powiedzieć, że okupacja to był czas biedy, biedy materialnej, strasznie ciężkiego chleba jak się go zdobyło – to był czas głodu. Tu w południowej Polsce to cierpieliśmy głód. W tych ciężkich czasach właśnie ona tutaj była znakiem miłości miłosiernej. Zostawiła więc ślad tego dobrego Dzieciątka, miłosiernego, i w ogóle Jezusa ukrzyżowanego, zmartwychwstałego. Przenika więc przez nią, prześwietla przez nią Chrystus, Słońce Miłości wyniszczającej się, idącej do ludzkiej biedy, ludzkiej nędzy.
Chcemy dzisiaj uczcić to źródło, powiedzmy sobie: źródełko, dziecięctwo Jezusowe. Msza św. jest Mszą św. o Dzieciątku Jezus, tak siostry postanowiły i rzeczywiście słusznie. Wydaje się, że M. Teresę, pod jej imieniem czcić będziemy, to ją godnie uczcimy czcząc Źródło, z którego czerpała. Oczywiście, ona sama nie była wielkim teologiem ale taką bogomyślczynią ale czerpała z mądrości karmelitańskiej i wielkich świętych Karmelu a konkretnie też i Ojca Anzelma, który był teologiem wielkim i inspiratorem tego Zgromadzenia. Niech to Źródło jakim jest Jezus Chrystus w tajemnicy tego dziecięctwa, niech ono bije mocno w waszym Zgromadzeniu drogie Siostry, bo na pewno to jest najważniejsze i dla założycieli charyzmatu, najważniejsze jest to, żeby charyzmat się rozwijał i owocował świętością, dziełami miłosierdzia, dziełami wiary, nadziei, miłości. Bardzo się modlimy, żeby to Źródło tutaj biło nadal w tym Zgromadzeniu, żeby ten chrystocentryzm radykalny, radykalny – nie bać się tego słowa: radykalny, żeby on tutaj owocował w życiu poszczególnych sióstr. W dzisiejszych czasach, zapomina się o Bogu, jak to bywa teraz w Ameryce – wynosi się z sal sądowych tablice z przykazaniami boskimi, bo się chce tworzyć nową moralność, nową etykę niby w imię globalnej miłości.
(...) To są nasze czasy. I dlatego w takich czasach charyzmaty zakonne muszą być radykalne, mocne, chrystocentryczne, bo Chrystus ratuje religię. Religia mglista jeszcze nas nie satysfakcjonuje. Chrystus – Bóg Wcielony, Miłość Wcielona, to jest zapewnienie nadziei zbawienia i bezpiecznego rozwoju człowieka, bo jak Bóg Wcielony umiera, to człowiek ciało, człowiek cielesny musi umrzeć, musi zginąć, nie może się rozwijać. Jak przekreślimy Jezusa ukrzyżowanego, moralność, którą On nam przyniósł w sobie i słowem, i dekalogiem, który potwierdził – to będzie jakiś człowiek z probówki. Teraz chce się absolutnie zaprzeczyć życiu rodzinnemu. Tylko Chrystus, a ludzie, którzy prześwietlają Chrystusa, charyzmaty zakonne, gorliwe, mocne, to jest znak nadziei dla dzisiejszego świata.
Bardzo więc życzę kochanym siostrom Dzieciątka Jezus, by nie tylko trwały mocno w tym charyzmacie chrystocentrycznym, ale by pod przewodem M. Założycielki szły prostą drogą właśnie, głosząc Chrystusa. Amen.

9 lipca 2020

Ostatnie dni życia ziemskiego Matki Teresy Kierocińskiej

09.12.2020


Ze wspomnień sióstr KDzJ:

„Piątego, szóstego lipca 1946 r. cierpienia się wzmogły bardzo tak, że kto na nią spojrzał (chociaż nie okazywała, że cierpi) czuł bliską śmierć […] w ten sam dzień 6-go wieczorem została zawieziona do szpitala. Przed wyjazdem przyszłyśmy się wszystkie pożegnać z swą najukochańszą Matką i Założycielką[…]. Nie zważając na cierpienia jakie ponosiła, usiadła chociaż nie mogła i wiele Ją to kosztowało, by po raz ostatni móc uściskiem siostrzanym objąć swe córki i dać błogosławieństwo.

Nasza Matka mówiła:
„Córki moje, dzieci moje […] kochajcie św. Józefa, Matkę Najświętszą, św. Eliasza, św. Naszego Ojca Jana od Krzyża, św. Naszą Matkę Teresę i św. Terenię. Módlcie się za Kościół św., Ojca św. Kapłanów, za Zakon, za Zgromadzenie nasze”.

Po tych słowach począwszy od najstarszej aż do najmłodszej uściskała wszystkie Siostry zostawiając na czole każdej znak Krzyża św. i swój słodki i miły pocałunek, który ma nam towarzyszyć przez całe życie, by ponowny otrzymać na drugim świecie gdzie się zobaczymy […].”

„Po południu we czwartek (11 lipca 1946 r.) oznajmiła Matka Wikaria (Matka Georgia), że Naszą Matkę zabiorą Siostry do domu, bowiem w szpitalu nic jej nie lepiej, a milej jej będzie wśród Sióstr, które z tęsknotą oczekują. […] Dwaj pomocnicy szpitalni ujęli nosze w ręce, wynosząc Naszą Matkę ze szpitala. […] Gdy Siostry zobaczyły Naszą Matkę […]otoczyły ją kołem, chwyciły nosze i wniosły ją do kaplicy. Postawiły nosze na ziemi przed tabernakulum, aby po raz ostatni wraz z Naszą Matką oddać cześć Panu Jezusowi w Najświętszej Eucharystii. Cisza zaległa – tylko ukryte ciche łzy spływały z oczu. Następne Siostry uniosły Naszą Matkę […] i zaniosły na dużą salę, gdzie stało w jednym kąciku przygotowane łóżko. Nasza Matka spojrzała na zebrane Siostry, uśmiechem je powitał, i odezwała się:

„Witam Was, moje kochane dzieci”.

Tym słowom zawtórował ogólny płacz i szloch. Patrząc na tę wzruszającą scenę mężczyźni, którzy przynieśli Matkę ze szpitala mówili między sobą:

„Jak te Siostry bardzo kochają swą Matkę Przełożoną”.

Noc całą Matka Teresa była w agonii. Cztery Siostry czuwały, reszta Sióstr na zmianę adorowały Pana Jezusai gorąco modliły się w intencji Konającej Naszej Matki."

7 lipca 2020

Jak mieszkańcy Zagłębia żegnali Matkę Teresę Kierocińską 74 lat temu ...




Uroczystości pogrzebowe Matki Teresy odbyły się 14-15 lipca 1946 r. przy udziale rzeszy ludzi, którzy przyszli podziękować, złożyć hołd i pożegnać swoją matkę. Uroczystościom przewodniczył ks. bp. Stanisław Czajka biskup pomocniczy. Odprawił on Mszę św. w kościele parafialnym pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, a następnie w kondukcie żałobnym przeszedł ulicami miasta na cmentarz, gdzie wygłosił mowę pożegnalną.

Ze wspomnień sióstr KDzJ:
„W niedzielę (14 lipca 1946r.) po południu odbyła eksportacja się zwłok do Kościoła Parafialnego Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu (obecna Katedra). Szły pięknie uszeregowane nasze Siostry w białych płaszczach, ogromna ilość ludzi, księży […] tramwaje i auta stały zatrzymane przez ogromne morze ludzi. Po złożeniu zwłok na pięknym katafalku, wygłosił kazanie O. Bernard Karmelita Bosy, o życiu i cnotach św. p. Matki Naszej Najdroższej […].” 
„Rano następnego dnia (15 lipca 1946 r.), po uroczystej Jutrzni żałobnej, odprawionej przez Ojców Karmelitów Bosych, po pontyfikalnej żałobnej Mszy św. celebrowanej przez J.E.Ks. Biskupa. Czajkę - odprowadzono Zwłoki na miejscowy cmentarz. Mimo dużej odległości do cmentarza trumna ani przez chwilę nie schodziła z ramion Przyjaciół Karmelu, a każdy jako zaszczyt poczytywał sobie nieść ją na swych ramionach[…].” 
„Zebrały się tłumy społeczeństwa sosnowieckiego. Dzieci Zakładu Wychowawczego naszego Zgromadzenia. Dzieci szkolne, dawni nasi wychowankowie w różnym wieku. Dzieci przedszkolne, robotnicy, rodzice naszych wychowanków, urzędnicy, przedstawiciele różnych firm, fabryk, hut, kopalń […] ubodzy i wszyscy najbiedniejsi, mieszkający na peryferiach miasta, z suteryn i poddaszy, którzy dobrze znali Matkę Teresę z ulicy Wiejskiej[…].” 
„Słychać było pytania: Czy to procesja – czy pogrzeb? Czoło bowiem konduktu stanowiły licznie zebrane dzieci w bieli z naręczami kwiatów, następnie kroczyły delegacje III-go Zakonu Karmelitańskiego z chorągwiami, długie szpalery Kapłanów w białych komżach, poważny orszak Ojców Karmelitów Bosych, nasze Siostry w białych płaszczach i Dostojny Arcypasterz Ks. Bp. Czajka. – Za trumną liczna Rodzina Matki Teresy i morze głów ludzkich. – Oto pogrzeb cichej, ubogiej, a jakże wielkiej duchem zakonnicy – MATKI ZAŁOŻYCIELKI Karmelu Dzieciątka Jezus […].” 
„[…] Na cmentarzu wygłosił Ksiądz Biskup kazanie, podnosząc życie ukryte i ciche, pełne ofiar, przykrości i trudów, a jeszcze pełniejsze cnót Matki Teresy od św. Józefa. A zwracając się do Sióstr rzekł: „Siostry nie smućcie się, ale radujcie że macie taką Matkę, zapewniam was że doczekacie ją jeszcze na ołtarzach”[…].

74. rocznica odejścia do domu Ojca Matki Teresy Kierocińskiej


W 74. rocznicę urodzin dla nieba Matki Teresy Kierocińskiej nasze serca przepełnia wdzięczność i zaduma nad Jej życiem, tak oddanym Bogu i drugiemu człowiekowi.

Przypomnijmy sobie fragment homilii O. Andrzeja Ruszały OCD, wygłoszonej 12 lipca 2004 r. w Sosnowcu:
Jeżeli czytamy opracowania na temat Matki Teresy Kierocińskiej, to zauważamy rzeczywiście, że to serce trwało w Bogu – „Tam skarb twój, gdzie serce twoje”, że serce tej kobiety, tej fundatorki, rzeczywiście było przy Jezusie, przy Bogu od wczesnych lat i u Niego szukało światła, rozpoznawania swej drogi życiowej. Wiemy też, że to rozpoznawanie wcale nie przychodziło łatwo. Trzeba było doświadczyć wielu trudności i niemożności w realizowaniu tej woli Bożej, która wydawała się jej, że jest tą wolą i tą drogą, na którą Bóg ją wprowadza, żeby wreszcie odkryć to swoje własne zupełnie posłannictwo w Kościele.

Tak mnie uderzyło świadectwo, które zostawił o Matce Teresie Kierocińskiej Ojciec Anzelm też Sługa Boży, kiedy z perspektywy lat patrząc na jej osobę, dzieło, u którego początków ona stała - napisał w swoich wspomnieniach: „Wybrałem tę, która ze wszystkich najmniej była znana, furtiankę u sióstr albertynek, łagodną, ukrytą, również mało znaną u tercjarek. Zgodziła się podjąć to dzieło i pracę, o której, jak ja, nie miała pojęcia. Miała za to ducha, który się nie załamuje”. Piękne świadectwo, które jednocześnie wskazuje na te bardziej podstawowe cechy ducha Sł. B. Matki Teresy. To ważne, że O. Anzelm wybiera kogoś, kto mało znany jest, mało znaczący, więc musiała to być osoba, która nie robiła wokół siebie wiele szumu, osoba pokorna, ukryta. To ukrycie, to też bardzo charakterystyczna jej cecha i we wcześniejszych latach: ukrycie w modlitwie, ukrycie w posłudze codziennie pełnionej, takiej nie zwracającej na siebie uwagi, choćby właśnie tam, u sióstr albertynek na furcie.

Przez to pewnie była i dla O. Anzelma osobą ukrytą, bo jak wiadomo, pierwszą propozycję dla grupki tych sióstr tercjarek, które miały stanowić trzon nowego zgromadzenia, o przewodzenie tej grupie zwrócił się nie do niej, ale do kogoś innego. Dopiero potem, zwrócił się do kogoś, kto też mało był znany w gronie tych tercjarek.

Matka Teresa zgodziła się, podjęła to w duchu wiary. To jest też bardzo ważne: ten duch wiary. Chociaż, jak pisze O. Anzelm, podjęła się czegoś, o czym zupełnie nie miała pojęcia, co z tego będzie. A więc to zawierzenie Bogu: nie patrząc i nie wiedząc jak będzie. Wiedząc tylko, że Pan prowadzi i nie da zginąć. I wiemy, że to jej zawierzenie wielokrotnie, właściwie ciągle było wystawiane na bardzo liczne i wielkie próby. (…) Cechą charakterystyczną też, bardzo rzucającą się w oczy, jest wielka cichość tego człowieka i wielka delikatność wobec innych, zwłaszcza tych wszystkich, którzy byli jej przeciwni, od których wiele wycierpiała. Sama nigdy się nie skarżyła. „Tajemnica moja dla mnie” – tak jak mawiali święci. I to, co przeżyłam też dla mnie.
Myślę, że to są pewne cechy, o które i każdemu z nas trzeba się starać. My, jeżeli wspominamy ludzi naprawdę wielkich, ludzi wiary, ludzi zaufania Bogu aż do heroizmu, to nie po to, żeby tylko wysławiać ich pod niebiosy, ale przede wszystkim żeby uczyć się od nich, żeby widzieć w nich drogowskazy także i na nasze czasy, i na te sytuacje, w których przychodzi nam realizować nasze powołanie chrześcijańskie czy zakonne. I trzeba się uczyć. Trzeba się uczyć choćby tej mocy ducha, nie poddawania się zniechęceniu w trudnościach. Może nie przychodzi nam przeżywać takich trudności, jak jej przychodziło przeżywać w tak trudnych czasach, trudności nie tylko, zewnątrz, ale i wewnątrz. To jest wielkość człowieka, który potrafi z każdej strony przeżywać trudności, a mimo wszystko nie załamywać się.

Pamiętamy, jak św. Paweł pisze: „Przybyliśmy do Efezu, zewnątrz prześladowania, wewnątrz rozłamy i wątpliwości w sercu, a w tym wszystkim z całą mocą głosiliśmy Słowo Boże”. To jest pewna umiejętność wzniesienia się ponad te wszystkie rzeczy i zewnętrzne, i wewnętrzne. Czasami, to myślę, że łatwiej jest nam wznosić się ponad te zewnętrzne trudności, kiedy jest spokój w sercu i głębokie przekona-nie, że Bóg tego chce i że prowadzi, i jest się w zgodzie z tymi, z którymi to powołanie realizujemy, przeżywamy je. Natomiast, kiedy przychodzą wewnętrzne jakieś trudności w relacjach wzajemnych, a zwłaszcza wątpliwości osobiste, to wtedy trwać mimo wszystko jest rzeczywiście wiarą, wiarą heroiczną, zawierzeniem heroicznym Bogu. Do tego Pan Bóg wzywa nas. I nie brakuje pewnie i w naszym życiu takich sytuacji, trudności zewnętrznych, w naszych rodzinach czy wspólnotach oraz wątpliwości wewnętrznych. Bóg chce, żeby w tym wszystkim z mocą iść i głosić Słowo Boże na taki sposób, na jaki Pan Bóg pozwala w danej sytuacji.
Kiedy wpatrujemy się w Sługę Bożą, właśnie w tą jej delikatność wobec drugiego człowieka, cierpliwość w znoszeniu tych, którzy są trudni – możemy wiele uczyć się dla naszego codziennego życia, dla naszych relacji. Wiemy, jak nasze relacje z najbliższymi w domu, w rodzinie potrafią być trudne. Jak nieraz przez lata całe to nawarstwia się, aż potrafi urosnąć gdzieś do monstrualnych rozmiarów, że nie jesteśmy w stanie normalnie zachowywać się w obecności drugiej osoby, być życzliwym. Tutaj wiele możemy też uczyć się od M. Teresy, która przez lata całe znosiła jedną siostrę, która była jej nieprzychylna i czekała, aż Pan sam rozwiąże tę sytuację. I rozwiązał (…)

Dziękujmy Bogu za dar M. Teresy, dar dla zgromadzenia. Ona była tym fundamentem, trwałym fundamentem właśnie, dlatego, że tyle przecierpiała. Prośmy Boga, żeby podobnego ducha zaszczepił w naszych sercach. Prośmy Go też o potrzebne łaski, żeby nasze serce rzeczywiście było przy Jezusie, bo tam jest skarb twój, gdzie serce twoje. Amen.

27 maja 2020

135. rocznica urodzin Matki Teresy Kierocińskiej



14 czerwca 2020 r., przypada 135. rocznica urodzin Czcigodnej Sługi Bożej Matki Teresy Kierocińskiej

PROGRAM OBCHODÓW w WIELUNIU:

W kościele św. Barbary:

  • 11.40 – krótka prezentacja o Czcigodnej Słudze Bożej Matce Teresie od św. Józefa

  • 12.00 – Msza św. pod przewodnictwem J.E. biskupa Antoniego Długosza, jako dziękczynienie za dar jej życia oraz z prośbą o jej beatyfikację Czcig. Sł. Bożej Teresy Kierocińskiej
Odsłonięcie tablicy informacyjnej przed domem rodzinnym Sługi Bożej.

Transmisja uroczystości na stronie:  www.facebook.com/MatkaTeresaKierocinska

21 maja 2020

Przygotowania do uczczenia 135. rocznicy urodzin Matki Teresy Kierocińskiej

5 maja 2020



Przed domem rodzinnym Kierocińskich na ul. Kijak 1 została zamontowana tablica informacyjna z wizerunkiem M. Teresy Kierocińskiej i z napisem: 

W tym domu 14 czerwca 1885 roku
przyszła na świat oraz przeżyła dzieciństwo i młodość
Janina Kierocińska
Czcigodna Służebnica Bożą
Matka Teresa od św. Józefa
1885-1946
Współzałożycielka 
Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek 
Dzieciątka Jezus


Tablica ma być odsłonięta 14 czerwca br. podczas uroczystości z okazji 135 rocznicy urodzin M. Teresy.

Więcej na ten temat na stronie:
https://www.radiozw.com.pl/wielun-trwaja-przygotowania-do-uczczenia-135-rocznicy-urodzin-matki-teresy-kierocinskiej/




18 maja 2020

Puzzle z Janiną Kierocińską – Matką Teresą od św. Józefa

Zostały wydane puzzle z obrazami s. Marceliny Jachimczak CSCIJ przedstawiającymi Janinę Kierocińską – Matkę Teresę od św. Józefa. Oryginały obrazów znajdują się w Muzeum Domu Macierzystego w Sosnowcu. 

Puzzle dla młodszych dzieci składają się z 30 elementów, dla starszych po 60 i 500 elementów. Wewnątrz pudełka znajduje się opis wydarzenia z życia Janiny – Teresy Kierocińskiej przedstawionego na obrazku.

Puzzle można zamówić w Wicepostulacji Sł. Bożej M. Teresy Kierocińskiej w Sosnowcu.


Puzzle nr 1 (60 elementów)



Puzzle nr 2 (30 i 60 elementów)


Puzzle nr 3 (60 elementów)


Puzzle nr 4 (60 elementów)


Puzzle nr 5 (60 elementów)


Puzzle nr 6 (60 elementów)


Puzzle nr 7 (60 elementów)


Puzzle nr 8 (500 elementów)


Puzzle nr 9 (60 elementów)


Puzzle nr 10 (60 elementów)


Puzzle nr 11 (60 elementów)


Puzzle nr 12 (60 elementów)


Puzzle nr 13 (60 elementów)

Nowości wydawnicze:



  • Szałyga Hilaria KDzJ, Pieśń o Mojej Matce, wyd. II, Sosnowiec 2020, s. 119.



  • Zieliński Jerzy OCD, Mother of Zagłębie The Life of the Wenerable Servant of God Teresa Kierocińska, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków 2019, s. 288



  • Czcigodna Sługa Boża Janina Kierocińska – Matka Teresa od św. Józefa 14 czerwca 1885-12 lipca 1946, Współzałożycielka Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus, wyd. II uzupełnione, Sosnowiec 2020, s. 24.





Wszystkie publikacje są dostępne: 

w Wicepostulacji Matki Teresy Kierocińskiej
41-209 Sosnowiec
ul. M. Teresy Kierocińskiej 25
tel. (032) 297-18-63, 784 033 621

Siostry Afrykanki w Sosnowcu




Od 25 kwietnia w Domu Macierzystym w Sosnowcu przebywają siostry afrykanki: s. Jacqueline od św. Teresy od Dzieciątka Jezus – wikaria misyjna i s. Claudine od Królowej Karmelu. W pierwszych dniach pobytu siostry zwiedziły Muzeum Domu Macierzystego. Szczególnie dla s. Claudine było to duże przeżycie, ponieważ w miejscach związanych z życiem i działalnością Naszej Matki Założycielki była po raz pierwszy.  


Pobyt sióstr w Polsce się przedłuża, ponieważ powrót do Burundi okazuje się niemożliwy ze względu na panującą epidemię koronawirusa i wstrzymanie wszystkich lotów.  


S. Jacqueline i s. Claudine włączyły się w życie wspólnoty służąc swoimi talentami, m. in. szyjąc fartuchy ochronne dla szpitali. Przedłużony pobyt sprzyja też nauce j. polskiego, siostry modląc się z nami w kaplicy odmawiały już samodzielnie różaniec po polsku.





 

Dziennikarze Radia Ziemi Wieluńskiej w Muzeum



Dnia 2 marca 2020 roku w Muzeum Domu Macierzystego w Sosnowcu gościli dziennikarze Radia Ziemi Wieluńskiej: Magdalena Jaroch i Grzegorz Nowak. Zwiedzili Muzeum i nagrali materiał do audycji: O krok bliżej wiary – magazyn religijny (emitowanej w niedzielę o 8:15) oraz Marszem przez historię (emitowanej w sobotę o 14:15). 

Audycje, w których wystąpiły s. Feliksa i s. Bogdana mają być emitowane w czerwcu, a dotyczyły powołania zakonnego, działalności Zgromadzenia, Matki Teresy Kierocińskiej i jej związków z Wieluniem.

Link do relacji na stronie Radia Ziemi Wieluńskiej:





W Parafii Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Bolesławiu



Dnia 1 marca 2020 roku Siostry z Domu Macierzystego w Sosnowcu: Feliksa, Bogdana i Marcella odwiedziły kolejną parafię diecezja sosnowieckiej – Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny w Bolesławiu. Przybliżyły wiernym postać Czcig. sł. B. Teresy Kierocińskiej i modliły się wraz z nimi o jej beatyfikację. Na każdej Mszy św. siostry czytały czytania liturgiczne, modlitwę wiernych, śpiewały psalm. Po liturgii, s. Bogdana miała krótką prelekcję wraz z prezentacją multimedialną przybliżającą życie i duchowość Sługi Bożej.

Serdecznie dziękujemy ks. proboszczowi Sylwestrowi Kulce oraz parafianom za wspólną modlitwę i gościnność.

Od października 2013 roku, siostry odwiedziły 48 parafii diecezji. Odpowiadając na propozycję ks. biskupa Grzegorza Kaszaka, siostry co miesiąc odwiedzały jedną parafię. Od kwietnia br. z powodu epidemii koronawirusa, odwiedziny zostały zawieszone.






30 kwietnia 2020

Z okazji Dnia dziecka

Z okazji Dnia dziecka, życzymy Wam wszystkim radości z bycia umiłowanym dzieckiem Boga. 


Ze wspomnień o Matce Teresie Kierocińskiej:

"Wielkie zaufanie miała Matka Teresa do modlitwy małych dzieci z przedszkola, pamiętam gdy były pewne kłopoty, Matka Teresa polecała Siostrom, by z tymi małymi dziećmi szły do kaplicy i rzeczywiście nie zawiodła się".

8 marca 2020

Ukochała Sosnowiec kobiecym sercem (wywiad)



O sztuce tworzenia filmu, zafascynowaniu postacią „Matki Zagłębia” i wyzwaniu, jakim jest przekazanie jej głębokiej duchowości z p. Krzysztofem Millerem, reżyserem filmu pt. „Ona nigdy nie była sama”, rozmawiała s. Makaria Wrona CSCIJ.


Skąd zainteresowanie, a nawet pewna fascynacja postacią siostry zakonnej - Matki Teresy Kierocińskiej?

Kilka lat temu siostra Bogdana, która jest archiwistką w Zgromadzeniu Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu zaproponowała współpracę przy dokumentalnym nagrywaniu świadków życia Matki Teresy Kierocińskiej. Poznałem wtedy osoby, które osobiście znały Matkę Teresę, w tym uratowane żydowskie dziecko Pana Bombeckiego (wówczas już dość wiekowego człowieka). Ludzie, którzy znali Matkę Teresę opowiadali niezmiernie ciekawe rzeczy. Moja wiedza wówczas nie była zbyt wielka. Zacząłem ją pogłębiać i tak poznawałem fascynującą osobowość Matki Teresy Kierocińskiej. Już wtedy istniał, jeszcze dość mglisty, plan powstania muzeum Matki Teresy i w związku z tym potrzeba stworzenia filmu dokumentalnego, który byłby dopełnieniem tego przedsięwzięcia.

Z upływem czasu zacząłem coraz intensywniej myśleć o tym projekcie. W wyobraźni zacząłem widzieć coraz więcej obrazów, które budowały kolejne sceny. Z kolejnymi, wykreowanymi sekwencjami zgłaszałem się do siostry Bogdany opowiadając o poczynionych „odkryciach”. Tak dość powoli ten film dojrzewał we mnie, a z nim fascynacja postacią i duchowością Matki Teresy Kierocińskiej.

„Ona nigdy nie była sama”, dlaczego i skąd taki tytuł?

„Ona nigdy nie była sama…” to tytuł filmu o Matce Teresie Kierocińskiej. Film jest syntezą postaci, a więc tytuł musi oddać to, co jest istotne w tej opowieści. Zaciekawić, dać pretekst do wgłębienia się w postać, którą przedstawia. Często Matka Teresa nazywana była Matką Zagłębia o tym tytule też myślałem, ale wydawał mi się zbyt oczywisty, banalny. Nie dotykał istoty duchowej postaci Matki Teresy. Przecież jej siłą była miłość Boga i ludzi. Żarliwie modliła się, niemal „dotykała” Boga, była z Bogiem, dlatego nigdy nie była sama. W ten sposób mogła nieść miłość innym osobom i w najtrudniejszych i bardzo nieprzychylnych czasach przeprowadzić Zgromadzenie Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus przez bardzo trudny czas.

Jak określiłby Pan w jednym zdaniu przesłanie filmu?

Film ten jest chęcią ukazania heroicznej drogi Matki Teresy do świętości. Konstrukcja filmu opiera się na wiedzy zawartej w materiałach archiwalnych oraz zeznaniach świadków. Część scen jest inscenizowanych na podstawie listów pisanych przez Matkę Teresę do sióstr. Film ma przybliżyć postać Matki Teresy współczesnemu widzowi. W czasach, gdy wielu ludzi jest zagubionych, tracących sens życia, pokazać drogę, która daje siłę i radość życia z Bogiem.


Jak wyglądała praca nad filmem i ile trwały poszczególne etapy?

Praca nad filmem to kilka ważnych etapów produkcji. Pierwszy bardzo istotny to etap pisania scenariusza. Tutaj rodzi się kształt filmu. To taki film na papierze. Ten okres na szczęście trwał około jednego roku. Był czas, a więc można było powoli dojrzewać do kształtu ostatecznego, to również czas wielu konsultacji merytorycznych. Tutaj bardzo pomocną osobą była siostra Bogdana, dziękuję za cierpliwość.

Gdy prace scenariuszowe były ukończone mogliśmy zabierać się za realizację zdjęć filmowych. Wcześniej z aktorami oraz członkami ekipy omawiałem kształt estetyczny poszczególnych scen. W tej części filmu najwięcej problemu stwarzała koordynacja poszczególnych dni zdjęciowych. Etap zdjęciowy trwał około sześć miesięcy. Zależało mi na zdjęciach wyestetyzowanych, podkreślających duchowość poszczególnych scen. Chciałem, aby ten film był jak modlitwa. Wcześniej z kompozytorem Pawłem Burdą oraz jego żoną, która wykonywała partie wokalne omówiliśmy wymowę poszczególnych scen i moje wyobrażenie o emocjonalności sekwencji filmowych. Wówczas kompozytor przystąpił do pisania muzyki, a ja wespół z montażystą Krzysztofem Zawieją przystąpiłem do montażu filmu. To etap pracy bardzo żmudny, ale jednocześnie bardzo twórczy. Czasami jeszcze tutaj dokonywaliśmy zmian i nadawaliśmy inne akcenty filmowe.

Gdy ten etap pracy ukończyliśmy rozpoczęliśmy udźwiękowienie i kolorystykę filmu. No i wreszcie… przedstawiliśmy film na kolaudację, czyli do oceny zamawiających. Zawsze towarzyszy temu wielka niepewność, ponieważ przy długich godzinach spędzonych nad ekranami monitorów realizator traci świeże spojrzenie na film. Czas mijał i czekaliśmy na telefon. Po jakimś czasie usłyszałem -”film przyjęty, podoba się”. Ulga dla całej ekipy realizatorów. Film zaczął swoje życie.

Czy miał Pan wcześniej okazję współpracy z środowiskiem zakonnym?

Wcześniej pracowałem jako operator filmowy przy filmie „Lux ex Silesia” - film o świętym Jacku, wraz z Adamem Kraśnickim zrobiłem film o księdzu Emilu Szramku pt.: „Zakotwiczony w Bogu” oraz duży film o Abp. Alfonsie Nossolu pt. „Arcybiskupa Alfonsa Nossola wielka podróż w poznanie”.


Czy sama produkcja filmu była kłopotliwa, czy w trakcie kręcenia coś Pana osobiście zaskakiwało?

Każdy film jest inny… zupełnie inny. Potrzeba go inaczej opowiedzieć, wymaga innego rytmu. To zawsze nowe, inne wezwanie. To właśnie jest w tej pracy najciekawsze, nie można wpaść w rutynę. Trzeba być twórczym. Zawodu nauczyłem się w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, natomiast na resztę trzeba mieć oczy i uszy otwarte. To ludzie i wszystko, co nas otacza; myśli, które w nas znajdują ujście są inspiracją do twórczych działań. Aby innym ludziom coś od siebie dać, trzeba mieć własną pogłębioną duchowość. Nad nią przede wszystkim pracować.

W filmie profesjonalnym nie można sobie pozwolić na zaskoczenie. Po to jest dość długi okres przygotowawczy, aby każdy szczegół przemyśleć i być przygotowanym na zmiany. Trzeba być otwartym na wszelkie trudności i komplikacje. Przy produkcji filmu pt. ”Ona nigdy nie była sama…” Nie mieliśmy większych problemów organizacyjnych. Zdjęcia odbywały się w Wieluniu, Czernej, Krakowie i Sosnowcu. Mówiliśmy, że nad produkcja czuwa Matka Teresa.


Czy może Pan powiedzieć coś o tym, jak kończy się film?

Długo pracowałem nad zakończeniem filmu, szukając różnych rozwiązań. Ciągle nie byłem zadowolony z efektu. Swego czasu siostra Bogdana przysłała kawałek filmu z wizyty św. Jana Pawła II w Sosnowcu. Wydawało mi się, że istotne słowa o Teresie Kierocińskiej wypowiedziane przez św. Jana Pawła II byłyby świetnym zwieńczeniem naszego filmu. Tak też się stało. Jako, że jestem optymistą liczę na to, że nakręcimy jeszcze postscriptum - ogłoszenie Matki Teresy Kierocińskiej świętą. Wówczas mógłbym powiedzieć, że film się dobrze skończył.

Co ten film zmienił w Panu?

Każde spotkanie z drugim człowiekiem pozostawia ślad w naszej psychice. „Świecimy” światłem odbitym od tych ludzi. Tym bardziej głębokie wniknięcie w życie i duchowość Matki Teresy bez wątpienia pozostawia w człowieku ślad. W moim wypadku widzę jak wiele mam jeszcze do zrobienia, aby stać się tak wrażliwym na miłość do drugiego człowieka i Boga.

Dziękuję.


Film można zobaczyć w Muzeum Domu Macierzystego Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus w Sosnowcu, przy ul. M. T. Kierocińskiej 25 w poniedziałki i wtorki w godz. 9.00 – 12.00, w środy w godz. 15.00 – 18.00.

---------------------------------------------

Przypomnijmy, że film pt. „Ona nigdy nie była sama” w reżyserii Krzysztofa Millera to 28 minutowa opowieść fabularno-dokumentalna o Czcigodnej Słudze Bożej Matce Teresie Kierocińskiej, pierwszej przełożonej Zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus.
Śledząc kolejne ważne wydarzenia z życia „Matki Zagłębia”, widzimy jak kształtowała i rozwijała się jej duchowość oraz posługa pierwszej wspólnoty wśród najbardziej potrzebującej ludności Sosnowca z początków XX w.